Home»Wiara»Zapiski historyczne

Zapiski historyczne

1
Shares
Pinterest Google+

Drogi do Pana B. bywają kręte i wyboiste. Powiadają, że wiara jest łaską, darem. Zapewne tak. Ale dar to za mało. Przekonałem się o tym na własnej skórze: Jeśli się o dar wiary nie dba, nie umacnia, to się ten dar zmarnuje. Ale po kolei:

Nawrócenie pierwsze

Jako bardzo młody człowiek przeczytałem Księgę Hioba i obraziłem się na Pana B. Odwróciłem się od Niego. Wkurzony nie chciałem Go znać.

A potem, pamiętam, pojechałem w któreś wakacje na obóz z muminkami i paszczakami. W każde popołudnie wspólnota spotykała się na modlitwę. Ja stawałem z tyłu, nie uczestnicząc w niej. Był tam chłopak, miał chyba 30 lat, co mi, nastolatkowi, wydawało się wiekiem niemal starczym, który nigdy nie powiedział ani słowa. Miał niezwykle czułych, opiekuńczych rodziców. I któregoś popołudnia po modlitwie odwrócił się i nagle powiedział pierwsze w swoim życiu słowo: „Mama”. To było niezwykłe przeżycie. Naprawdę, to wyglądało jak cud.

To doświadczenie było dla mnie bardzo ważne. Widziałem żarliwość ludzi ze wspólnoty, taką autentyczną, prostą wiarę. Widziałem radość rodziców tego chłopaka. Widziałem coś, co do dziś wydaje mi się cudem. Doświadczenie to zaowocowało nawróceniem.

Ów płomień wiary był niestety równie intensywny, co krótkotrwały. Intensywności odmówić mu nie można. Nie dość, że moja religijność była w gruncie rzeczy dewocją, to spędziłem parę miesięcy w niższym seminarium duchownym, próbowałem dostać się do zakonu (jako brat oczywiście). Krótkotrwały był nie tylko za sprawą intensywności, ale też dlatego, że nie umiałem dbać o podtrzymywanie ognia. Nie pracowałem nad swoją wiarą, nie utwierdzałem. Szybko więc płomień zgasł, a ja znów na długo odwróciłem się od wiary.

Nawrócenie drugie

Pamiętam ten dzień. Poranek przyniósł wtedy smutną wiadomość. Nieznani sprawcy podpalili drzwi warszawskiej synagogi. Ale była też wiadomość pozytywna: popołudniu w synagodze zorganizowane zostało spotkanie modlitewne, z udziałem duchownych wszystkich wyznań oraz nieżydowskich mieszkańców Warszawy. Pracowałem wtedy jako dziennikarz i mój szef wysłał mnie, bym przygotował materiał do najbliższego numeru. Wtedy właśnie pierwszy raz w życiu byłem w synagodze w trakcie modlitw. Choć mam korzenie żydowskie, nie znałem i nadal nie znam języka hebrajskiego.

Siedziałem więc z boku, obserwując i nie rozumiejąc ani słowa z tego, co było mówione i śpiewane. Nic a nic. A jednocześnie miałem głębokie przekonanie, że ja to znam, że to jest moje. Kiedy więc jakiś czas później pojawiła się propozycja pracy dla jednej z organizacji żydowskich, nie zastanawiałem się długo, rzuciłem nieźle płatną pracę i zamieniłem na płatną gorzej niż słabo. Dzięki tej nowej pracy poznawałem jednak kulturę żydowską i fascynującą religię, jaką jest judaizm.

Znów jednak popełniłem ten sam błąd. Moja fascynacja była intensywna, ale nie pracowałem nad nią i płomień wypalił się dość szybko. A może to nie mimo wszystko nie było moje? Nie wiem. Tak czy siak – znów na kilka lat zszedłem ze ścieżki. Znów wiara przestała być dla mnie w ogóle jakkolwiek istotna. I znów od dewocji przeszedłem do obojętności.

Nawrócenie trzecie

Powiadają, że „do trzech razy sztuka, a za czwartym nauka”. Ja jednak mam nadzieję, że nauka przyjdzie już za trzecim razem. Kiedy więc znów wszedłem na drogę poszukiwań, w dodatku zaczynając ją niekonwencjonalnie, bo od złorzeczenia. postanowiłem, że tym razem chciałbym, by było inaczej niż do tej pory.

Dlatego właśnie postanowiłem zacząć od solidnych fundamentów. A solidne fundamenty wiary, to nie tylko łaska, ale i wiedza o tym, w co się wierzy oraz szczerość wobec siebie samego i Pana B. Zacząłem sobie samemu oraz mądrzejszym od siebie ludziom w otoczeniu zadawać mnóstwo pytań, szukać odpowiedzi, czytać, rozważać.

W ramach tej szczerości postanowiłem, że nie będę robił niczego, do czego nie jestem całkowicie przekonany. Jeśli nie czuję pełnej gotowości do tego, by chodzić do kościoła, nie będę tego robił. Jeśli czuję wewnętrzny opór przed modlitwą opartą na gotowych tekstach, będę modlił się po swojemu. Będę unikał dewocji. A swoje myśli, wątpliwości będę notował.

Tak zrodził się ten blog. Nie ukrywam, że bardzo liczę na to, że stopniowo pojawią się tu ludzie mądrzejsi ode mnie, którzy w komentarzach wesprą mnie w moich poszukiwaniach swoją wiedzą i doświadczeniem.

(Visited 65 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Wieczorne rozmowy

Następny tekst

Rodzinnie