Home»Kultura»Kapitanie, mój kapitanie

Kapitanie, mój kapitanie

0
Shares
Pinterest Google+

Niedawna tragiczna samobójcza śmierć jednego z moich ukochanych aktorów, Robina Williamsa, została już omówiona na różne sposoby. Kto żyw, pisał o samobójcach, o depresji, o ciężarze sławy, o smutku komika.

Świadomie zwlekałem z pisaniem na ten temat. Jego decyzja o odejściu, dramatyczna konsekwencja straszliwej choroby, jaką jest depresja, poruszyła mnie znacznie mocniej niż bym się spodziewał. Nie chciałem pisać łzawego hymnu pochwalnego. To byłoby za proste. Za banalne. Tak banalne, że obraziłbym własną pamięć o Robinie Williamsie.

Niedawno przeczytałem na Blogodzinka.pl tekst o byciu nauczycielem. Przypomniał mi się oczywiście natychmiast film, który z zawodem nauczyciela kojarzy mi się najbardziej i piękna w nim rola Robina Williamsa.

„Stowarzyszenie umarłych poetów” dla mnie i dla wielu moich rówieśników było filmem absolutnie kultowym, przełomowym, niezwykle ważnym. To ten film budował nasze wyobrażenie nauczyciela idealnego, idealnej relacji nauczyciel – uczeń. W naszych licealnych nauczycielach szukaliśmy Johna Keatinga. W większości nie dawało się odnaleźć nawet cienia podobieństwa. Ale byli i tacy, którzy, zapewne filmu nawet nie znając, starali się być życzliwymi przewodnikami, próbującymi rozbudzić w nas ciekawość, zachęcić do samodzielnych poszukiwań, co – żeby było jasne – wcale nie oznaczało, że byli łagodni. Co więcej – na ogół oznaczało właśnie, że byli wyjątkowo wymagający. Tych do dziś wspominam z rozrzewnieniem i sentymentem. Niektórzy z nas sami zamarzyli o tym, by takim Keatingiem się stać. Mój licealny kolega poszedł właśnie tą drogą. Ja sam, choć nie uczyłem w szkole, też – jak sądzę – swoje pedagogiczne zacięcie, ale i swoje podejście do pracy z młodzieżą, póki się nią zajmowałem, zawdzięczałem właśnie roli Robina Williamsa.

To ten film programował nasz model przechodzenia przez dojrzewanie.

Otwierał na poszukiwanie piękna w poezji. Jej czytanie wśród dzisiejszej młodzieży, eufemistycznie określając, nie jest zbyt popularne. O pisaniu nawet nie wspomnę. Niezmiennie nad tym boleję. Nie bez powodu człowiek stworzył poezję.

Jej czytanie pozwala zatrzymać się nad pięknem i brzydotą, dostrzec uczucia, odwieczne pytania, na które nie ma ostatecznych odpowiedzi, a mimo to warto je sobie stawiać. Samo szukanie tych odpowiedzi, samo przyznanie się do niemożności ich odnalezienia jest wartością. Czytanie poezji uczy pokory. Pokazuje bowiem, że nie odkrywamy Ameryki, że są pytania, z którymi ludzie próbują mierzyć się od wieków.

Młodzieńcze pisanie wierszy rzadko rodzi dobrą poezję, częściej daje owoce w postaci naiwnej grafomanii, ale niesie w sobie ogromną wartość. Otwiera na wrażliwość, której zwłaszcza w czasach kultu siły i pragmatyzmu, jest tak bardzo potrzebna.

Ten film pokazywał nam, czym jest odwaga cywilna. Odwaga stanięcia w obronie wyznawanych wartości, ważnych dla nas ludzi, w obronie swojej wolności i prawa do realizacji marzeń. Tej odwagi, podobnie jak i wrażliwości, tak bardzo, zwłaszcza młodym ludziom, brakuje.

Łatwo oceniamy. Łatwo wygłaszamy, nawet bardzo stanowcze, sądy. Nie chcemy jednak nie tylko za nie ginąć, ale nawet w ogóle o nie walczyć. Własny komfort stał się wartością nadrzędną. Gdy ktoś, kogo określamy mianem przyjaciela, upada, odsuwamy się, by nie pociągnął nas za sobą, nie myśląc o tym, że moglibyśmy przytrzymać go w upadku. Gdy ktoś popełnia błąd, odwracamy się, nie pomagając go naprawić. Tak prościej, tak wygodniej.

Kiedy John Keating wychodził z klasy zabierając swoje rzeczy, a jego uczniowie wchodzili na ławki, zostałem z nadzieją, że on kiedyś wróci. Stanie znów przed klasą, już zupełnie inną. Zacznie mówić wiersz. Nie stanie, nie powie wiersza.

(Visited 302 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Jak rzyć, panie blogerze, jak żyć?

Następny tekst

Dobrze być Piotrusiem Panem