Home»Życie»Czas podsumowań

Czas podsumowań

0
Shares
Pinterest Google+

Kończy się powoli 2013 rok. Mój 40. Czterdziesty. I ze wszystkich dotychczasowych czterdziestu – najgorszy. Żeby było jasne: na to, że zawaliło się to, co wiele lat z mozołem budowałem, solidnie sam zapracowałem. Pretensje o to mogę mieć tylko do siebie.

Przychodzi taki czas, pewnie każdy z Was go w mniejszym czy większym stopniu doświadczył, gdy traci się poczucie sensu, a złych emocji zbiera się tyle, że odechciewa się wszystkiego; gdy poczucie żalu, głównie do samego siebie, staje się tak mocne, że rozlewa się żółcią na wszystko i wszystkich dookoła; gdy ten żal, lęk, poczucie winy, osamotnienie sprawiają, iż nawet pisać się już nie chce, a w głowie rodzi się chęć całkowitego wycofania się, odcięcia od ludzi. Ja tak miałem. I czasem miewam.

Wiem, wiem: o tym nie powinno się pisać. Przeczytałem niedawno tekst o tym, o czym nie pisze się na blogach. Tak, pisanie o tym, że jest źle, słabo się „sprzedaje”. Lepiej czyta się o tym, że jest bosko, cudnie, wspaniale, niesamowicie, a te podpaski, co mi je omyłkowo przesłali jako blogerskie dary losu, świetnie sprawdzają się przy zawijaniu zrazów wołowych.

Ale, żeby nie było tak pesymistycznie, dodam też parę pozytywnych rzeczy:

  • Nie ma wokół mnie ludzi, którzy nie byli moimi przyjaciółmi.
  • Doświadczyłem siły przyjaźni, przy czym, co zaznaczę, przyjaciel to nie jest ktoś, kto bez względu na wszystko poklepuje po pleckach i mówi „jesteś super”, to ktoś, kto potrafi wygarnąć brutalnie prawdę między oczy, kiedy trzeba.
  • Przeczytałem teksty, których nigdy nie miałem czasu przeczytać.
  • Znalazłem czas, by myśleć o tym, co zawsze jakoś tak odkładałem „na później”.
  • Z konieczności zacząłem uczyć się nowych rzeczy.

Niektórzy uważają, że powinienem zamilknąć, że nie mam prawa pisać. Blog to moja przestrzeń. Kto tu wchodzi, wchodzi na mój teren. Nie ma obowiązku. Wiem, blog dostępny jest dla każdego. No, nic na to nie poradzę. Ja uznaję go za przestrzeń quasi-prywatną. Jak przedsionek. Niby każdy może wejść, ale jednak to już część domu. I tę moją własną prywatną przestrzeń mogę zagospodarowywać wedle własnego uznania. Dlatego będę nadal pisał tu o tym, o czym chcę, tak, jak chcę. Jeśli komukolwiek z jakiegokolwiek powodu to nie odpowiada, niech nie czyta.

Co nie zmienia faktu, że piszę rzadziej niż kiedyś. Nie jestem zawodowym blogerem, który żyje z blogowania. Nie muszę więc narzucać sobie dyscypliny i zmuszać się do pisania o niczym, kiedy brak mi weny. Jeśli nawet statystyki spadną, to nic się nie stanie. Nie współpracuję z firmami, więc nikomu tych statystyk pokazywać nie muszę. Są dobre – fajnie, są słabe – nie szkodzi. Czytają – fajnie, nie czytają – też dobrze. Podoba im się – fajnie, nie podoba się – też dobrze. Chwalą – fajnie, krytykują – od czego jest ban?

(Visited 64 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Cuda nad cudami

Następny tekst

Skąd wiesz?