Home»Blogowanie»Chwytaj myśl, czyli potęga karteczek

Chwytaj myśl, czyli potęga karteczek

0
Shares
Pinterest Google+

Pewnego dnia Archimedes postanowił wziąć kąpiel, co – jak głosi legenda – zdarzało mu się raczej dość rzadko. Nalał więc pełną wannę wody i energicznie wszedł do środka, od razu zanurzając całe ciało. Gdy się wynurzył i rozejrzał, ze zdziwieniem zorientował się, że cała podłoga w łazience jest mokra.

– Heureka! – zawołał uradowany, gdyż uświadomił sobie, że odkrył właśnie prawo nazwane przez potomnych prawem Archidemesa, a przy tym wymyślił, jak wykonać rozkaz swego władcy Hierona II.

Zaraz potem ogarnął jednak Archimedesa niepokój. Niepokój ten był o tyle uzasadniony, że mokrą podłogę zauważyła również jego żona.

– Nawet nie myśl, że zajmiesz się tymi swoimi durnymi obliczeniami, stary capie, dopóki nie posprzątasz łazienki! – huknęła zagniewana.

Znając gwałtowny temperament małżonki naukowiec po zakończeniu ablucji czym prędzej wziął się za wycieranie rozlanej wody i sprzątanie. Dopiero, gdy krytyczne oko połowicy zaakceptowało efekt jego trudów, udał się do izby stanowiącej laboratorium, by zapisać swoje poczynione w wannie odkrycie. Niestety, w głowie miał pustkę. Myśl, która oświeciła go w wannie, uleciała z głowy. Co gorsza, powtórzenie eksperymentu nie wchodziło w grę, gdyż mogło zakończyć się przemocą w rodzinie, i to taką, której ofiarą byłby uczony.

Ileż straciłaby nauka, gdyby historia odkrycia prawa Archimedesa potoczyła się właśnie w taki sposób!

Wielu wielkich mówców, ale i pisarzy, miało obyczaj notowania na kawiarnianych serwetkach, inni nosili zawsze przy sobie karteczki, był nawet taki, który notował na ścianie przy łóżku, bo najlepsze pomysły przychodziły mu do głowy tuż przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu.

Zauważyliście, że dobre pomysły przychodzą nam do głowy na ogół w najmniej odpowiednich momentach? Co gorsza – szybko ulatują z głowy. Idę ulicą i zaczynam nucić coś pod nosem. Cholera! Genialny pomysł na nową piosenkę! Wracam do domu, a w głowie pustka, nucę, próbuję zagrać, żeby sobie przypomnieć ten genialny motyw. I nic. Null. Ziobro. Tfu. Zero.

Problem z ulatującymi pomysłami muzycznymi, o ile ktoś nie zna biegle zapisu nutowego, może być trudny do rozwiązania. Wyobraźcie sobie, że nagle zaczynam śpiewać w autobusie do dyktafonu. No, kiepsko by się to pewnie skończyło.

Tematy na tekst, bon moty, cytaty,zgrabne porównania – to wszystko można jednak po prostu zanotować. Na szczęście nie musisz skazywać się na kawiarniane serwetki. Mają one oczywiście swój urok, ale jednak są mało praktyczne.

Możesz korzystać z papierowego kalendarza, z organizera, z notesu, z karteczek typu post-it. Możesz notować w smartfonie, czy tablecie. Możesz nagrywać notatki na dyktafonie, czy w telefonie, choć ja nagrywanie i tak bym odradzał, bo, nawet jeśli nie śpiewasz, to i tak bywa to czasem dość niepraktyczne. Spróbuj np. nagrywać myśl w warszawskim metrze, w tych starych hałasujących wagonach.

Bez względu na to, co wybierzesz, warto, by było to rozwiązanie dostosowane do Twoich zwyczajów i po prostu wygodne w stosowaniu.

Jest jeszcze jeden aspekt: Warto potem z tych notatek korzystać, ale to temat na osobny wpis, który na pewno napiszę. :-)

(Visited 108 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Tak mało relacji

Następny tekst

Kolejny kuferek pamięci