Home»Wiara»Kryzysy na wodzie

Kryzysy na wodzie

0
Shares
Pinterest Google+

Lubię zaglądać codziennie do czytania na dany dzień. Lubię, ale w rozważaniu przeczytanych słów staram się zachować daleko posuniętą ostrożność. Nie, nie, nie dlatego, bym nie ufał ewangelistom. Problem jednak w tym, że codzienna liturgia Słowa przynosi krótkie, wyrwane z kontekstu fragmenty Pisma Świętego. Analiza fragmentów wyrwanych z kontekstu może wieść na manowce oraz utrudniać zobaczenie pełni znaczenia opisanego zdarzenia.

Czytanie na dziś przynosi na przykład fragment Ewangelii według świętego Marka zawierający opowieść o jednym z cudów uczynionych przez Jezusa – o chodzeniu po wodzie. Opis w wersji świętego Marka jest jednak uboższy niż ten, który spisał święty Mateusz i dopiero analiza tego tekstu czyni tę historię prawdziwie bogatą w znaczenie:

Zaraz też przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.

Lubię tę historię, właśnie w wersji św. Mateusza. Wersja przewidziana na dziś do czytania, choć i tak bogata w treść, nie zawiera bowiem dialogu między Jezusem a świętym Piotrem.

To, co łączy obie wersje, to fakt, że oto uczniowie, którzy przecież znali Jezusa najlepiej, nie rozpoznali Go i uznali za zjawę. Nawet ktoś, kto dobrze zna Jezusa, może czasem Go nie rozpoznać. To dla mnie wniosek mocno pocieszający. Co więcej, uczniowie, wziąwszy swego Mistrza za zjawę, przestraszyli się Go. Nawet ktoś, kto zna Jezusa, może się Go wystraszyć. Nasz osąd bywa wszak nieraz zaburzony przez rozmaite czynniki.

Święty Mateusz, w odróżnieniu od świętego Marka, opisuje jednak również dialog między Jezusem a świętym Piotrem. A jest to dialog znamienny.

Oto bowiem najpierw Piotr wystawia Jezusa na próbę, domagając się, by kazał mu przyjść po wodzie. Nie dowierza, że to Jego spotkał na środku jeziora. W tym wystawieniu na próbę jest jednak wiara. Wierzy wszak, że, jeśli Jezus każe mu przejść po wodzie, to przejdzie. I wychodzi z łodzi na wodę. Jednak nawet apostoł miewa chwile zwątpienia. I święty Piotr taką chwilę przeżywa – lęk okazuje się silniejszy od jego wiary. Ale i wtedy kryzys wiary nie oznacza jej całkowitej utraty. Co bowiem robi w tej sytuacji apostoł? Prosi Jezusa o ratunek. On zaś natychmiast wyciąga pomocną rękę. A że z wyrzutem nazywa Piotra człowiekiem małej wiary? No, cóż. Należało się, prawda? Ale ów wyrzut, w oczywisty sposób słuszny, nie wyklucza ratunku.

Pocieszająca to opowieść dla kogoś, kto jak ja nieustannie potyka się na drodze wiary, przewraca, szuka i błądzi, zbaczając z właściwej drogi.

źródło: Imageshack
(Visited 278 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Rodzinnie

Następny tekst

Gimby? Gimbusy? Srsly?