Home»Kultura»Pójdź, dziecię, ja ci czytać każę

Pójdź, dziecię, ja ci czytać każę

0
Shares
Pinterest Google+

Przez media przetacza się obecnie szaleńcza dyskusja o tym, jakie to niecne antypolskie działania podjęło ministerstwo oświaty, usuwając z kanonu lektur szkolnych w gimnazjum „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza oraz „Trylogię” Henryka Sienkiewicza. Lamentującym nad zabijaniem ducha polskości i patriotyzmu nie przeszkadza nawet fakt, że MEN niczego nie usunęło.

Przypomina to jako żywo historię słynnego filozofa Georga Wilhelma Friedriecha Hegla> Oto w pewnej dyskusji jego oponent miał w desperacji zawołać: „Panie Hegel! Przecież fakty świadczą przeciwko panu!” Słynny filozof, jak głosi anegdota, miał ze spokojem odrzec: „Tym gorzej dla faktów”.

Zacznijmy więc od faktów. MEN niczego nie usunął z kanonu lektur. Ostatnia zmiana podstawy programowej została wprowadzona w 2008 roku, a weszła w życie w roku 2009. W największym skrócie zmiana ta oznaczała dwie rzeczy kluczowe:

  1. Stworzono pomost programowy między gimnazjum a szkołą ponadgimnazjalną. Chodziło o to, by uczniowie nie omawiali 2 razy tych samych zagadnień. W efekcie romantyzm oaz późniejsze epoki literackie znalazły się w programie nauczania szkół ponadgimnazjalnych. Oznacza to oczywiście, że dzieła z epoki romantyzmu („Pan Tadeusz”) i pozytywizmu („Trylogia”) nie mogły zostać usunuęte obecnie z programu gimnazjum, bo ich tam już dawno nie było.
  2. Wprowadzono zasadę, iż to nauczyciel, a nie ministerstwo, decyduje o tym, jakie lektury omawia ze swoimi uczniami. Przy danym nurcie czy epoce literackiej ma zbiór lektur do wyboru. Zarówno epopeja autorstwa Adama Mickiewicza, jak i powieść Henryka Sienkiewicza caly czas są w grupie lektur, które nauczyciel może wybrać.

Lamenty na temat usuwania tych dzieł z kanonu lektur oparte są więc na nieprawdziwych informacjach. I na tym mozna w sumie poprzestać, ale zaintrygowały mnie jeszcze inne aspekty całej tej wrzawy.
Najprostszym sposobem na to, by młodzi ludzie znienawidzili jakiś utwór, jest wpisanie go na listę lektur szkolnych.

Patrzę oto bowiem na wpisy różnych moich znajomych, którzy nie dość,  że powielają brednie wyssane z brudnego dziennikarskiego palucha (choć galicyjskiego, co przez wzgląd na moją miłość do Krakowa wydaje mi się szczególnie krępujące), to jeszcze powtarzają jak mantrę opowieści o tym, jak to młodzi tracą okazję, by pozachwycać się epopeją narodową, a z powodu braku „Trylogii” w kanonie lektur zaniknie doszczętnie patriotyzm wśród nastoletniej części narodu,  stanowiącej tego narodu przyszłość świetlaną.

Naprawdę? I ci dorośli narzekacze jako dziatwa szkolnasumiennie i z niezmiennym entuzjazmem czytali wszystkie zadane im przez polonistów lektury, równie sumiennie nimi się zachwycając i pozwalając dziełom literackim wywrzeć ogromny wpływ na ich (tych narzekaczy) szczenięce życie? Zapomniał wół, jak cielęciem był?

Niezmiennie twierdzę, że najprostszym sposobem na to, by młodzi ludzie znienawidzili jakiś utwór, jest wpisanie go na listę lektur szkolnych. O resztę zadbają poloniści. Katowani „analizą przemiany wewnętrznej bohatera na przykładzie chararakterystyki Jacka Soplicy” uczniowie do końca życia znienawidzą „Pana Tafeusza” jako dzieło, a Adama Mickiewicza jako autora.  I, choć Witold Gombrowicz pisał akurat o Juliuszu Słowackim, to „jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca”?

(Visited 81 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Kuferki pamięci

Następny tekst

Tak mało relacji