Home»Kultura»Talent show

Talent show

0
Shares
Pinterest Google+

Lubiłem oglądać pierwszą edycję Mam Talent. Była to jedyna okazja, by w krótkich przebitkach zobaczyć normalnego Kubę Wojewódzkiego, który nie wydurnia się, nie błaznuje, ale potrafi serdecznie uśmiechnąć się i nawet wzruszyć. Ale to były bardzo krótkie chwile. I, choć zachwycały mnie pasje niektórych uczestników, to niestety całość była jednak ciężkostrawna. Większość tzw. talent show łączy kilka elementów:

  1. w programach tych ważniejsi są jurorzy i ich gwiazdorzenie, a nie uczestnicy;
  2. w ramach owego gwiazdorzenia nierzadko poniża się uczestników;
  3. dopuszcza się do emisji występy osób talentu pozbawionych po to, by jurorzy i gawiedź mogli się pobawić kosztem tych, na ogół nieświadomych tego, co się dzieje, ludzi;
  4. każda kolejna edycja jest coraz gorsza
  5. po zakończeniu edycji pamiętamy głównie jurorów, natomiast uczestnicy giną w odmętach niepamięci.

Od tych reguł jest wyjątek. Dobiegła końca trzecia edycja nadawanego przez publiczną telewizję programu Voice of Poland. Obejrzałem po kolei wszystkie odcinki. Zacznijmy od tego, że każda kolejna edycja jest lepsza. I produkcyjnie, i poziomem trenerów oraz – co ważniejsze – uczestników. A – co jeszcze ważniejsze – w każdej edycji coraz więcej jest wzruszeń. Kolejną zaletą programu jest sama jego formuła, a w niej dla mnie najistotniejsze są 2 elementy:

  1. Przy wyborze uczestników na pierwszym etapie trenerzy kierują się wyłącznie głosem, bo ich zwyczajnie nie widzą
  2. Zamiast jurorów są trenerzy. Moim zdaniem to jest kluczowe. To nie tylko kwestia nazewnictwa, ale innej roli.

Trenerzy

W pierwszej edycji w trenerami byli Nergal, Andrzej Piaseczny, Kayah i Ania Dąbrowska. Przyznam, że jeszcze ta pierwsza edycja była dość siermiężna produkcyjnie, zdarzały się wpadki wśród dopuszczonych do emisji uczestników, a trenerzy pozwalali sobie na niepotrzebne złośliwości. Momentami miałem spore wątpliwości dotyczące wyboru trenerów. Ogromnym zaskoczeniem był dla mnie w tej edycji Nergal. I nie z powodu kontrowersji, jakie wywołał sam jego udział w programie. Nergal zaskakiwał mnie swoimi muzycznymi wyborami, otwartością na muzykę tak daleką od tej, którą sam gra i tymi momentami, w których wychodził z roli skandalisty i prowokatora. Pozostali trenerzy, przyznam uczciwie, zwyczajnie nie porwali mnie i znudzili.

Druga edycja była już profesjonalną produkcją, a trenerami zostali Marek Piekarczyk, Justyna Steczkowska, Patrycja Markowska oraz duet Tomson & Baron, czyli dwaj członkowie zespołu Afromental. Nie chciałbym, by zabrzmiało to seksistowsko, ale fotele obsadzone przez kobiety były hm… oazami głupoty. Przykro to pisać, ale, choć obie panie są sympatyczne, a Justyna Steczkowska to wokalista wybitna, to charyzma znalazła się w fotelach obsadzonych przez panów. Grupa Afromental to nie jest moja bajka. Nie słucham ich muzyki, ale obaj panowie pokazują nie tylko ogromną wiedzę muzyczną, ale i zwyczajnie budzą sympatię. A Marek Piekarczyk? Cóż, to nie tylko żywa legenda, ale i klasa sama w sobie.

W trwającej jeszcze trzeciej edycji swoje posady zachowali panowie z edycji drugiej (co dowodzi tego, że się sprawdzili), za to panie zostały wymienione. W fotelach zasiadły Edyta Górniak i Maria Sadowska. Ta ostatnia jest dla mnie odkryciem. Jej muzyka to nie moja bajka, ale oglądam i słucham jej w programie z przyjemnością. Edyta Górniak jest zaś dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Zawsze uważałem ją za osobę obdarzoną wielkim głosem, ale głupią i infantylną. Myliłem się. To artystka o ogromnej wrażliwości i wielkiej wiedzy muzycznej, a przy tym z dystansem do siebie, czego dowiodła chociażby żartami na temat swego pamiętnego wykonania hymnu podczas mundialu w Korei.

