Home»Wiara»Każdy z nas jest Łazarzem

Każdy z nas jest Łazarzem

0
Shares
Pinterest Google+

Długo zbierałem się do tego tekstu. Planowałem opublikować go 6 kwietnia, gdy był on w Liturgii Słowa. Nie udało się. Nie byłem w stanie jeszcze go napisać. W planowanym dniu publikacji nie miałem tu ani jednego słowa. Ten fragment Ewangelii zrodził w mojej głowie tyle myśli, że ciężko było mi ubrać je w słowa i poukładać w spójny tekst.

Pan B. jak zwykle podsunął właściwy tekst na właściwy moment w moim życiu. Tym razem była to zawarta w Ewangelii według świętego Jana historia wskrzeszenia Łazarza:

(J 11,1-45) Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

Historię tę można interpretować na wielu, wielu płaszczyznach i – z którejkolwiek strony bym do niej nie podszedł – trafia mnie celnie.

Przyjaźń istotą człowieczeństwa

To pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę. Mówimy dużo o tym, że oto Bóg stał się człowiekiem – na ogół w kontekście Bożego Narodzenia. To jest ten moment, gdy między opowieściami o Dzieciątku, o żłóbku, osiołku, pasterzach bardzo często powtarza się o tym przyjęciu roli człowieka przez Boga. Potem niewiele uwagi temu poświęcamy.

Ale ten fragment Ewangelii według świętego Jana przynosi właśnie ów – moim zdaniem – niezmiernie istotny aspekt człowieczeństwa. Oto bowiem Ewangelista bardzo mocno podkreśla więź, jaka łączyła Pana Jezusa z Łazarzem oraz jego siostrami Marią i Martą.

Płacz istotą człowieczeństwa

Oto Pan Jezus, oto Bóg, który stał się człowiekiem, na wieść o śmierci przyjaciela płacze. Przecież jako Syn Boży wie, że śmierć jest tylko momentem przejścia. A mimo to po ludzku płacze. Płacze nad śmiercią Łazarza, nad bólem jego bliskich, nad swoim własnym, jakże ludzkim bólem.

Bóg ma władzę nad śmiercią

Bardzo często powtarzamy słowa „Wszechmogący”, „Wszechmocny”. Ale ja sam często mam problem z ogarnięciem swoim umysłem tej wszechmocy. No, bo tak po ludzku ciężko to pojąć.

Śmierć jest czymś, co całkowicie przerasta ludzkie pojmowanie. Strach przed nią wynika z tego, że nawet u najsilniej wierzących w tyle głowy tli się ta odrobina niepewności. A u tych zwyczajnych ta niepewność wcale nie jest taka drobna. Słabość wiary jest wszak czymś ludzkim, bo tak po ludzku to chciałoby się wiedzieć, zrozumieć. A tu empirycznie zbadać się nie da.

Świadomość, że oto jest Ktoś, kto potrafi zwyciężyć śmierć, czyli to, co dla mnie, człowieka, jest nie do pokonania, nie do pojęcia, ułatwia zrozumienie tej wszechmocy.

Groby są różne

To jest wątek, który pojawił się w komentarzach podczas spotkania Wspólnoty, w której uczestniczę. Grób nie musi rzeczywiście być interpretowany dosłownie. Grobem jest to, co mnie zamyka, to, co mnie zabija, co oddala od zbawienia.

Każdy sam dla siebie musi odpowiedzieć, co dla niego jest grobem. Ja też muszę. To dla mnie poważny i ważny temat do rozważań, zwłaszcza w kontekście spowiedzi.

Bądź wola Twoja

Pan Jezus dowiaduje się o chorobie Łazarza. Mógłby pójść tam od razu, mógłby jakoś cudownie przemieścić się w mgnieniu oka. Mógłby go uleczyć. Zamiast tego odczekuje dwa dni. A kiedy dociera do Betanii, Jego przyjaciel od czterech dni już nie żyje. .

Często prosimy Pana Boga o jakiś cud, o pomoc. I chcemy dostać to już, teraz, tak, jak to sobie wymyśliliśmy. A Pan Bóg ma swój plan i lepiej wie, co dla nas dobre. I to nam da. Pisałem już kiedyś o tym, że jedne z najtrudniejszych słów modlitwy, to słowa „Bądź wola Twoja„.

Cuda mają różną postać

Cud kojarzy nam się z wydarzeniem ze wszech miar spektakularnym. Wskrzeszenie Łazarza z pewnością było takim spektakularnym wydarzeniem. Ale tak naprawdę cud, wsparcie, troska Pana Boga wcale nie musi być spektakularna. Sęk w tym, że bardzo często, mając własne oczekiwania i wizje, spodziewamy się czegoś innego, niż dostajemy.

I tu przypomina mi się pewien żart: Jest wielka powódź. Wojsko ewakuuje mieszkańców. Wiadomo, że woda zaraz zaleje, ale zdążają podjechać pod dom i mówią do człowieka: „Zaraz będzie tu woda, wsiadaj, ewakuujemy cię”. On na to spokojnie: „Nigdzie nie jadę, modlę się i Pan Bóg mnie uratuje”. Woda atakuje. Wojsko podpływa amfibią, woda już zaatakowała, człowiek siedzi na piętrze domu, proponują mu ewakuację, a on spokojnie odpowiada przez okno: „Nigdzie nie jadę, modlę się i Pan Bóg mnie uratuje”. Żołnierze docierają po raz trzeci, już łodzią, człowiek siedzi już na dachu, bo reszta domu jest pod wodą. „Człowieku, wsiadaj do łodzi, ewakuujemy cię stąd”. On na to ze spokojem: „Nigdzie nie jadę, modlę się i Pan Bóg mnie uratuje”. Wojsko odpływa, woda zalewa dach, człowiek tonie. Umiera i trafia przed oblicze Pana Boga. Zwraca się do Niego z żalem: „Panie Boże, tylu niewierzących przeżyło, a ja modliłem się tak żarliwie i mnie nie uratowałeś…” Pan Bóg na to: „A kto ci trzy razy wojsko na ratunek wysyłał?”

ilustracja: Flick.com, licencja: CC BY-SA 2.0

(Visited 78 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Dama, gentleman, savoir-vivre, kindersztuba - do lamusa

Następny tekst

Święty Piotr - papież nieidealny