Home»Biznes»Projektowanie i tanie projektowanie

Projektowanie i tanie projektowanie

0
Shares
Pinterest Google+

Przeciętny człowiek, w tym dziennikarz, o projektowaniu logotypów wie tyle, co świnia o japońskim  balecie. Nie przeszkadza to jednak wcale przeciętnemu człowiekowi, w tym oczywiście szczególnie dziennikarzowi, wypowiadać się na ten temat z absolutnym przekonaniem o własnej wszechwiedzy. Ta wszechwiedza zawsze podpowiada przeciętnemu człowiekowi, a już zwłaszcza dziennikarzowi, że projektanci zarobili za dużo.

Pomyślałem sobie o tym wszystkim w kontekście afery wokół nowego, skądinąd dość brzydkiego, logotypu Ministerstwa Zdrowia. Ale nie o to, nie o to, nie o to…

Jak powinno wyglądać projektowanie?

Oto w czyjejś głowie rodzi się myśl, iż potrzebuje znaku graficznego. Zaczyna więc analizę:

  1. Czy na pewno potrzebuję tego znaku?
  2. Po co właściwie mi ten znak?
  3. Jaki wizerunek chcę nim budować?
  4. Co poprzez ten znak chcę przekazać o sobie innym?
  5. Jakie skojarzenia chcę nim wywoływać?
  6. Jak i gdzie będę wykorzystywać ten znak?

Jeśli chodzi o zmianę istniejącego znaku graficznego, lista pytań znacząco się wydłuży:

  1. Czy na pewno potrzebuję tego nowego znaku?
  2. Po co właściwie mi ten znak?
  3. A może jednak nie potrzebuję tego nowego znaku?
  4. Jaki wizerunek budował mój dotychczasowy znak?
  5. Jaki wizerunek chcę budować nowym znakiem?
  6. A może jednak nie potrzebuję tego nowego znaku?
  7. Co mój dotychczasowy znak przekazywał o mnie innym?
  8. Co poprzez nowy znak chcę przekazać o sobie innym?
  9. A może jednak nie potrzebuję tego nowego znaku?
  10. Jakie skojarzenia wywoływał mój dotychczasowy znak?
  11. Jakie skojarzenia powinien wywoływać nowy znak?
  12. A może jednak nie potrzebuję tego nowego znaku?
  13. Jak i gdzie będę wykorzystywać ten nowy znak?
  14. A może jednak nie potrzebuję tego nowego znaku?
  15. Czy stać mnie na przeprowadzenie całej procedury rebrandingu?
  16. A może jednak nie potrzebuję tego nowego znaku?
  17. Co właściwie było złego w dotychczasowym znaku? Jakie wady chcę wyeliminować? A jakie zalety zachować?
  18. A może jednak nie potrzebuję tego nowego znaku?

Dogłębna refleksja kończy się spisaniem wniosków w formie briefu. Gdy ten, kto postanowił, że potrzebuje znaku, zrobi brief, szuka specjalistów od projektowania. Podkreślam tu liczbę mnogą. Nad dobrym znakiem rzadko kiedy pracuje jedna osoba. W przypadku instytucji publicznej – być może ogłasza przetarg. Podpytuje znajomych, przegląda portfolio i bada doświadczenie kandydatów do zlecenia. W końcu dokonuje wyboru.

Teraz dopiero zaczyna się niezła jazda. Zespół projektujący rozmawia z klientem. Zbiera informacje. Próbuje jak najlepiej poznać klienta, specyfikę jego działalności. Rozmawia z nim, dopytuje, precyzuje odpowiedzi.

A gdy już pozbiera i uporządkuje wiedzę, zaczyna się etap kreatywny. Burze mózgów. Szukanie skojarzeń. Tworzenie map myśli. W efekcie rodzi się pomysł.

Potem zaczyna się czas rysowania, zamieniania pomysłów w obraz. Tworzenia szkiców – na papierze albo w innej formie. Mazanie, mazanie, dużo mazania. Z mazania powoli konstytuuje się projekt, a raczej – projekty.

W końcu pojawiają się projekty. Wielu projektantów najpierw tworzy wersje monochromatyczne. Dopiero po wyborze i dopracowaniu projektu w wersji monochromatycznej (czyli 1 kolor), zaczynają dodawać kolorystykę. Ale nie zawsze ten wariant się sprawdzi.

