Home»Życie»Jestę burakię. Napiwki to zuo.

Jestę burakię. Napiwki to zuo.

0
Shares
Pinterest Google+

Przeczytałem w Natemat.pl wyznania kelnerów żalących się, że upowszechnienie się kart płatniczych sprawiło, iż klienci nie zostawiają napiwków. Klienci płacą kartą, nie nosza gotówki i biedni kelnerzy nie dostają tipów. Przeczytałem nie tylko tekst, ale i komentarza pod nim. No, i okazuje się, że jednak jestem śmierdzącym prowincją burakiem, bo popieram tych komentujących, którzy sprzeciwiają się idei napiwków jako takich.

Idę do restauracji. Oczekuję, że dostanę smaczne, poprawnie przyrządzone jedzenie i zostanę kulturalnie obsłużony. Kelner łaski mi nie robi, tak jak nie robi mi jej kasjerka w sklepie spożywczym, która jakoś napiwku nie oczekuje. Obsługa klienta jest częścią usługi restauracji. Za tę usługę wyznaczona jest konkretna cena, podana w menu, czyli w ofercie handlowej, którą to cenę ja przyjmuję, zgodnie z Kodeksem cywilnym i dokonuję zakupu.

Kiedy zamawiam danie, to w jego cenie są nie tylko koszty surowców potrzebnych do przyrządzenia, ale też czynsz, opłaty za media, koszt pracy kucharza, zysk restauratora i oczywiście pensja kelnera. Jeśli pensji kelnera w cenie nie ma, to znaczy, że cena jest źle skalkulowana, restaurator jest cwaniakiem lub kelner idiotą, skoro zgodził się na pracę bez wynagrodzenia. Jeśli zaś pensja kelnera jest w cenę wliczona, to dlaczego do cholery mam za coś płacić dwa razy?

Wiem, że napiwek jest formą nagrody dla kelnera, ale za czorta nie rozumiem, dlaczego miałbym go nagradzać za to, że robi coś, co jest jego obowiązkiem i za co mu zapłaciłem. Zdarza mi się dawać napiwek. Ale robię to wtedy, gdy mam poczucie, że dostałem coś extra i dlatego extra płacę.

Swego czasu w pewnym lokalu, który usilnie starał się udawać coś więcej niż zwykłą pizzerię. Obsługiwał nas kelner. Much w nosie miał tyle, że mu uszami wypadały. Na koniec włożyliśmy do etui od rachunku odliczoną kwotę oraz kartkę na której wypisaliśmy wszystkie błędy w sztuce kelnerskiej, jakie udało mu się popełnić. A było tego naprawdę sporo. Jak się okazało, pan kelner postanowił pochwalić się kolegom kelnerom, jacy mu się głupi klienci trafili. Miał pecha. Kartka wpadła w ręce właściciela. Gdy przyszliśmy następnym razem, ów kelner już tam nie pracował.

(Visited 37 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Sielanka z szambem w tle

Następny tekst

Dzień Dziecka