Uczestnicy

Pierwszą edycję pomijam. Przyznam uczciwie – nikt mnie w niej nie porwał na tyle, bym chciał o im pisać. Nie brakowało postaci barwnych, nie brakowało dobrych głosów, ale… ale czegoś na poziomie emocji mi brakowało.

W drugiej edycji królowały dwie panie. Natalia Sikora i Dorota Osińska. Pierwsza porywała swoim drapieżnym głosem od pierwszego występu. Powaliła wtedy chyba wszystkich śpiewając „Cry baby” Janis Joplin. (Podpowiedź dla pracowników TVP.info: „Dżanis Dżoplin”, a nie „Żanis Żoplę”.) Dorota Osińska czarowała głosem. Sprawiała, że coś ściskało mi gardło, a w oczach pojawiały się łzy wzruszenia.

W edycji trzeciej tych niezwykłych głosów i osobowości jest jeszcze więcej. Młodziutka Maia Lasota, temperamentna Maria Rodriguez, czy rozkwitająca z odcinka na odcinek Jagoda Kret, mająca predyspozycję, by stać się polską Celine Dion, z drużyny Edyty Górniak; zabawny ale i porywający wokalnie Arek Kłusowski czy zapowiadająca się na popową divę Natalia Krakowiak z ekipy Tomsona i Barona; obdarzony niezwykłym głosem Mateusz Ziółko, podopieczny Marii Sadowskiej; mocny, rockowy i męski Ernest Staniaszek czy młodziutka, ale czarująco drapieżna Nelly Marczewska z grupy Marka Piekarczyka.

Siła rocka

Pierwszą edycję wygrał rockman Damian Ukeje. Drugą – rockowo zachrypnięta Natalia Sikora. W trzeciej mamy Ernesta Staniaszka, Nelly Marczewską i Mateusza Ziółko. W pierwszej edycji trenerem zwycięzcy był Nergal, w drugiej – Marek Piekarczyk. Edycję trzecią wygrał Mateusz Ziółko, z drużyny Marii Sadowskiej, ale popierany przez Marka Piekarczyka, rywalizując i o włos jedynie pokonując Ernesta Staniaszka. To trenerzy rockmani potrafili do tej pory wyłowić tych, których publiczność pokochała i poprowadzić do zwycięstwa w programie. Trenerzy, którzy kierowali się przede wszystkim emocjami i intuicją. No, i Maria Sadowska, która też wyłowiła rockmana.

Najwyraźniej publiczność potrzebuje rockowego śpiewania i grania, potrzebuje artystów obdarzonych nie tylko warsztatem, ale i charyzmą. Potrzebuje emocji, które tkwią w rocku. Warto by pomyśleli o tym dyrektorzy muzyczni stacji radiowych. Nie badania, nie komputer – emocje, intuicja. Tym warto kierować się układając radiowe playlisty.

Repertuar, głupcze!

Nie obejdzie się jednak bez solidnej łyżki dziegciu. Wszystkie te tzw. talent show łączy wspólny element. Ich zwycięzcy dość szybko znikają. Kto dziś pamięta laureatów kolejnych edycji Idola, Mam Talent, xFaktor, Tylko Muzyka, itd.? Nawet w Voice of Poland jest podobnie. Damian Ukeje zniknął. Natalia Sikora zaraz po programie wystąpiła parę razy, ale zapraszano ją głównie po to, by wykrzyczała cudzy repertuar.

Właśnie repertuar jest problemem. W tych programach uczestnicy śpiewają cudze piosenki. Nieraz brawurowo. Ale to są cudze utwory, nie ich. To nie jest materiał na autorską płytę. W programach sprawdza się, jak uczestnicy radzą sobie z wykonywaniem cudzych, czasem bardzo trudnych, piosenek. Nie dowiadujemy się jednak tak naprawdę, jakimi oni sami są artystami, co sami chcieliby śpiewać, co mają nam do przekazania.

W Voice of Poland dwaj finaliści wykonali tuż przed ostatnim głosowaniem własne utwory. To za mało. Dowiadujemy się, że ci muzycy potrafią pokazać wiele twarzy. Ale u Artysty ważna jest tak naprawdę jedna twarz – jego własna. TO tę twarz powinniśmy poznawać. To umiejętność doboru repertuaru, to, co artysta ma publiczności do przekazania, decyduje o tym, czy zniknie on zaraz po chwilowym błysku popularności, czy też zagości w sercach odbiorców.

(Visited 74 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

W garniturach

Następny tekst

Dzień złorzeczenia