Poprawny proces powstawania znaku obejmuje nie tylko jego akceptację (lub nie) przez zamawiającego, ale również analizy i badania:

  • analizę pod kątem konotacji kulturowych (Czy np. użyty znak nie kojarzy się z jakimś symbolem, z którym skojarzenie mogłoby negatywnie wpływać na postrzeganie znaku?)
  • analizę pod kątem ewentualnego podobieństwa do obcych znaków
  • badanie jakościowe postrzegania znaków przez otoczenie zamawiającego

A jak na ogół wygląda projektowanie?

Ktoś wpada na pomysł, że potrzebuje logo. Hura! Robimy logo! Po co? Bo tak! Jakie ma być nasze logo? Zajebiste. Co to znaczy? No, zajebiste. Takie modne niech będzie. Nowoczesne. Wszyscy mają zajebiste, to my też miejmy. A co! Dalej sprawa potoczy się według jednego z poniższych scenariuszy:

  1. Pani Krysiu! Niech nasz informatyk zrobi logo. Ma komputer, to niech zrobi. W tym, no, Pejntcie. Albo w Wordzie. Tam można zrobić takie kolorowe literki.
  2. Robimy nowe logo. O, mój syn umie rysować. No, to nam narysuje jakieś logo, nie? Nie, nie jest grafikiem, ale po coś w końcu gnojkowi ten komputer kupiłem, to niech się przyda teraz do czegoś.
  3. Mój znajomy ma agencję reklamową. No, na ogół drukują wizytówki i mają punkt ksero, ale skoro nazywają się agencją reklamową, to logo też pewnie zrobią. A przy okazji kumpel coś tam zarobi, nie?
  4. Ogłośmy konkurs na nasze logo. Jako nagrodę damy 2 sprowadzane przez nas chińskie biustonosze, nawet jeśli wygra facet, a także super nagrodę w postaci naszej smyczki reklamowej. I zdjęcie z prezesem.
  5. Roześlijmy zapytanie ofertowe do 100 różnych agencji. Frajerzy będą za darmo przysyłać projekty. Nie wygra żodyn. ŻODYN. A my zbierzemy pomysły, połączymy kilka, żeby wyglądało na nasz autorski i będziemy mieli za darmo.
  6. Pani Krysiu! Pani zawoła panią Mariolę, tę od marketingu! Ona nazywa się Andżelika? Nie szkodzi. Pani jej powie, żeby zamówiła logo. Musi być profesjonalne, więc niech zapłaci. Tak do 500 złotych. Brutto oczywiście.

Załóżmy jednak, że udało się wybrać kogoś, kto ma cokolwiek wspólnego z grafiką. Firma płaci mu 500 czy 1.000 złotych. Delikwent nie wie nic o firmie, bo firma sama nie wie nic o sobie. Nikt oczywiście nie przygotowywał briefu, bo i po co. Nie ma zespołu, jest jeden grafik, który musi rzeźbić w gównie, czyli wymyślić znak, który będzie symbolizował cokolwiek. Siada. Przegląda strony z darmowymi grafikami wektorowymi. Wybiera coś. Wprowadza drobne zmiany, żeby nadać dziełu autorski charakter. Dobiera spośród darmowych fontów krój pisma, który będzie dobrze pasował do nazwy EuroZdzichex Export-Import. Wysyła projekt. Najlepszy, jaki za te pieniądze firma mogła dostać. Po kolei dostaje serię sugerowanych poprawek:

  1. A może by ten znaczek trochę w lewo?
  2. Ale nie to lewo, to drugie lewo.
  3. Żona prezesa twierdzi, że kolor śliwkowy jest za mało śliwkowy.
  4. Kochanka prezesa sądzi, że lepszy byłby jednak odcień wchodzący w wiśnię.
  5. Zdaniem pani Kazimierzy, naszej księgowej, ten znaczek jednak powinien być w to pierwsze lewo.
  6. Czy da się zmienić czcionkę? No, nie wiem, może np. na Comic Sans?

Zakładając, że grafik nie oszaleje ani nie zabije klienta, w końcu firma dostanie logo. Oczywiście, nikt nie przeczyta pracowicie przygotowanej przez grafika instrukcji posługiwania się znakiem. Bo i po co? Grafik jest od rysowania, a nie od pisania, to po co czytać to, co tam wysmażył?

No, ale może by jednak coś opuścił z ceny, w końcu naszymi uwagami wnieśliśmy dużo do projektu, więc to nie jest tak do końca jego projekt? W ogóle, strasznie drogo sobie liczą ci graficy. Na Allegro można znaleźć mega profesjonalistów, którzy oferują logo za 50 złotych.

(Visited 44 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Spowiedź

Następny tekst

Bądź wola Twoja