Home»Blogowanie»Jak rzyć, panie blogerze, jak żyć?

Jak rzyć, panie blogerze, jak żyć?

0
Shares
Pinterest Google+

Kopniesz dziś w kamyk na drodze, a trafisz w blogera. Namnożyło nam się blogerów jak psów. Nastolatki zakładają blogi i chcą dostawać darmowe lakiery, każdy polityk, każda gwiazda, każdy niespełniony pisarz i dziennikarz, psycholog, biznesmen – ta choroba nie wybiera.

Początkowe porównanie blogera do kamienia wydaje mi się o tyle trafne, że kontakt i z jednym, i z drugim może być upierdliwy, ale niespecjalnie groźny. Palec zaboli, ale noga nie odpadnie. Blogerzy ekscytują się kryzysami, jakie jeden czy drugi wywołał firmie. Tylko jakoś żadna firma z tego powodu do tej pory nie padła. Za to niejeden bloger zawinął tchórzliwie ogon pod siebie i skasował albo nieprawomyślny wpis albo cały blog.

Od czasu ukazania się, bardzo dobrych skądinąd, książek Tomka Tomczyka, znanego szerzej jako Kominek (moja recenzja książki) niezliczone zastępy uznały, że blogowanie może być świetnym sposobem zarabiania lub zdobywania sławy mołojeckiej. Nie bez wpływu były też tabloidowe doniesienia o niebotycznych zarobkach córki urzędującego premiera, Kasi Tusk, która prowadzi blog o modzie.

Bloger, parafrazując mój ulubiony cytat z „Kubusia Fatalisty” Denisa Diderota, nie jest jednak człowiek jak inni. Bloger to – powiedzmy to sobie otwarcie – istota wyjątkowa. Bloger to nie zajęcie, to stan umysłu.

Jak rzyć?

Rzyć – to nie jest błąd ortograficzny, jak mogliby sądzić mniej wyrobieni językowo czytelnicy. Za dawnych czasów słowem tym określano to miejsce, w którym, jak pisał Kornel Makuszyński, plecy tracą swą szlachetną nazwę. Podpowiedź dla tych, którzy myśleli, że to błąd ortograficzny – dupę.

Otóż bowiem bloger uznaje za coś równie oczywistego jak psychoza maniakalna posła Macierewicza fakt, że najdrobniejsze wydarzenie z jego życia jest istotne dla reszty świata. Nawet jeśli ten świat nie ma świadomości, iż ów bloger w ogóle istnieje. Masz psa, kota, chomika, rybki, jaszczurkę, świnkę morską, karaluchy w kuchni? Na pewno wszyscy chcą o tym wiedzieć. I o wszystkim, co Twoje zwierzątko dziś zrobiło – również. Jadłeś dziś schabowego na obiad, pani nauczycielka w gimnazjum była niemiła, bo w wieku 15 lat nie umiałaś odpowiedzieć, kto odkrył Amerykę? Cały świat powinien o tym wiedzieć. Ruszyłeś rzeczoną rzyć z domu i pojechałeś do Nowego Jorku / Włoch (no, do Włochów pod Warszawą), do Pcimia, do cioci w Zagórzu, do lasu, ewentualnie poszedłeś do kibla? Toż to prawdziwy news dnia! Kupiłaś nowy błyszczyk? E tam, nie kupiłaś, firma przysłała Ci taki gówniany za 5 zł jako #darylosu. Kupiłaś nowe legginsy? A tak dokładniej to pożyczyłaś od koleżanki, żeby użyć do zdjęć? Wszyscy muszą o tym wiedzieć. Wszyscy.

Oczywiście, wątki autobiograficzne w twórczości są ważne i bywają bardzo użyteczne. Powstało wiele pamiętników, które są niezwykłymi lekturami. Na bazie osobistych przeżyć autora pokazują prawdy uniwersalne, zwracają uwagę na ważne metafizyczne dylematy. Czasem zawierają w sobie cudowny opis czasów i miejsc, w których przyszło żyć autorowi, stanowią niezwykłe świadectwo na temat ludzi, których autor pamiętnika spotkał na swojej drodze życia.

Spróbuj teraz, Czytelniku, wykonać proste ćwiczenie. Uwierz, to nie jest trudne. Uczniowie w gimnazjum, czasem w liceum, wykonują podobne, pisząc wypracowanie na polecenie nauczyciela języka polskiego. Skoro oni dają sobie z tym radę, to i Ty, jestem o tym głęboko przekonany, poradzisz sobie z takim wyzwaniem.

Wyobraź sobie, że za sto lat jedynym źródłem wiedzy o naszych czasach są zachowane w cudowny sposób blogi. Jak będzie wyglądał nasz świat widziany oczami badaczy, którzy całą wiedzę o nim zaczerpną właśnie z blogów?

Mnie ta wizja nieco przeraża. A może powinienem napisać raczej: zasmuca. A Ciebie?

Jak żyć?

Bloger, co już ustaliliśmy, „nie jest człowiek jak inni”. Ujawnia się to między innymi w narcyzmie, który oczywiście musi w jakimś stopniu towarzyszyć każdemu, kto pisze nie do szuflady. W pewności siebie, przekraczającej nieraz granicę zarozumialstwa i pychy.

Oczywiście, trzeba specyficznej osobowości, by czuć potrzebę nie tylko pisania, ale też dzielenia się tym pisaniem z innymi, by uznać, że to, co ma się do przekazania, powinno być jakkolwiek istotne dla innych.

Trzeba już jednak nie lada pychy, od której sam mimo starań nie jestem niestety wolny, by w tym pisaniu pouczać innych, jak żyć.

Tak oto osiemnastolatek, z całym szacunkiem do młodzieży, obwieszcza całemu światu, co w życiu jest godne szacunku, a co pogardy. Tak oto osobnik, którego wiedza o kulturze ogranicza się do oglądania filmów na pirackich stronach, tworzy notkę pod tytułem „10 filmów, które musisz obejrzeć”. Tak młodzieniec, którego wszystkie kobiety miały rozszerzenie jpg (ten cudny tekst Kominek zawarł w swojej książce), udziela porad na temat sztuki podrywu. Za to dwudziestolatka pisze o tym, jak zbudować dobry związek na lata. Cud pański, że nie doradza przy tym, jak pięknie i godnie się zestarzeć.

Jestę blogerę

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo sam jestem blogerem. I sam od tych blogerskich wad nie jestem niestety wolny. Kiedy krytykuję, krytykuję również samego siebie.

Mam w sobie ogromny lęk przed tymi wadami. Często jest to lęk paraliżujący. Twk bardzo chciałoby się wszak stawać lepszym i uwalniać od wad. Ten paraliż sprawia, że ciężko mi pisać. Bardzo często porzucam temat, uznając go za zbyt błahy lub swoją wiedzę za zbyt słabą. Nieraz tak wgłębiam się w poszukiwania wiedzy, przemyślenia, że w efekcie temat mi ucieka.

I tylko rodzi się pytanie: Czy pisanie o tym teraz nie jest też przejawem pychy i narcyzmu?

ilustracja: Thomas HawkFlickr.comCC BY-NC 2.0

(Visited 119 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Kubeł zimnej wody może być fajny

Następny tekst

Kapitanie, mój kapitanie