Home»Życie»Kuferki pamięci

Kuferki pamięci

0
Shares
Pinterest Google+

Moja Babcia, mama mojego Taty, gdy odwiedzałem ją sam zimą, w tajemnicy przed rodzicami częstowała mnie herbatą Earl Grey z kropelką rumu. To wspomnienie utkwiło we mnie, choć, jak się potem okazało, proceder ten nie był dla moich rodziców wcale tajemnicą, podobnie jak pomysł Babci na smakołyk w postaci śniegu z konfiturą z wiśni. Smaku tego smakołyku nie zapamiętałem, ale aromat Earl Grey’a i wspomnienie tej herbaty z rumem (którego w ogóle nie było czuć, bo babcia traktowała go naprawdę symbolicznie) tkwią we mnie do dziś tak mocno, że, gdy sięgam po herbatę, to niemal zawsze jest to właśnie taka.

Do dziś pamiętam też zapach mieszkania Babci. Zachował się w skrzyneczce z bursztynami, która po Niej została i stoi u mojej Mamy. uchylam czasem tę skrzyneczkę i wdycham woń, która przywołuje tyle dobrych wspomnień.

Kiedy Babcia umarła, a pamiętam ten dzień bardzo dobrze, byłem dzieckiem. Dziś czytam Notatnik i myślę sobie, że tyle rzeczy chciałbym Jej opowiedzieć, tyle chciałbym opowieści od niej usłyszeć.

Mój Dziadek, ojciec mojej Mamy, był trudnym człowiekiem. Ja jednak pamiętam, że, gdy u niego nocowałem, zrzucaliśmy wszystkie poduchy z kanapy i robiliśmy z nich łódź piracką, na co przyzwalała jego druga żona, choć była pedantką absolutną. Później, gdy podrosłem, Dziadek zabierał mnie na niedzielne spacery po Warszawie. Zawsze szliśmy na Starym Mieście na ciacho, ja dostawałem pepsi, a dziadek pił kawę, szliśmy też na pizzę, co wtedy oznaczało mieszankę sera i pieczarek na cieście gofrowym. Dziadek pokazał mi, gdzie Pan Zagłoba walczył z małpami i wiele innych ciekawych miejsc w Warszawie. Opowiadał o Korpusie Kadetów, w którym służył przed wojną i o swojej działalności w wywiadzie Armii Krajowej w czasie okupacji. Pokazywał mi, jak pisze się ogryzkiem ołówka na karteczce w kieszeni spodni, tak, by było to niewidoczne dla ludzi obok.

Udar sprawił, że ostatnie 7 lat życia był prawie niesprawny. O tylu rzeczach mi nie opowiedział. Tylu fascynujących historii nie poznałem. A przecież mogłem odwiedzać go częściej.

Z moim Tatą ciągle darłem koty. Nie miał ze mną łatwo, bo – delikatnie ujmując – nie byłem młodzieńcem łatwym i przysparzałem rodzicom wielu zmartwień. Dziś tak często myślę, że chciałbym Mu coś pokazać, opowiedzieć o czymś, pochwalić się albo przyznać do czegoś, o tyle spraw chciałbym Go zapytać.

I pytam Go, opowiadam Mu, przyznaję się i chwalę. Wierzę, że gdzieś tam słyszy i widzi.

Pamiętam chwile na działce. Nie tak dawno odbyłem nawet podróż sentymentalną, by odwiedzić miejsce, gdzie mieliśmy domek z ogrodem. Pamiętam wygłupy, pamiętam wycieczki, pamiętam, jak bardzo Tata nie popierał kotów (tak bardzo, że przyniósł drugiego do domu.) Pamiętam, że zawsze spóźniał się na obiad i trafiał idealnie w chwili, gdy Mama zaczynała zmywać i zawsze właśnie wtedy rozlegał się charakterystyczny dzwonek, a my nigdy nie wiedzieliśmy, czy nagle razem z Tatą w domu nie pojawi się na obiedzie cała redakcja.  Pamiętam, jak śmialiśmy się, że tata potknie się o kota i psa, wpadnie na nas, ale wybiegnie i zdąży na czas, by na drugim końcu miasta przeprowadzić staruszkę przez ulicę.

Ale pamiętam też, że na pogrzeb Taty przyjechali ludzie z małej wioski pod Lublinem, którą kiedyś odwiedził. Bo go zapamiętali i pokochali. Cała wieś, w której mieliśmy działkę, przyjechała na pogrzeb. I tłum ludzi. Dla nich wszystkich był kimś ważnym.

Gdy niedawno odeszła moja druga Babcia, mama mojej Mamy, znów pomyślałem o tym, że tyle mogłem jej opowiedzieć, tyle mogłem od niej usłyszeć. I już nie usłyszę ani nie opowiem. Nie zdążyłem. A przecież mogłem dzwonić do Niej częściej, a przecież mogłem częściej Ją odwiedzać. A przecież mogłem częściej… Ta myśl zawsze przychodzi za późno.

Mam wiele takich wspomnień, skarbów, które chowam w kuferkach pamięci. Te kuferki są bardzo cenne. Sięgam do nich co jakiś czas. Bez nich byłbym uboższy. Bez nich nie miałbym na czym oprzeć się w trudnych chwilach. Bez nich nie miałbym, skąd czerpać sił.

Pomyślałem o tym, gdy odwiedzałem Dziadziuszka. Został sam teraz, gdy odeszła Babcia. I widziałem, jak bardzo cieszył się z wizyty. Dziadek od dawna jest Dziadziuszkiem. Taty mojego Taty nie poznałem, umarł, zanim się urodziłem. Tata mojej Mamy umarł, gdy byłem bardzo młody. Ale tak naprawdę prawdziwym Dziadkiem zawsze był i jest właśnie Dziadziuszek.

Dziadziuszek, który niewiele mówi. Kiedy byłem mały, stawał w kolejce po pomarańcze, po czym przynosił je i opowiadał długą historię o tym, jak to ekspedientka niemalże dopadła go na ulicy, gdy przypadkiem przechodził obok sklepu i na siłę wcisnęła mu siatkę owoców. Dziadziuszek, który swoje uczucia okazuje gotując obiad albo piekąc ciasto. Ale jest. Zawsze. Gdy było trzeba, wiózł mnie do szpitala. Gdy było trzeba, pomagał mi się przeprowadzić. I, choć jest coraz starszy i coraz częściej to on potrzebuje pomocy, to zawsze można być go pewnym. Po prostu jest.

Tak. Ta myśl „przecież mogłem częściej” przychodzi zawsze. Jest nieuchronna. Zawsze zostają nieopowiedziane i nieusłyszane historie. Choćbym odwiedzał najczęściej, i tak ta myśl będzie. I tak będą te nieopowiedziane i nieusłyszane historie. Ale i tak warto dbać, by tych opowiedzianych i usłyszanych było jak najwięcej. By jak najwięcej było wspomnień, skarbów, które można schować w kuferkach pamięci. I sięgać do nich.

A najciekawsze, że wszystko to, co napisałem w tym długim wpisie, pewien ksiądz poeta zawarł w jednym zdaniu, skądinąd pochodzącym z wiersza dedykowanego mojej Babci:

Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.

Kochajmy poetów. Czytajmy poetów. Oni wiedzą.

(Visited 66 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Kupa nosorożca

Następny tekst

Pójdź, dziecię, ja ci czytać każę