Home»Życie»Jest noc. Martwa noc, martwa noc

Jest noc. Martwa noc, martwa noc

0
Shares
Pinterest Google+

Jest noc. Idziesz po bruku duszy swej.  W głąb mar – oplutych szczątków mogił. Śpisz jak kamień pod klasztorami klątw. – śpiewał lata temu legendarny polski zespół metalowy KAT, a z kolei Marek Piekarczyk z, nie mniej legendarnej, grupy TSA śpiewał: Od dawna tutaj czuję się sam, szczególnie nocą, gdy obok śpisz.

Zasnąłem dziś bardzo wcześnie, obudziłem się o północy. Siedzę tutaj. Jest cicho, pusto. Za oknem widzę osiedle, prawie całe ciemne. Sporadycznie przejeżdża ulicą samochód. Cisza. Nawet moje koty nie tupią. Zasnęły. Nie ma ludzi. Spokój. Jest noc, a noc sprzyja rozmyślaniom.

Pisałem już o tym, że moje życie przeszło ogromną zmianę. Z gwar i tłumu ludzi wokół – w ciszę i osamotnienie, ale takie, które dla mnie jest pozytywne. Pisałem o swojej ludziofobii, o tym, że wolę, gdy ludzi wokół jest jak najmniej.

Siedząc nocną porą przed moim ukochanym komputerem, tak, takim z jabłuszkiem, popijając wystygłą już niestety herbatę Earl Grey, moją ulubioną, ze szklanki w srebrnej podstawce, którą to podstawkę moja Mama przywiozła mi w prezencie z wycieczki do Lwowa (nie umiem pić herbaty inaczej niż ze szklanki), na zmianę podgryzając parówki drobiowe wędzone (nie napiszę, z jakiego sklepu, żeby nie robić kryptoreklamy) i paląc papierosy, oczywiście mentolowe, oddawałem się rozmyślaniom, którym, o czym już wspomniałem, noc służy tak dobrze. (Ładne zdanie wielokrotnie złożone mi wyszło, prawda?)

Wyobraziłem sobie – nie, nie to, że nie ma Boga, jak śpiewał Ryszard Riedel, bo wiem, że Bóg jest. Wyobraziłem sobie mianowicie, że miałbym wrócić do dawnego życia. Wyobraziłem sobie, że miałoby znów być mnóstwo ludzi, gwar, harmider; że znów miałbym żyć w pędzie, w ciągłych rozjazdach; że znów miałbym zbawiać świat; że znów miałbym być też osobą publiczną czy medialną.

Wyobraziłem sobie to wszystko. I przeraziłem się tej wizji. Dawniej takie życie mi się podobało, dlatego nie narzekam. Miałem wszak to, czego chciałem. Rozwaliłem to wszystko nie dlatego, że podjąłem taką świadomą decyzję. Ta destrukcja była, nie oszukujmy się, skutkiem całkowicie niezamierzonym, a nie celem, ale – o tym też już pisałem – nic nie dzieje się przypadkiem.

Wiem, że są tacy, którzy liczą, że się „pozbieram” i wrócę taki, jak dawniej. Wiem, że są tacy, którzy bardzo tego nie chcą. Tych pierwszych muszę zmartwić, a tych drugich mogę uspokoić: Nie, nie wrócę. Dobrze jest. Tak, jak jest.

PS. Przyznajcie się? Spodziewaliście się depresyjnego tekstu :)

PSS: Dołączam na koniec wspomniane w tekście piosenki.

KAT – Śpisz jak kamień

TSA – List XX

Dżem – List do M.

ilustracja: Marcus Vegas – Flickr.comCC BY-SA 2.0
(Visited 69 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Blogowanie nie może być o niczym

Następny tekst

Pochwała tęsknoty