Home»Społeczeństwo»Biskup kontra feministka

Biskup kontra feministka

0
Shares
Pinterest Google+

Wrocławski sąd zdecydował ostatecznie, że nie będzie procesu karnego arcybiskupa Józefa Michalika. Sąd odrzucił prywatny akt oskarżenia złożony przez feministyczną aktywistkę Twojego Ruchu (partii Palikota). I przyklasnąłbym z chęcią sądowi w rozstrzygnięciu sprawy „Biskup kontra feministka”, gdyby nie uzasadnienie tej decyzji.

Przypomnę tym, którzy nie pamiętają. Arcybiskup Józef Michalik w swoim kazaniu, odniósł się do oskarżeń wobec Kościoła związanych z przypadkami molestowania seksualnego dzieci przez księży. Powiedział między innymi:

Wiele dziś mówi się – i słusznie – o karygodnych nadużyciach dorosłych wobec dzieci. Tego rodzaju zła nie wolno tolerować. Ale nikt nie odważy się pytać o przyczyny, żadna stacja telewizyjna nie walczy z pornografią, promocją fałszywej, egoistycznej miłości między ludźmi. Nikt nie upomina się za dziećmi cierpiącymi przez brak miłości rozwodzących się rodziców, a to są rany bolesne i długotrwałe. (…)  Na naszych oczach następuje promocja nowej ideologii gender. Już kilkanaście najwyższych uniwersytetów w Polsce wprowadziło wykłady z tej nowej, niezbyt jasnej ideologii, której programową radę stanowią najbardziej agresywne polskie feministki, które od lat szydzą z Kościoła i etyki tradycyjnej, promują aborcję i walczą z tradycyjnym modelem rodziny i wierności małżeńskiej.

Małgorzata Marenin, kielecka działaczka feministyczna partii Palikota skierowała przeciwko arcybiskupowi prywatny akt oskarżenia w postępowaniu karnym. Podstawą oskarżenia był ten oto przepis:

Art.212.§1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.
§4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

Sąd pierwszej instancji postanowił umorzyć postępowanie ze względu na brak znamion przestępstwa. Aktywistka odwołała się, a sąd drugiej instancji odrzucił jej zażalenie. Decyzja była słuszna, ale uzasadnienie do kitu.

Sędzia Krzysztof Głowacki uzasadniał mianowicie, że:

Wypowiedź zniesławiająca musi posiadać takie informacje, na podstawie których możliwa jest identyfikacja osoby lub grupy osób, których to zniesławienie dotyczy. Stwierdzenie „agresywne feministki” czy „osoby po rozwodzie” takich kryteriów nie spełniają, nie konkretyzują bowiem indywidualnie oznaczonej organizacji feministycznej czy organizacji zrzeszającej osoby po rozwodzie

No, to po kolei:

Arcybiskup w oczywisty sposób odnosił się do co najmniej dwóch grup osób – feministek i osób rozwiedzionych. Są to grupy faktycznie dość liczne, ale nie odbiera im to przecież co do zasady charakteru „grupy osób”. Tłumaczenie sądu jest więc – najdelikatniej określając – mocno pokrętne. Nie bez powodu wszak ustawodawca odróżnił „grupę osób” od np. osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej. Taką osobą prawną czy „jednostką organizacyjną itd.” mogłoby być np. konkretne stowarzyszenie albo komitet społeczny. Z jakiegoś powodu jednak prawo traktuje odrębnie „grupę osób”.

Wypowiedź arcybiskupa była katastrofalnie niemądra. To nie gender, nie feministki, nie rozwody i nie pornografia są winne temu, że ksiądz molestuje dziecko. O ile mi wiadomo, księża z regułī z ideą gender się nie zgadzają i ją zwalczają, feministkami nie są, rozwodów nie biorą, a pornografii oglądać im nie wolno.  Trudno więc odnaleźć sens i spójność w argumentacji Józefa Michalika.

Wypowiedź arcybiskupa była haniebna. Oczywistą intencją hierarchy było wszak odwrócenie uwagi od problemu molestowania seksualnego dzieci przez księży, rozmycie odpowiedzialności Kościoła i jego ludzi za to zjawisko oraz próba przerzucenia tej odpowiedzialności na innych, w tym wypadku na feministki, rozwodników i media.

Arcybiskup ma prawo do wolności wypowiedzi, a feministki podlegają krytyce. Działacze Twojego Ruchu, rozmaici lewicowi, w tym feministyczni, aktywiści wiele razy wypowiadali się na temat Kościoła w sposób katastrofalnie niemądry oraz zawstydzająco haniebny. Arcybiskup Michalik jako wieloletni przewodniczący polskiego episkopatu nie kierował jednak przeciwko nim aktów oskarżenia, a wszelkie próby ścigania ich za na podstawie przepisów o obrazie uczuć religijnych były niemądre i w moim odczuciu nieakceptowalne. Ale to działa w obie strony. Wolno krytykować Michalika, a Michalik może krytykować. Niestety, bardzo często odnoszę wrażenie, że lewicowi aktywiści wierzą w wolność słowa i swobodę poglądów pod jednym tylko warunkiem: że są to ich poglądy i ich słowa.

Obie strony mają prawo krytykować się nawzajem. Tak działa debata publiczna. Pani Marynin ma pełne prawo krytykować księży. A księżą mają pełne prawo krytykować feministki. Problem zaczyna się, gdy którakolwiek ze stron próbuje zamykać drugiej usta zarzutami karnymi.

Pani Marynin równolegle pozwała arcybiskupa Michalika w postępowaniu cywilnym. I – jeśli już szukać drogi prawnej – to to jest kierunek właściwy. Sprawy o pomówienia i zniesławienia powinny toczyć się przed sądami cywilnymi, a nie – karnymi.

(Visited 48 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Biernik, dopełniacz - deklinacja to trudna sprawa

Następny tekst

Jest nadzieja