Home»Życie»Niebo w gębie

Niebo w gębie

0
Shares
Pinterest Google+

W ubiegłym tygodniu miałem okazję być na imprezie „Kino od kuchni” organizowanej w warszawskim Multikinie przez Kuchnię+. Zacznę od narzekania.

Nienawidzę „kwadransa akademickiego”. Jeśli na tego rodzaju imprezę zaprasza się ludzi na konkretną godzinę, to oczekuję, że impreza rozpocznie się punktualnie. Sorry. Kto się spóźni, wypad z baru. Won. Ten tzw. kwadrans akademicki to przejaw braku szacunku dla tych, którzy uszanowali organizatorów i przyszli punktualnie. To sprawiło, że siedziałem wkurzony, czekając blisko 30 minut, jako że kwadrans traktowany jest na ogół bardzo umownie. Byłem już bliski decyzji, że chromolę i wychodzę.

Na szczęście w końcu na scenie pojawił się David Gabourian. Urodził się w Paryżu, mieszka w Warszawie. Jest propagatorem idei Slow Food, która działa na rzecz ochrony tradycyjnych produktów spożywczych i ich wytwórców. Promuje kulturę jedzenia, czyli celebrowanie i delektowanie się posiłkami zamiast szybkiego napełniania żołądków, zgodnie z zasadą “jeść dla przyjemności, a nie odżywiać się”. Tym razem promował głównie piekarniki LG, ale trzeba mu oddać, że robił to z wdziękiem, zgrabnie wplatając przekaz o sponsorze w opowieść o przygotowywanym przez siebie deserze. Nie wymagajcie ode mnie opisu gotowania. Fakt faktem: szybkie dość danie z truskawkami, migdałowym chrupkim ciastkiem i kremem na bazie sera mascarpone okazało się pyszne. Szkoda, że porcje były tak małe.

A potem stół, sprzęt AGD i kucharz zniknęli ze sceny. I to był czas na atrakcję wieczoru, czyli pokaz filmu, którego tytuł na polski przetłumaczono twórczo jako „Niebo w gębie”, choć w oryginale brzmiał on „Haute Cuisine”. Podobno jest to komedia, choć przesadnie wiele okazji do śmiechu nie było. Moim zdaniem to raczej film obyczajowy, opowiadający historię Hortense Laborie, mistrzyni kuchni, która zostaje osobistą kucharką prezydenta Francji Francois Mitteranda.

Mam wrażenie, że Francuzi lubują się w etykiecie i wokół prezydentury zbudowali dwór niemalże królewski. Celebra, etykieta… Królowa Elżbieta chyba mogłaby się uczyć. Za to Jean d’Ormesson jako Mitterand jest niezwykły.

Fabuła nie porywa, okazji do śmiechu niewiele, ale… Napiszę tak: Oglądanie tego filmu w kinie jest poważnym błędem. Należy zasiąść w domu, obstawiając się dookoła jak największą ilością smakołyków. Ten film jest po prostu zmysłowy. Nie w tym znaczeniu, które temu słowu najczęściej nadajemy. On działa na zmysł smaku. Wyszedłem z niego głodny jak cholera. Rany… ta kapusta nadziewana łososiem i to mięso w cieście francuskim… I ta miłość do jedzenia właśnie. Nie do odżywania się…

Kurczę, tak mam właśnie, kiedy oglądam Kuchnię+ (teraz już nie mam jak, bo nie mam telewizora, ale przez długi czas oglądałem niemal codziennie)… Po prostu… Trzeba wstać i coś zjeść. Nie ma wyjścia.

 

 

PS. Wbrew pozorom, to nie jest wpis sponsorowany. :-)

 

 

(Visited 43 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Wschód słońca

Następny tekst

Kazik, ja cię, kurwa, szanuję