Home»Blogowanie»Piecyk, ty zdrajco!

Piecyk, ty zdrajco!

0
Shares
Pinterest Google+

To hańba. Niewyobrażalne chamstwo, że tak klasyka zacytuję. To przejaw zdradzieckiego spisku wrażych sił, z którymi sprzymierzył się król polskiej blogosfery. Dowiódł w ten sposób, że blogosfera jest kondominium hindusko-pruskim. Albo innym, ale na pewno kondominium. Ogłaszam, że Kominek jest gorszy niż Angela Merkel i Władimir Putin razem wzięci, przemnożeni przez gender i podniesieni do potęgi michnikowej.

No, bo jak on, ten „Piecyk czy inna koza”, mógł nie umieścić mnie w swoim rankingu? Choćby na samiutkim końcu? Koniuszku samiuteńkim? No, jak on tak mógł?

Nie szkodzi, że niczym sobie nie zasłużyłem na to, by mnie w rankingu uwzględnić. Nie szkodzi nawet, że zasłużyłem, by mnie nie uwzględnić. A nawet przelewu nie puściłem. Uwzględnić powinien i tak. A skoro tego nie zrobił, to zdradził mnie o świcie, wbił mi nóż w plecy i tyle. I żadne krzyki i płacze mnie nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

Poprzez nieuwzględnienie mnie w rankingu Kominek odebrał mi doskonałą okazję do lansu. Nie, wcale nie chodzi mi o chwalenie się umieszczeniem.

Gdybym w rankingu się znalazł, niezwłocznie, wzorem pewnego osobnika, ogłosiłbym wszem i wobec, urbi et orbi, że wcale w nim być nie chcę, domagam się, by mnie usunąć. Wypomniałbym Kominkowi tekst sprzed 50 lat, a może nawet jakieś dzieło Sienkiewicza z rozpędu. Napisałbym, że dla mnie liczą się tylko moi czytelnicy i nic więcej. A w ogóle to liczy się jakoś a nie ilość. I powtarzałbym to do znudzenia co najmniej przez tydzień. I punkty do lansu by same leciały.

A tak muszę się gimnastykować i wymyślać, jak się podczepić i mimo wszystko troszkę lansu dla siebie zebrać przy okazji rankingu.

(Visited 63 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Papież do seminarzystów

Następny tekst

Dobre upokorzenie