Home»Społeczeństwo»Strzeżcie się wiedzących

Strzeżcie się wiedzących

0
Shares
Pinterest Google+

Co jakiś czas przez media przewala się po raz kolejny debata na tzw. tematy moralne. Najczęściej dotyczy to oczywiście sprawy aborcji. Czasem in vitro. Czasem eutanazji. Ostatnio na tapecie mamy znów aborcję i kwestię klauzuli sumienia, no i oczywiście aferę taśmową. Każdy ma tu coś do powiedzenia.

W tej debacie, a raczej – w tych debatach, najgłośniej słyszalne są oczywiście głosy mocne, inna sprawa, że są one też, mam wrażenie, najliczniejsze. Po obu stronach odzywają się ci, którzy wiedzą. Mają pewność. Za to nie mają wątpliwości. Boję się ludzi, którzy nie mają wątpliwości. Boję się ludzi, którzy mają pewność, którzy wiedzą, posiedli wiedzę objawioną i chcą tą wiedzą uszczęśliwić cały świat. Strzeżcie się takich!

„To nie dziecko, to płód” – słyszę opinię wygłaszaną niczym prawdę objawioną. „Płód to dziecko” – wbija się w ucho z drugiej strony. Obie strony wiedzą. Mają pewność. Nie mają wątpliwości. „To terminacja ciąży”. „Nie, to zabicie dziecka”. – jeśli to nie człowiek, no, to terminacja, jeśli człowiek, to zabicie. Ale jak jest? „To tortury dla nienarodzonego dziecka” – mówią jedni. „Płód nie odczuwa bólu podczas zabiegu terminacji” – z niezachwianą pewnością ogłaszają drudzy.

Ale jak jest? Ja nie wiem, jak jest. Bo wiara a wiedza to przecież nie to samo. „Wierzę, że” i „wiem, że” to dwa różne stany, które warto odróżniać. To, w co wierzę, to jedno, a co do wiedzy… Cóż, ja nie wiem, kiedy zaczyna się życie, wierzę, w co wierzę, ale nie wiem. Nie wiem, czy ta aborcja to boli czy nie boli.

Stając przed takim dylematem „boli czy nie boli”, „to jest człowiek czy nie jest człowiek” wolę wybrać bezpiecznie, czyli „boli” i „jest człowiekiem”. Dlaczego? Załóżmy wybór przeciwny. Załóżmy, że przyjmujemy, iż płód to jeszcze nie człowiek oraz – że nie czuje bólu. W oparciu o takie założenie można dokonać aborcji. A co jeśli jednak jest to założenie błędne i w oparciu o nie zabijemy człowieka i zadamy ból dziecku? Przerażają mnie ludzie, którzy nie przyjmują takiej możliwości.

Dla jasności: przerażają mnie też ludzie, którzy z niezachwianą pewnością siebie, stojąc po drugiej stronie, głoszą, że wiedzą, jak zachowaliby się np. w sytuacji tej kobiety, która zgłaszała się do prof. Chazana. Bo ja nie wiem. Wiem oczywiście, jaka decyzja byłaby właściwa w świetle mojej wiary. Ale czy starczyłoby mi siły i heroizmu? Nie mam pojęcia. A może nie starczyłoby? Łatwo deklarować, dopóki człowiek nie stanie przed rzeczywistą koniecznością wyboru.

Zostawmy już kwestię aborcji.

Generalnie, mam wrażenie, że ludzie mają zadziwiającą potrzebę wypowiedzenia się z pozycji autorytetu absolutnego na każdy możliwy temat. A im mniejsza ich faktyczna wiedza, tym większa potrzeba wypowiedzenia się i tym bardziej niezachwiane przekonanie o własnej racji. Ale o tym w następnym odcinku…

ilustracja: aptmetaphorFlickr.comCC BY-NC-SA 2.0

(Visited 154 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Różaniec - tajemnice radosne

Następny tekst

Czas obecności, czas nieobecności