Home»Blogowanie»Przeczytaj książkę Kominka

Przeczytaj książkę Kominka

0
Shares
Pinterest Google+

Jeśli świerzbią Cię palce, by w komentarzu napisać, jak bardzo nie lubisz Kominka, za co go nie lubisz, spytać „A kto to jest Kominek?”, zapewnić, że go nie czytujesz, daj sobie siana. Szkoda czasu i paluchów. Nie musisz przecież wszędzie chwalić się głupotą.

Kominka można oczywiście nie lubić, on sam robi wszak sporo, by budzić emocje, również te negatywne. Jeśli jednak funkcjonujesz w blogosferze i pytasz, kim Kominek jest, to, wybacz, ale nie dość, że jesteś cymbałem, co jeszcze można jakoś wybaczyć, to dodatkowo wyrażasz dumę z bycia cymbałem, a to już czyni z Ciebie przypadek beznadziejny. Można oczywiście nie cenić Kominkowego pisania. Przyznam, że za tekstami na jego blogu też nie przepadam. Ale zaglądam i czytam.

Czy czytam Kominka w ramach masochizmu? Nie, po prostu uczę się od kogoś, kto odniósł sukces. Bo, czy się to komuś podoba, czy nie, to Kominek sukces odniósł. Ma sporą rzeszę czytelników, a – jak każdy pewnie bloger – też chciałbym mieć ich dużo. Ma aktywną społeczność, a przecież lubimy widzieć sporo komentarzy pod naszymi tekstami. Jest rozpoznawalny jako bloger, tworzy standardy blogosfery, zarabia kasę, robiąc to, co lubi.

Ale nie chodzi mi o to nawet, że jest najlepiej zarabiającym blogerem. Może jest, może nie jest, ja mu w PITa nie zaglądałem, innym blogerom też nie. Nie wiem. Rozumiem poza tym, że nie każdy bloguje po to, by trzepać kasę.

Powody, dla których ludzie blogują, są różne. Ale to, co łączy blogerów (nawet jeśli się do tego nie przyznają), to przekonanie, że mają innym coś wartościowego do przekazania. Inaczej jak dawniej pisaliby w zamykanych na kłódeczkę różowych kajecikach, chowanych skrzętnie pod łóżkiem. Albo do szuflady. Z jakiegoś powodu bloger pisze i to, co napisze, udostępnia innym. Robi to dlatego, że w jego przekonaniu inni powinni to przeczytać. Ergo: bloger chce wywierać wpływ na innych swoim pisaniem. I, niezależnie od zarobków, Kominek jest w tym dobry. Jest wpływowy. Ludzie chcą go czytać, nawet jeśli się do tego nie przyznają.

Już pierwsza książka Kominka (Bloger) bardzo mi się podobała. Drugą czyta się równie dobrze. Kominek pisze wartko, swobodnie, momentami bardzo zabawnie. Przede wszystkim jednak – konkretnie.

Czy po przeczytaniu obu książek, a zwłaszcza drugiej, bo o niej wszak jest tekst, stałem się blogerem doskonałym i jutro zarobię pierwszy milion? Nie. Blogerem doskonałym nie będę nigdy, bo ideały nie istnieją lub – jak twierdzą niektórzy – stoją pod latarnią. Miliona nie zarobię. Prawdę mówiąc, z wielu powodów obstawiam, że w ogóle nic nie zarobię na moim blogu. Nie spodziewam się kolejki firm chętnych do współpracy. Jasne, fajnie byłoby, gdybym się w tej materii mylił, ale też płakać z tego powodu nie zamierzam.

Myślę jednak, że Kominkowi udało się się zainspirować mnie do przemyśleń, do zmian. Nie będą one rewolucyjne. Ale pojawią się. Sądzę też, że – jeśli jednak pojawią się propozycje współpracy, to dzięki lekturze czuję się do tego przygotowany.

A tak poza wszystkim – po prostu miałem przyjemność z czytania. I to dla mnie nie mniej ważne.

(Visited 30 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Pani Kasiu, Panie Kubusiu

Następny tekst

Debatujmy tylko ze swoimi