Home»Wiara»Rafy»Święty nieidealny

Święty nieidealny

0
Shares
Pinterest Google+

Często myślę sobie, że Pan Bóg mówi do nas, choć trudno to odczytać, bo przecież nie chodzi tu o żadne widzenia czy głosy, bo te raczej wskazują na chorobę, ale o wsłuchanie się w głos serca, we własne myśli, o zaufanie dobrym podszeptom w swojej głowie.

Niegodny apostoł

I tak, pamiętam, obudziem się któregoś dnia o szóstej rano z myślą: „powinienem pójść rano do kościoła”. Rzadko kiedy, przyznaję, uczestniczę we mszy świętej w dzień powszedni. Tym razem posłuchałem tej myśli.

W Liturgii Słowa trafiłem na historię powołania Szawła i jego przemiany w apostoła, w świętego Pawła. Myślałem długo potem o niezwykłości tego zdarzenia. Było przecież z pewnością tylu godnych, tylu pobożnych. A Pan Jezus wywinął wszystkim taki numer i wybrał sobie na narzędzie zagorzałego wroga chrześcijan, dokonując jego cudownej przemiany.

Tak sobie próbuję wyobrazić, co to by było dzisiaj. „Nie chcemy z tobą w ogóle gadać.” – usłyszałby zapewne dziś sszaweł od wielu. A może: „Wiesz, Szaweł, są godniejsi od ciebie.” Albo: „Słuchaj, ale musisz swoje odczekać, potrzebujemy czasu, żeby sprawdzić, czy możemy ci ufać.” W końcu to mogła być pułapka, jakiś podstęp przewrotny. Moźe też usłyszałby dziś Szaweł: „Wiesz, chłopie, może ty tak się nie pchaj na afisz, bo to może siać zgorszenie, że taki złoczyńca, a o Panu Jezusie mówi i ludzi poucza, jak żyć”. I jeszcze świadectwo od proboszcza i metrykę chrztu powinien przynieść. W trzech egzemplarzach.

Apostołowie wiedzieli jednak, że dla Pana Boga zmienić złoczyńcę w apostoła to pestka. Przecież na własne oczy widzieli już wiele cudów. Mieli wiarę, która pozwalała im na taką otwartość. A my jesteśmy podejrzliwi, nieufni, pamiętliwi, a przy tym pyszni, bo uważamy, że mamy prawo oceniać, kto może się nawrócić, kto może głosić świadectwo, a komu nie wypada, bo zamykamy drzwi.

Święty nieidealny

Dopiero po pewnym czasie, w okolicznościach, o których opowiem w osobnym wpisie, dotarł do mnie dodatkowy sens opowieści o nawróceniu świętego Pawła. Było to dla mnie bardzo ważne, bo, przyznam, że miałem ogromny kłopot z kanonizacją Jana Pawła II, który – co przecież wiemy – niewiele zrobił dla walki ze zjawiskiem pedofilii wśród księży, czy np. św. Maksymiliana Kolbe, który, niezależnie od swojej męczeńskiej śmierci, przed wybuchem wojny był przecież jawnym i to bardzo ostrym antysemitą. Uprzedzając ataki tych, którzy nie czytają ze zrozumieniem: mam ogromny sentyment do papieża Jana Pawła II, doceniam to, co zrobił dobrego. Ale…

No, właśnie – dotarło to do mnie w końcu, że mój błąd, popełniany chyba nie tylko przeze mnie, polega na tym, iż oczekuję, że ten, kto zostaje ogłoszony świętym, będzie ideałem. Takim absolutnym. Bez skazy.

A przecież świętym zostaje człowiek. Człowiek, czyli ktoś, kto z definicji nie jest ideałem, ktoś, kto z natury swojej popełnia błędy, grzeszy, ma słabości. Święty Paweł prześladował i mordował chrześcijan, święty Piotr trzykrotnie zaparł się Pana Jezusa. Świętość nie wynika z braku słabości, braku błędów i życia bez grzechu, bo to jest niewykonalne. Świętość jest pomimo tych słabości, błędów i grzechów. A czasem się zastanawiam – czy nie dzięki nim.

ilustracja:
Nawrócenie św. Pawła Apostoła (obraz Bartolomé Estebana Murilla)
źródło: Wikipedia
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Dobry bloger niestety nie powinien być zen

Następny tekst

Modlitwy poranne