Home»Wiara»Przeczytane»Kłopot z marnością

Kłopot z marnością

0
Shares
Pinterest Google+

Liturgia Słowa na wtorek przynosi przepiękny tekst Psalmu. Przepiękny hymn ku czci Pana Boga, wychwalający Go za to, że tak wspaniale nas stworzył.

Zanim przejdziemy do samego psalmu, pozwólcie, że przypomnę istotne słowa z Księgi Rodzaju: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.” (Rdz 1, 27)

(Ps 139,1-3.13-15): Sławię Cię, Panie, za to, żeś mnie stworzył.

Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz moje wszystkie drogi.

Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
i utkałeś mnie w łonie mej matki.
Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył,
godne podziwu są Twoje dzieła.

I duszę moją znasz do głębi.
Nie tajna Ci istota,
kiedy w ukryciu nabierałem kształtów,
utkany we wnętrzu ziemi.

W tradycji kościelnej – odnoszę wrażenie – bardzo silna jest tendencja do przesadnego uniżania się. I ja to rozumiem do pewnego stopnia, bo pokora to cnota istotna, a czasem lepszy nadmiar skromności i pokory niż ryzyko popadnięcia w pychę. Dobrze wiem z własnego życia, jak złe owoce wydaje pycha. Wszystko to prawda, ale…

Kiedy słyszę i czytam ciągle o tym, że „marność”, że „świadom swej nędzy”, że „sam niczego nie dokonam”, to coś mnie w tym jednak razi.

Skoro stworzył mnie Pan Bóg „na obraz i podobieństwo” Swoje, to czy nazywając samego siebie marnością, nędzą, nie umniejszam Jego dzieła i nie obrażam Pana Boga? No, bo jak to? Spaprał robotę? Przecież nie. Skoro stworzył mnie na podobieństwo Swoje, a ja nazywam siebie marnością, to czy nie obrażam w ten sposób Pana Boga? Przecież nie wiemy, jak wiernym obrazem jesteśmy? W wielu modlitwach mówimy o tym, że oddajemy siebie Panu Bogu. Skoro traktuję siebie jako coś niewiele wartego, to de facto oddaję Panu Bogu coś, co sam uznaję za mało wartościowe. Cóż to więc jest tak naprawdę za dar?

Jeśli zaś mówię, że „sam niczego nie dokonam”, to jest tu ryzyko zrzucania z siebie odpowiedzialności. Pan Bóg obdarzył nas wolną wolą. Mamy moc sprawczą. Możemy wybrać dobro lub zło. „Sam niczego nie dokonam” – mam wrażenie – bardzo często oznacza oczekiwanie, że Pan Bóg załatwi wszystko za nas. Pewnie, że dar łaski jest potrzebny. Łaski rozeznawania dobra i zła. Siły podążania za dobrem. Pan Bóg zaprasza mnie do czynienia dobra, ale to ja mam je czynić, ja mam podjąć decyzję, ja mam pokonać swoje słabości. Dobrze, bym był świadom oczywiście tego, że Pan Bóg mnie wspiera. Ale ogromne jest ryzyko, że powtarzając sobie „sam niczego nie dokonam”, w efekcie nie dokonam niczego. To troszkę jak z tym człowiekiem, który prosił Pana Boga o wygraną na loterii, aż w końcu usłyszał głos Pana Boga: „Daj mi w końcu szansę! Kup los!”.

Skoro przyjmuję, że Pan Bóg jest mądry i stworzył mnie mądrze, to znaczy, że po coś to wszystko jest. Mogę teraz tego celu nie widzieć, nie rozumieć, ale wierzę, że Pan Bóg wiedział, co robi.

Czy na przykład Pan Bóg nie mógł sprawić, że ludzie rozmnażać się będą przez podział komórki albo że proces ten – przynajmniej na etapie zapłodnienia – nie będzie przyjemny? No, pewnie, że mógł. Przecież jest wszechmocny, więc wszystko może. Z jakiegoś jednak, Jemu znanego, powodu sprawił, że działamy tak, a nie inaczej.

Często zastanawiam się – wiem, nie ja pierwszy, nie ja ostatni, Ameryki nie odkrywam – dlaczego Pan Bóg na przykład nie stworzył świata od razu bez grzechu. Dlaczego utrudnił. Nie mam bladego pojęcia. Ale wierzę, że On wie, po co i dlaczego.

Cały czas myślę sobie jednak, że wszystkim nam wyjdzie na dobre, jeśli zaczniemy mocniej doceniać i lubić to, co Pan Bóg stworzył i jak stworzył. Zachwyt nad światem, nad człowiekiem, a nawet nad jego ułomnością – to tylko dobrze nam zrobi.

W jednej z ostatnich homilii papież Franciszek mówił m.in.:

Trzy powołania w człowieku: przygotowanie, rozeznanie, pozwolenie, by Pan wzrastał i uniżenie samego siebie. Dobrze spojrzeć w ten sposób także na powołanie chrześcijanina. Chrześcijanin nie głosi samego siebie, głosi Innego, przygotowuje drogę Innemu, Panu. Chrześcijanin musi umieć rozeznawać, musi wiedzieć, jak odróżnić prawdę od tego, co wydaje się prawdą, ale nią nie jest, powinien być człowiekiem rozeznania. Chrześcijanin powinien też być człowiekiem potrafiącym się uniżyć, aby wzrastał Pan, w sercu i duszy innych.

Pytanie tylko, jak będziemy rozumieli to uniżenie się. Czym innym bowiem jest uznanie wyższości Pana Boga – oczywiste, zrozumiałe i naturalne, a czym innym – przesada w tym, która, w moim odczuciu, oznacza deprecjonowanie dzieła Bożego.

ilustracja: Sebastian Stoskopff, Martwa natura wanitatywna (1630), źródło: Wikipedia
(Visited 71 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Belka w oku

Następny tekst

Różaniec - tajemnice radosne