Home»Społeczeństwo»Feministki, które szczują cycem

Feministki, które szczują cycem

0
Shares
Pinterest Google+

Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego feminizm musi koniecznie oznaczać antyreligijność. Tak, tak, znam te historie: patriarchalny ucisk, mizoginiczny kler, kobiety nie mogą być wyświęcane na księży, aborcja i jeszcze parę innych spraw. Wszystko to wiem, tylko to są, pomijając sensowność, zarzuty wobec instytucji Kościoła, a nie wobec religii jako takiej.

Trzy nagie panie, czy to działaczki organizacji Femen, czy to niewiasty przez nią wynajęte, rozebrały się ostatnio do naga, no, prawie do naga, na Placu Świętego Piotra w Watykanie i wykonywały obsceniczne gesty trzymanymi przez siebie krzyżami, m.in. wsadzając owe krucyfiksy sobie między nogi. Miał to ponoć być protest przeciwko planowanej wizycie papieża Franciszka w Parlamencie Europejskim. Nie była to zresztą pierwsza akcja aktywistek Femenu z użyciem krzyża. Wcześniej zdarzyło im się, oczywiście też z odsłoniętymi biustami, piłami ścinać stojące krzyże. Zabijcie, nie wiem, przeciwko czemu to akurat był protest.

Pomijam już to, że nie do końca rozumiem ideę samego protestu. Papież jest wszak nie tylko głową Kościoła Rzymsko-Katolickiego, ale i przywódcą państwowym. Jego wizyta w Parlamencie Europejskim jest więc całkowicie uprawniona i uzasadniona. Czy przeciwko przemówieniu innego przywódcy państwa, które niej jest członkiem Unii Europejskiej, aktywistki również by protestowały? Mamy jednak wolność i jeśli panie życzą sobie protestować, nawet całkowicie bez sensu, to oczywiście mają do tego prawo.

Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego w ramach protestu konieczne jest profanowanie krzyża. O ile rozumiałbym przebieranie się za papieża, biskupa, czy księdza i robienie sobie wygłupów takim stroju, czy inne formy happeningu nawiązujące do samej instytucji Kościoła, to zupełnie nie umiem pojąć profanowania symbolu religijnego. Cóż, fanatyzm, co nie jest stwierdzeniem szczególnie odkrywczym, na ogół idzie w parze z głupotą.

Bardziej jednak zastanawia mnie coś innego. Otóż, od lat akcje Femenu wyglądają bardzo podobnie: W wybranym miejscu pojawia się mała grupka dziewczyn, pokazują cycki i krzyczą cokolwiek, tzn. wnoszą słuszne ideologicznie hasła, dopóki, na ogół nieco spóźnieni, policjanci ich nie ubiorą i nie zapakują, mniej lub bardziej brutalnie, do radiowozów. Uprzedzone o tym zawczasu media tylko czekają na smaczny kąsek w postaci gołych cycków, które można sfilmować i sfotografować, a następnie opublikować bezkarnie, wszak to nie porno, tylko protest w „ważnej społecznie sprawie”.

Powiedzmy sobie szczerze: mało to kreatywne, a jeszcze mniej merytoryczne. Pokazanie cycków to raczej pójście na łatwiznę i dowód intelektualnej bezsilności. Różne organizacje na całym świecie zajmują się najróżniejszymi problemami, czasem z pozoru zupełnie niemedialnymi i znajdują jakoś sposób na to, by do mediów się przebić, czego dowodem jest chociażby osławione Ice Bucket Challenge. Jest to też w gruncie rzeczy średnio skuteczne. Uwaga bowiem skupia się na samej prowokacji, a nie na jej celu i przesłaniu.

Najbardziej jednak zadziwia mnie to, że to właśnie feministki szczują cycem. W walce o godność kobiet pokazują, że jedyne, czym są w stanie zwrócić na siebie uwagę świata, to obnażone piersi. To wszystko, co mają otoczeniu do zaproponowania. Toż to dopiero jest uprzedmiotowienie kobiet i ich seksualizacja! I to rękami organizacji, która podmiotowość kobiet i ich godność ma jakoby na sztandarach.

ilustracja: Wikipedia
(Visited 513 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Pedał to nie pajac

Następny tekst

Różaniec własnej roboty