Home»Społeczeństwo»Galeria sztuki zakupów

Galeria sztuki zakupów

0
Shares
Pinterest Google+

Z niejasnych dla mnie powodów w Polsce centra handlowe nazywa się galeriami. Zawsze wydawało mi się, że galeria to miejsce, które odwiedzamy, gdy chcemy obcować ze sztuką. U nas – jak widać – sztuką stało się robienie zakupów.

Gdy nadchodzi weekend, całe rodziny wyruszają do centrów handlowych. Taki sposób na rodzinne spędzanie czasu połączony z zadziwiającym zjawiskiem skretynienia. Musiałem pojechać ostatnio do Ikei i niestety wiązało się to z koniecznością obcowania z tymi galeriowymi zjawiskami.

Nie wiem, jak to wygląda u Was, ale ja wchodzę do sklepu po to, by zrobić zakupy, a nie po to, by go zwiedzać. Ikea urządzona jest tak, bym jako klient, chcąc nie chcąc, musiał przejść dokładnie przez cały sklep i obejrzeć wszystko. Idę więc szybkim krokiem, mijając to, co mnie nie interesuje, by dojść do tych części, w których mam coś kupić. Pakuję do, podobno kultowej, żółtej torby to, co mi potrzebne i jak najszybciej zmierzam do kasy. Czasem zaglądam do restauracji. Dawniej robiłem to dla klopsików, ale wycofano je na fali szaleństwa wokół koniny. Wróćmy jednak do centrów handlowych zwanych potocznie galeriami.

Jedzie więc sobie wierna tradycjom narodowym, również tym nowym, świeckim, rodzina do galerii. I chodzi. Mąż, żona, dwójka dzieci. Dzieci szybko się męczą, robią głodne, znudzone, a przy tym złe, że rodzice nie kupili tego, co chciały. Dają swoim emocjom upust wyjąc w niebogłosy. Lubię dzieci, ale, gdy siadam i chcę zjeść obiad, a ze wszystkich stron dochodzą mnie dzikie płacze oraz ujadanie rodziców próbujących te płacze uciszyć, to tracę apetyt. I rośnie we mnie żądza mordu oraz odruch wymiotny.

Centrum handlowe to nie jest miejsce dla dzieci. Tak, wiem, czasem nie ma z kim malucha zostawić. Ale to po prostu złe miejsce dla niego. Za dużo bodźców, obrazów i dźwięków, a jednocześnie mało rzeczy, którymi dziecko mogłoby się zająć. Ono po prostu się męczy. Zabieranie dziecka w tak nieprzyjazne dla niego miejsce jest po prostu bezsensownym barbarzyństwem. Najchętniej takim rodzicom bym przylutował, ale powstrzymuje mnie mój głęboko zakorzeniony pacyfizm.

To, że bywanie w centrum handlowym stanowi rodzinny rytuał wspólnego spędzania czasu, sprawia zarazem, że cała taka rodzinka przemieszcza się krokiem zwiedzającym niczym koneser sztuki w muzeum rzeżby nowoczesnej z gwożdzi i staników. Mówiąc krótko – idą sobie powoli, blokując skutecznie całe przejście. Przecież nie przyszli coś kupić i wyjść, tylko zwiedzać. Wózek na zakupy (bo coś tam jednak wrzucili), mamusia, tatuś, dziecko w wózku spacerowym, dziecko w wózku zakupowym albo wózkowym samochodziku. Jeśli się zatrzymują, to obowiązkowo na środku alejki, ustawiając wózek w poprzek, tak, by jak najefektywniej zablokować przejście. A spróbuj zwrócić im uwagę… Od razu poznasz, co to znaczy rodzinny klimat i miłość bliźniego. A i okoliczne dzieci podszkolą się w łacinie.

Całe szczęście, że 1. jestem pacyfistą; 2. nie mam dostępu do granatów. (Wybierz opcję, która bardziej Ci odpowiada.)

(Visited 32 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Przypowieść o zrębkach wędzarniczych

Następny tekst

Eksperci od papiestwa