Home»Życie»Czarne złoto

Czarne złoto

0
Shares
Pinterest Google+

Kolejne dni mieszkania w domku pod miastem przyniosły nowe doświadczenia i nową, jakże przydatną, wiedzę. A wszystko dotyczy czarnego złota, bogactwa ojczyzny naszej ukochanej, czyli węgla.

Zacznijmy od tego, że palenie drewnem nie ma sensu, bo jest nieekonomiczne. Drewno fajnie wygląda w kominku. Wartość kominka (nie chodzi w żadnym razie o znanego blogera, w nim palić nie planuję) jest bardziej ozdobna niż energetyczna. Palić trzeba w normalnym piecu, który rozprowadzi ciepło systemem centralnego ogrzewania. I to palić trzeba węglem, żeby to miało sens i ciepłopodawczy i finansowy.

Na początek, jako że przy niedzieli innej opcji dostępnej nie było, kupiłem w Leroy Merlin 25-kilogramowy worek eco-groszku, czyli takiej węglowej drobnicy. Nawet to jakoś działało, ale na dłuższą metę się nie opłaca, bo schodzi tego dużo i worek wystarczył na niecałe 2 dni.

Na płocie niedaleko znalazłem reklamę firmy dostarczającej opał do domu. Przez telefon umówiliśmy się. Pan miał dostarczyć następnego dnia o 7. rano 250 kg węgla w workach. Ok. 8 rano zadzwonił, ale z ukrytego, więc się nie dodzwonił. Ale u mnie go nie było. Okazało się, że pan pojechał pod niewłaściwy adres. Kiedy po wielu próbach dodzwoniłem się do jego syna, dowiedziałem się, że „tata jest taki więcej nerwowy i się wkurzył, więc sobie pojechał” oraz że pan syn od węgla „spróbuje się dodzwonić” do pana taty od węgla. Próbowałem się dodzwonić do rzeczonego taty, ale nie odbierał. Syn też przestał. Bo i po co? Pewnie się do taty nie dodzwonił, w końcu tata wkurzony.

Koniec końców do pana syna od węgla wysłałem sms, że rezygnuję z usług ich firmy i węgiel dostarczył inny pan, znaleziony w internecie. I tu kolejna ważna lekcja. Należy określać, jaki węgiel się zamawia. Miły pan węgiel przywiózł, zrzucił we wskazanym miejscu. Tyle że były to wielkie bryły. No, nic. Nauka na przyszłość jest: ma być orzech.

Potem przyjechał miły pan kominiarz. Wziął 3 razy tyle, ile zapowiadał przez telefon, bo okazało się, że przewody od pieca i od kominka dawno już nie dostąpiły właściwego czyszczenia, o ile w ogóle kiedyś. Wynieśliśmy z 5 wiader sadzy.

Nadal nie opanowałem trudnej sztuki palenia w tym piecu. Niby robię wszystko, jak należy, ale skubany gaśnie. Czy bardziej „niby” niż „jak należy”. Dobrze, że K. radzi sobie lepiej z piecem, bo byśmy zamarzli, a Pani Wiosna jakoś zabalowała po drodze.

(Visited 194 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Domek na wsi

Następny tekst

Małe szczęścia