Home»Wiara»Cuda nad cudami

Cuda nad cudami

0
Shares
Pinterest Google+

Myślałem o tym tekście już od pewnego czasu. Myśli krążyły mi w głowie, kłębiły się, ale były tak chaotyczne, że nie mogłem nic napisać. I znów z pomocą przyszła mi liturgia Słowa na dziś i zawarty w niej Psalm ((Ps 72,1-2.12-13.18-19))

Błogosławiony niech będzie Pan, Bóg Izraela,
który sam czyni cuda.
Na wieki niech będzie błogosławione Jego imię,
a Jego chwała niech wypełni ziemię.

Cuda małe i duże

O cudach czynionych przez Pana B. lub za Jego sprawą mówi się dużo, choć ostatnimi czasy raczej głównie sceptycznie.Co jakiś czas słyszymy historie o tym, że komuś uroiło się, że zaciek na szybie to wizerunek Jezusa albo Maryi albo figurka w kościele roni łzy. Traktujemy to, często zresztą całkowicie słusznie, jako raczej jako przejaw ludzkich zabobonów niż działania Pana B.

Większość ludzi definiuje cud jako coś, co narusza ustalony porządek przyrody, np. niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia uzdrowienie. Problem w tym, że my tego porządku przyrody wcale w pełni jeszcze nie poznaliśmy. Coś, co przed wiekami uznawane było za cud, bo wtedy było nie do wyjaśnienia, dziś być może nauka wyjaśnić już umie. Coś, co dziś jest niepojęte, może być całkiem oczywiste za kilka lat. Wszak wciąż wiemy coraz więcej o prawidłach przyrody, a nasza wiedza nauka rozwija się w tempie oszałamiającym.

Cuda kojarzą nam się z czymś wielkim. A to plagi egipskie, a to rozstąpienie się morza, a to chodzenie po wodzie, rozmnożenie chleba, ożywianie zmarłych, uzdrawianie chorych.

A ja sobie myślę, że często to, co jest zgodne ze znanym porządkiem natury, samo w sobie może być cudem. Jak pisał Konrad Lorenz:

„Tęcza nie stała się mniej urzekająco piękna, odkąd poznaliśmy prawa załamywania się światła, którym zawdzięcza ona swoją krasę.”

Cudem jest to, że zasypiam i budzę się obok kogoś, kogo kocham. Cudem są moje koty. No, jakże miałyby nie być cudem? Są wszak żywymi dowodami geniuszu Pana B. i Jego poczucia humoru. Cudem jest dobro, z którym się spotykam.

Panu B. zależy

Niezależnie od tego, co uznajemy za cud, to, o ile tylko w cuda wierzymy, ważne jest już samo to, że one się dzieją, ale i to, po co w ogóle są.

Widzieliście może film „Bruce Wszechmogący”? Bohater grany przez Jima Carreya obdarzony zostaje boską mocą, którą, przynajmniej początkowo, wykorzystuje przede wszystkim do zaspokajania swoich kaprysów i popisywania się. Oczywiście, kończy się to marnie i Bruce dostaje nauczkę. Pan B. nie popisuje się swoją mocą, bo i nie musi. A jednak cuda czyni.

Myślę sobie, że robi to po to, by ułatwić mi życie. Tak już jakoś jestem skonstruowany, że wiara nie przychodzi mi łatwo. Bo to wcale nie jest przecież łatwe: uwierzyć. Potrzebuję w tym pomocy. I cuda są właśnie taką formą wsparcia. Oczywiście: nie chodzi o to, żeby pomóc tylko mi. Piszę o sobie, w swoim tylko imieniu, ale przecież nie ja jeden tak mam, większość z nas zapewne ma podobnie.

I tak sobie dumam, że to naprawdę fajne jest: Pan B. robi te cuda, stara się i robi to dla mnie. Czyli Mu na mnie zależy. Choć, jak głosi Księga Koheleta, jestem „marność nad marnościami”.

bruce-wszechmogacy

(Visited 152 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Modlitwa w drodze

Następny tekst

Czas podsumowań