Home»Życie»Jeśli jest napisane w górze…

Jeśli jest napisane w górze…

0
Shares
Pinterest Google+

Kiedy jakiś czas temu sam sobie mówiłem, że trzeba więcej pisać na blogu, nie sądziłem, że efekt wyjdzie taki, jaki wyszedł. A wyszło, mam wrażenie, mocno pesymistycznie i depresyjnie. Czy tego żałuję? Ani trochę. Skoro tak wyszło, to znaczy, że tak miało być.

Zarzuciłem zupełnie cykl piwny, czyli Piwne Wyprawy. Piwo piję, smaki nowe poznaję, ale uznałem, że wystarczy mi wrzucanie zdjęć na Instagrama. Zarzuciłem cykl o Open Source, bo uznałem, że jednak na moim jabłuszku pracuje się lepiej niż Linuxie. Przestałem pisać o polityce i do tego na pewno nie zamierzam wracać, bo mnie to nudzi okrutnie. Coraz mniej pociąga mnie w ogóle komentowanie rzeczywistości. To nie znaczy, że na pewno nie będę tego robił, aczkolwiek zapewne – znacznie rzadziej. Odpuściłem ocenianie reklam i pisanie o nich, bo i to przestało mnie bawić. Znacznie mniej powstaje tekstów poradnikowych. Ale powstaną nowe. Kiedy? Nie wiem. Niedługo.

Przyjemność – tak, oczywiście wiem doskonale, że to brzmi dość perwersyjnie – sprawia mi właśnie takie pisanie, jakie uprawiam obecnie. O sobie. O własnych dołach, lękach, fobiach. Przyjemne, w ten przewrotny sposób, jest to, że to mój blog i mogę tu pisać, jak chcę, o czym chcę, ile chce, kiedy chcę. Nikt wszak nie ma przymusu czytania moich tekstów. Ja zaś nie mam przymusu lukrowania rzeczywistości dla poprawy nastroju Czytelników. To jest blog o życiu, a nie o stylu życia.

W moim pisaniu często powraca wątek tego, że „skoro tak wyszło, to znaczy, że tak miało być”. Ten rodzaj determinizmu jest mi bliski. Jedną z moich ukochanych książek jest „Kubuś Fatalista”. Kubuś, mój szacowny literacki imiennik, zwykł zaś mawiać, że:

Jeśli jest napisane w górze, że będziesz nosił rogi, Kubusiu, daremnie byś się mordował, będziesz je nosił; jeśli jest napisane przeciwnie, daremnie oni będą się mordować, nie będziesz nosił; śpij tedy, przyjacielu…

Trudno akurat Diderota podejrzewać o jakieś konszachty z Kościołem, a i sam cytat brzmi raczej frywolnie, ale w gruncie rzeczy, gdyby się nad tym dobrze zastanowić, to jest on w swej wymowie prawie, podkreślę – prawie, chrześcijański. Prawie wynika z tego, że mój ulubiony literacki imiennik nie uwzględnia, jak mi się zdaje, elementu dość istotnego, jakim jest wolna wola. No, ale ja nie o filozofii tu chciałem…

Lubię to, co mam. Lubię ciszę i spokój. Lubię swoje, czasem zupełnie kretyńskie, doły, doliny. Lubię swoje tęsknoty. O nich więc piszę. Na tym wszak się znam.

Pamiętam, gdy leżałem unieruchomiony po wypadku, niezbyt poważnym, ale dokuczliwym w skutkach, spoglądałem na swoją uszkodzoną nogę. Pięknie nie wyglądała, prawdę mówiąc. Dotykałem jej rękami. Badałem bolesne miejsca, przyglądałem się poranieniom. Oswajałem je. Podobnie czynię z tymi bolesnymi miejscami i poranieniami, które mam w sobie. Przyglądam się im, dotykam, obmacuję słowami. Oswajam je.

Dobrze jest badać swoje rany, nazywać je, oswajać. Bez diagnozy nie ma leczenia.

ilustracja: antaean – Flickr.comCC BY 2.0
(Visited 53 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Pochwała tęsknoty

Następny tekst

Nie zrozumiem bydlaków - nowy kot