Home»Życie»Sielanka z szambem w tle

Sielanka z szambem w tle

0
Shares
Pinterest Google+

„Pod spód więcej nic nie wdziewam, od razu się lepiej miewam.” – mówi Pan Młody w „Weselu” Wyspiańskiego, kreśląc naiwną wizję sielankowego wiejskiego życia. Przyznam, że i ja dawniej wykazywałem się sporą naiwnością, pisząc w swej głowie marzenie o domku na wsi.

Pisałem już o brutalnym zderzeniu moich wiejskich marzeń z rzeczywistością. Pisałem też o kłopotach z węglem. Moją wiejską sielankę zburzyło coś jeszcze, coś, co wyjątkowo z sielankową wersją się kłóci, a mianowicie szambo.

Poprzedni najemcy domku nie opróżnili szamba, a właściciel też o to nie zadbał, radośnie wmawiając mi, czyli ignorantowi, przy wynajmowaniu, że zbiornik jeszcze na długo wystarczy. Wystarczył na 2 tygodnie, zbiornik, nie właściciel oczywiście, z czego przez tydzień prawie w ogóle nie dało się używać wody, bo jeszcze nie było ciepłej.

No, to tak. Po pierwsze internetowa Panorama Firm ssie. Wchodzę na to badziewie, zaznaczam, że szukam firm zajmujący się wywozem szamba z terenu Mysiadła. Wyskakują mi wizytówki tychże firm. Każda w rubryce „obszar działalności” ma Mysiadło. Obdzwoniłem wszystkie. Zdecydowana większość w ogóle nawet nie operuje w pobliżu, bo działają z drugiej strony Warszawy. A jedna nawet nie w okolicach Warszawy, tylko Gdańska. Poważnie. Krótko mówiąc: Panoramo Firm, kij Ci w oko i gaz pieprzowy do tego. Niech szefowie tej firmy będą skazani na dożywotnie korzystanie z tego badziewia, które wypuścili.

Umówiony pan od szamba miał przyjechać następnego dnia po umówieniu, do godziny 10. rano. Około 11. zadzwoniłem z pytaniem, za ile mogę się spodziewać tej wizyty i usłyszałem, że „samochód pojechał na Warszawę i dziś nie dojedzie. Może przyjechać jutro”. Tłumaczę więc panu, nawet uprzejmie, że po pierwsze, umówił się ze mną, że będzie do godziny 10., po drugie nie był łaskaw zawiadomić mnie o zmianie planów, po trzecie szambo mam pełne i grozi wylaniem, po czwarte na jutro mam inne plany i nie będę ich zmieniać tylko dlatego, że on nie dotrzymał umowy”. Pan najwyraźniej nie bardzo rozumiał, o co mam pretensje. Uznał jednak chyba, że trzeba jakoś uspokoić coraz bardziej wkurzonego klienta. Obiecał więc, że sprawdzi, czy samochód może dotrzeć do mnie tego samego dnia do godziny 17. i za 5-10 minut oddzwoni. No, i tyle go słyszałem. Gdy po godzinie próbowałem się dodzwonić, nie odbierał już telefonu.

To oznaczało kolejną zabawę z Panoramą Firm. (Niech ich szlag!) W końcu się udało. Umówiłem firmę. Przyjechało wielkie auto, nawet pod właściwy adres, pan wyciągnął rurę (tak, wiem, jak to brzmi) i machina wyciągnęła nieczystości. Nawet wyszło taniej, bo bez faktury. I tu znów wykazałem się nieznajomością realiów. Fakturę brać należy, albowiem jakiś idiota urzędnik wymyślił sobie, że szambo należy opróżniać raz na 2 miesiące i wykazać to fakturą. Cóż, czeka mnie więc kolejna przeprawa, kiedy przyjdą kontrolować. Ciekawe swoją drogą, skąd im się wzięła taka częstotliwość. Choćbym się spinał i napinał, to ja tyle – za przeproszeniem – nie nasram.

No, i tak właśnie od sielankowej wizji doszliśmy do gówna.

(Visited 39 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Mydlane mądrości na kryzys

Następny tekst

Jestę burakię. Napiwki to zuo.