Home»Społeczeństwo»Modlitwa nie leczy z depresji

Modlitwa nie leczy z depresji

0
Shares
Pinterest Google+

Gdy napisałem tekst o ludziofobii, wiele osób w komentarzach, ale i w rozmowach prywatnych, sugerowało z troską, że mogę mieć depresję i powinienem skorzystać z pomocy specjalisty. Cóż, moim zdaniem żadnej depresji nie mam. Objawy nie pasują. Gdybym miał pobawić się w diagnozę, to obstawiałbym raczej bordeline.

Nie choruję na depresję. Na szczęście. W sinusoidzie mojego borderline więcej jest tego pod osią niż nad nią. Te epizody depresyjne są częstsze i dłuższe niż euforyczne. Mimo to – nie choruję na depresję. Widziałem za to ludzi na nią chorujących. Poznałem ludzi, którzy na nią umarli. Nie śmiałbym się nawet porównywać. Depresja to choroba, o której zdecydowanie za mało się mówi i za mało wie. Co więcej – to choroba, która zabija.

Jeden z głównych problemów z depresją, choć oczywiście nie jedyny, to to, że mylimy ją, nawet na poziomie pojęciowym, z wieloma innymi stanami. Depresja to nie chandra, która przychodzi z jakiegoś powodu lub bez żadnego i po paru dniach mija. Depresja to nie lenistwo, przez które komuś nie chce się wstać z łóżka. Depresja to nie uzależnienie. Depresja to nie nieporadność życiowa czy emocjonalna. Depresja to choroba. Choroba, którą się leczy. I to nie pogadankami motywacyjnymi, ale – farmakologicznie. Depresja bowiem jest de facto zaburzeniem biochemicznym w funkcjonowaniu centralnego ośrodka nerwowego.

Nie jestem lekarzem, nie będę więc wymądrzał się na temat medycyny. Myślę, że nie musimy czytać literatury fachowej od razu. Na początek polecam hasła z Wikipedii:

Fronda opublikowała na swojej stronie tekst Marii Patynowskiej „Bóg zwycięży twoją depresję„. Dyskusja toczy się m.in. pod samym tekstem oraz w różnych miejscach na FB, m.in. na profilu autorki, na profilu ks. Grzegorza Kramera SJ, na fanpage Halo Ziemia, skądinąd świetnego bloga, na blogu pisała też o tym MojaTrawa. Bardzo jasne stanowisko pojawiło się także w komentarzu na stronie „Gościa Niedzielnego”.

Nie chcę już pastwić się nad autorką. Wielu komentatorów próbowało trafić jakoś do niej. Bez skutku. Cóż, głupota, nawet ubrana w pobożne piórka, pozostaje głupotą. Warto jednak zastanowić się, że autorka mogła napisać głupi tekst, ale ktoś ten tekst potem czytał, redagował i kierował do publikacji. Komuś nie zadrżała ręka, gdy klikał „opublikuj”. A ten tekst nie jest tylko niemądry. Niemądrych tekstów na portalu Fronda.pl akurat nie brakuje, więc sensacji by w tym nie było.

Niektórzy mówią, że ten tekst szkodzi wizerunkowi katolików, a przecież redaktorzy Frondy nie chcą chyba temu wizerunkowi szkodzić. Czy faktycznie szkodzi? Nie sądzę. Zagorzałym antyklerykałom oczywiście będzie w to graj. Rozumni ludzie wiedzą jednak, że wśród katolików, jak w każdej innej grupie, też mogą, statystycznie rzecz biorąc, trafić się głupcy. Wizerunek katolików nie jest też dobrem tak ważnym jak inne dobro, w które ów tekst uderza – życie innego człowieka.

Autorka dość konsekwentnie przekonuje wszak, że depresja (której istoty autorka zresztą nie zna i nie rozumie) to efekt zbyt słabej wiary, niedostatku praktyk religijnych. Wzmocnienie owej wiary i intensywniejsze praktyki religijne mają jakoby sprawić, iż stanie się cud i depresja zostanie wyleczona. W ten oto sposób osoba chora dowiaduje się, że sama jest winna swojej chorobie. No, przecież trzeba było więcej się modlić i mocniej wierzyć. Wzmacnianie poczucia winy u osoby chorej na depresję? No, pomysł wręcz genialny terapeutycznie.

Autorka jasno wskazuje też osobom chorym, że tak naprawdę ta cała ich choroba to wymysł. Módlcie się, wpuśćcie Boga do swojego serca i będzie dobrze. Pewnie! Po co komu lekarz? Po co leki?

Oby tylko nikt chory nie wziął sobie tych porad do serca. Jeśli bowiem weźmie, to nie wyzdrowieje. I to nie chodzi o mój brak wiary. Pan Bóg wszystko może i może też czynić cuda, ale odrzucać sprawdzone klinicznie leczenie w nadziei na cud to zuchwalstwo i głupota. Oby nikt chory nie potraktował tych słów poważnie, bo – co już pisałem – depresja zabija. Nie w przenośni. Dosłownie. I oby nie tylko autorka, ale i redaktorzy, którzy ten tekst opublikowali, nie musieli wziąć na swoje sumienie czyjegoś życia.

ilustracja: MiCurse – Flickr.comCC BY 2.0
(Visited 562 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Nie znajdę straconego czasu

Następny tekst

Blogowanie nie może być o niczym