Home»Wiara»We wspólnocie

We wspólnocie

0
Shares
Pinterest Google+

Wiara wydawała mi się od dawna czymś bardzo intymnym, czymś indywidualnym, przeżywanym w zaciszu własnej duszy. Modlitwa była dla mnie rozmową z Panem B., taką prowadzoną w myślach, po cichu. Nie rozumiałem koncepcji tzw. dawania świadectwa, ani nawet idei wspólnotowego przeżywania wiary. Między innymi dlatego długo nie mogłem zdecydować się na udział w mszy świętej.

W końcu zdecydowałem się na to. Okoliczności były więcej niż sprzyjające – najwyraźniej Pan B. postanowił pomóc mi w podjęciu i realizacji takiej decyzji. (Przeczytaj tekst: Ważny dla mnie dzień). Opowiedziałem o tym przyjaciółce. Ta zaś zaproponowała mi, bym wybrał się z nią na pewne spotkanie. A ja, co mnie samego zdziwiło, zgodziłem się bez namysłu.

Spotkanie składało się z pięciu części: wspólnej modlitwy, wspólnego czytania Liturgii Słowa na nadchodzącą niedzielę i rozważania przewidzianych fragmentów Pisma Świętego, adoracji Najświętszego Sakramentu, błogosławieństwa oraz rozmowy w grupie.

Pierwsza część, przyznam szczerze, umknęła mi. Wiem, to dziwne i pewnie niestosowne. Pierwszy raz uczestniczyłem jednak w takim spotkaniu, więc próbowałem się odnaleźć w tej nowej dla mnie sytuacji i pewnie dlatego, nie umiałem od razu wejść w modlitewne skupienie. O niedzielnej Liturgii Słowa postaram się napisać osobno, więc teraz ją pominę.

Adoracja Najświętszego Sakramentu w tej wspólnocie odbywa się w całkowitej ciszy, bez śpiewów i wspólnych modlitw. Było to dla mnie z jednej strony ułatwieniem, a z drugiej – utrudnieniem. Ułatwieniem, bo mimo bycia wśród ludzi mogłem modlić się w myślach, czyli tak, jak póki co umiem najlepiej. Utrudnieniem, bo to bycie w grupie mimo wszystko mnie rozpraszało. Ale z drugiej strony była to też cenna nauka. Obserwowałem otaczających mnie ludzi. Widziałem ich skupienie modlitewne. Sam mam ogromne problemy z koncentracją, łatwo się rozpraszam, w rozmowie z Panem B., podobnie jak w rozmowach z ludźmi, łatwo wpadam w dygresje. Zobaczyłem, ile jeszcze powinienem się nauczyć. I to było cenne.

Ręka księdza na głowie i błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. To dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Niezwykłe uczucie. Przejmujące. Czułem dobro i miłość, które spływały na mnie. Taki niesamowicie kojący moment. Nawet nie umiem tego dobrze ująć w słowa.

A potem w ramach wspólnoty rozmowy w grupie, dla których punktem wyjścia były czytane fragmenty Pisma Świętego. Dzielenie się ze sobą, czasem bardzo bolesnymi, przemyśleniami. Troszkę to kojarzyło mi się z grupą wsparcia albo grupą terapeutyczną i pewnie było to skojarzenie w jakimś stopniu bliskie rzeczywistości. Zdarzało mi się takie grupy prowadzić, ale nigdy wcześniej nie byłem ich uczestnikiem. Uzmysłowiłem sobie, że każdy z nas przychodzi ze swoimi ranami, każdy inaczej poobijany i każdy na swój sposób w Słowie znajduje ukojenie, a w tym wspólnotowym wysłuchaniu, takim bez komentarza, bez oceniania – pocieszenie.

I pierwszy raz od długiego czasu tej nocy przespałem spokojnie całą noc, bez budzenia się.

(Visited 25 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Ważny dla mnie dzień

Następny tekst

Wyjść z wygody