Znaki

0
Shares
Pinterest Google+

Dopiero co pisałem o cudach, o tym, że są znakami, którymi Pan B. daje znać, że mu na nas (na mnie) zależy i ułatwia nam (mi) wierzenie w Niego, a tu łubudu i takie oto dziś mamy czytanie z Księgi Izajasza, które skłania do tego, by jeszcze o tych cudach i znakach pomyśleć:

(Iz 7,10-14) Pan przemówił do Achaza tymi słowami: Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze! Lecz Achaz odpowiedział: Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę. Wtedy rzekł [Izajasz]: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.

Oczywiście, można rozważania tu pokierować w stronę znaku zapowiadającego przyjście Mesjasza. Czas przedświąteczny, Adwent – aż prosi się o to, by na tym wątku się skupić. Moją uwagę przykuła jednak wypowiedź Achaza.

Moje myśli powędrowały do innego fragmentu, który pochodzi z Ewangelii według świętego Jana. Fragment ten jest mi szczególnie bliski. Jako dziecko występowałem bowiem w spektaklu w reżyserii Andrzeja Wajdy. Na koniec wychodziłem i czytałem właśnie ten tekst:

(J 20, 19-31) Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!”.
Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”.
A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!”. Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”.
Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!”.
Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

W pierwszym odruchu pomyślałem, że chyba przekombinowałem w tym wpisie o cudach. „Cholera” – pomyślałem – „To może jednak niedobrze jest dostawać te znaki?”

No, ale przecież, gdyby niedobrze było dostawać znaki, to Pan B. by ich nie dawał. Skoro daje, to wie, co robi, a chce dla mnie dobrze.

Z jednej strony, pewnie, fajnie, jeśli ktoś umie wierzyć bez znaków, bez dowodów. Na pewno są tacy, którzy tak potrafią. Ja bym bardzo chciał. Ale taki mocarz to ja nie jestem. Szukam, pytam, błądzę, czasem wątpię. Potrzebuję wsparcia. Trochę jak z nauką jazdy na rowerze. Fajnie, jeśli ktoś umie tak wsiąść na dwa kółka i od razu pewnie pojechać do przodu. O ile umie zakręcać, hamować. Ale niektórzy potrzebują najpierw pojechać na rowerku z kółkami dodatkowymi, a inni uczą się z takim kijem z tyłu, za który trzyma rodzic. Jeden nauczy się i już sobie świetnie radzi, inny potrzebuje, żeby mu co jakiś czas pomóc, coś podpowiedzieć, a czasami złapać za kierownicę.

Poza tym taki znak to dar od Pana B. I to troszkę jak z prezentami. Co innego, gdy ktoś daje nam coś w prezencie, bo sam chce, a co innego, jeśli ten prezent wymusimy. A jeszcze coś innego – gdy go wyprosimy. Choć czasem namolne prośby są formą wymuszenia.

Prośba o znak może być pełnym pychy komunikatem „Sprawdzam”, ale też prośbą o pomoc. W tym przypadku ważne jednak jest też to, czy umiem taki prezent przyjąć. Nieraz wszak prosimy Pana B. o jakiś znak, ale nie umiemy go odczytać ani w niego uwierzyć. Pan B. nam odpowiada, a my tego nie umiemy usłyszeć.

Chciałbym umieć wierzyć bez znaków, ale nie jestem pewien, czy potrafię. Czasami więc proszę o pomoc. Ale prosząc o tą pomoc, proszę zarazem o to, bym umiał ją przyjąć.

obraz: Caravaggio – Niewierność św. Tomasza – źródło: Wikipedia
(Visited 44 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Skąd wiesz?

Następny tekst

Drogi Pana B.