Home»Społeczeństwo»Dama, gentleman, savoir-vivre, kindersztuba – do lamusa

Dama, gentleman, savoir-vivre, kindersztuba – do lamusa

0
Shares
Pinterest Google+

Trafiłem na ten program w sieci zupełnie przypadkiem. No, dobrze, przyznam się jak na spowiedzi: na jednym z popularnych portali, tym z żółtym kołeczkiem, na stronie głównej, wyświetliła się zajawka – jak sądziłem – artykułu ilustrowana mocno wyuzdaną fotografią. Kiedy kliknąłem w towarzyszący jej link, okazało się, że trafiłem na osobliwy brytyjski reality show „Ladette to Lady”, co na język polski, chyba niezbyt wiernie, przetłumaczono jako „Damą być„.

Oto zebrano w jednym miejscu młode dziewczyny, które z damami nie kojarzą się w ogóle, chyba że z damami lekkich obyczajów, ale i to nie, bo te również prezentują jakieś maniery. Panny słyną z picia na umór, tańców na stołach w pubach, demolowania lokali, wdawania się w bójki, niewyparzonego języka, a część spośród nich ma już za sobą konflikt z prawem. Osiem takich „imprezowiczek”, jak określa je narrator programu, trafia do prowadzonej w starym stylu brytyjskiej szkoły dla dziewcząt. Uczą się tam dobrych manier, obycia, przyswajają umiejętności, które dama przyswoić sobie, wedle brytyjskich wzorców, powinna, mierząc się przy tym z rozmaitymi towarzyskimi wyzwaniami.

Pomyślałem o tym programie, gdy czytałem głośny blogowy wpis Krystyny Jandy. Aktorka opowiada historię podróży pociągiem, w czasie której mężczyzna w przedziale odmówił jej pomocy w umieszczeniu walizki na półce. Z tej historii wyprowadza długi żal sprowadzający się do sławetnego „Gdzie ci mężczyźni”.

Już litościwie nie będę pastwił się nad tym, że w swoich pretensjach do anonimowego mężczyzny zapomina o tym, co sama przytacza: Mężczyzna wyjaśnił, że ma chory kręgosłup. Chory człowiek, tylko dlatego że jest mężczyzną, miał dźwigać bagaż sławnej aktorki? Serio? Ale zostawmy to już, bo rozumiem doskonale, że ta, może nie do końca przemyślana przez autorkę, anegdota stanowiła jedynie pretekst do szerszych i bardziej ogólnych przemyśleń nad kondycją relacji społecznych, w szczególności nad upadkiem savoir-vivre’u.

Fakt. Dama, gentleman, savoir-vivre, kindersztuba – to określenia, które odchodzą powoli do lamusa. Samo określenie „lamus” w swoim dawnym znaczeniu do tegoż lamusa odchodzi.

Dla rozjaśnienia kontekstu: Jestem z tego pokolenia, które było jeszcze w domu uczone, że przepuszcza się kobietę w drzwiach, ustępuje się jej miejsca w tramwaju, pomaga nieść zakupy i całuje w rękę na powitanie. Świat się jednak zmienia, czy nam się to podoba, czy nie, nie zawsze w tym kierunku, który wydaje nam się właściwy.

Trzeba pamiętać, że społeczne normy zwyczajowe nie funkcjonują w oderwaniu od kontekstu. Stanowią system naczyń połączonych, a zmiana jednego elementu tego systemu wywołuje zmiany w pozostałych elementach. Normy tzw. bon tonu wytworzyły się w konkretnym kontekście kulturowym. W patriarchalnym społeczeństwie pozycja mężczyzny była znacznie silniejsza niż kobiety i pewne obyczaje wynikały z potrzeby równoważenia tej przewagi zwyczajami opieki czy ochrony strony słabszej. Dlatego, choć oczywiście zawarte w komentarzach pod artykułem Krystyny Jandy hasła typu „chciałyście równouprawnienia, no, to macie” są w swej wymowie prostackie i grubiańskie, to ich autorzy, zapewne podświadomie, trafnie identyfikują kontekst i źródło owego „upadku obyczajów”. Im bardziej bowiem wyrównujemy – i całe szczęście, iż to czynimy! – relacje społeczne między mężczyznami a kobietami, tym mniej uzasadnione stają się te obyczaje, które wynikały z opieki nad stroną słabszą. Strona słabsza po prostu przestaje być słabsza. I dobrze, że przestaje.

Artykuł Krystyny Jandy skomentowała m.in. Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz:

Nie należy mylić równego traktowania z odchodzeniem od kobiecości i od męskości, wzorców które są efektem pewnej tradycji, oraz faktów, tego że się różnimy od siebie. Odpowiedzialność i męskość przejawia się między innymi tym, że gdy mężczyzna widzi obok siebie kobietę z cięzką walizką, proponuje jej pomoc, jeśli siedzi gdy wchodzi kobieta, wstaje i ustępuje jej miejsca

Pani Minister chciałaby zjeść ciastko i mieć ciastko, a tak się nie da. Gdy kształtowały się dotychczasowe normy kindersztuby, kobiety i mężczyźni nie byli traktowani równo. Równouprawnienie w naturalny sposób zmienia więc zastałe normy. Nie będę ukrywał, że mi tych norm żal, ale jest to proces naturalny.

Zasady etykiety, które powstawały w realiach silnego patriarchatu, były w swej istocie mocno seksistowskie.

Warto zresztą zauważyć, iż zasady etykiety, które powstawały w realiach silnego patriarchatu, były w swej istocie mocno seksistowskie, a z seksizmem Pani Minister, skądinąd słusznie, przecież walczy. Nawet we wspomnianym wcześniej brytyjskim reality show widać to bardzo wyraźnie. Oto bowiem swoboda dziewczyn w relacjach z młodymi mężczyznami z tzw. śmietanki towarzyskiej jest bardzo mocno krytykowana. Zachowania owych panów krytyki zaś nie budzą. Ot, taki drobiazg – panom nikt nie sugeruje, iż przy wysiadaniu z samochodu nie wolno im rozłączyć nóg.

Skoro już jesteśmy przy tej swobodzie obyczajowej. W dyskusjach o równouprawnieniu w tej sferze często powtarza się zarzut, iż w przypadku mężczyzn rozwiązłość, wielość partnerek nie tylko uchodzi na sucho, ale wręcz bywa powodem do chluby, za to w analogicznej sytuacji kobiecie czynione są z tego zarzuty. Tę nierówność, wynikającą z patriarchalnego charakteru relacji społecznych, usunąć można było na dwa sposoby: ujmując prawa do rozwiązłości mężczyznom lub dodając go kobietom. Jako społeczeństwo wybraliśmy wariant drugi. Być może powodem było to, że kobiety chciały skorzystać z przyjemności, które do tej pory normy kulturowe rezerwowały dla mężczyzn.

Zmiany społeczne następują oczywiście nieustannie, ale rzeczywiście teraz mamy chyba etap zmian szczególnie głębokich i zarazem szybkich. Dlatego w gruncie rzeczy rozumiem frustrację Krystyny Jandy. Zanikają wszak obyczaje, w których została wychowana, a nowe jeszcze się w pełni nie wykształciły i nie utrwaliły.

Niektórzy powiadają, „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”. Ja się z tym absolutnie nie zgadzam: Róż zawsze warto żałować.

(Visited 89 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Jest nadzieja

Następny tekst

Każdy z nas jest Łazarzem