Home»Życie»Groby – czas na trudną rozmowę

Groby – czas na trudną rozmowę

0
Shares
Pinterest Google+

Przez wiele lat nie chodziłem na groby, nie tylko 1 listopada, ale i przy innych okazjach, jak rocznica śmierci, urodziny nieżyjących bliskich, itp. Odmawiałem tego stanowczo. Nie czułem takiej potrzeby. Zupełnie. Moja rodzina uszanowała to i nikt nie wywierał na mnie żadnej presji, za co jestem wdzięczny. W tym roku postanowiłem inaczej.

Ubiegły rok był czasem wyjątkowo trudnym. Pisałem o tym już w lipcu ubiegłego roku, bo to był taki mój rok podsumowań, wszak przekraczałem próg czterdziestu lat życia. Był to zarazem rok, w którym wiele się w moim życiu pozmieniało. Przede wszystkim jednak był to rok, w którym odeszły dwie ważne dla mnie osoby – moja Babcia i mój Dziadek. Odwiedziłem dzisiaj ich groby. Ale to nie o wyprawie na grób Babci i Dziadka, ani o zapalonym tam zniczu, tym razem chciałem pisać.

Po raz pierwszy od wielu lat poszedłem na warszawskie Powązki. Doskonale pamiętałem trasę. Wszedłem na cmentarz IV Bramą, uprzednio kupiwszy znicze od harcerzy. Poszedłem wzdłuż cmentarnego muru, aż do grobu Ossowieckich, tam skręciłem w alejkę, doszedłem do grobu rodzinnego rodziny mojej Babci (ale nie tej, o której pisałem akapit wcześniej). Zatrzymałem się na chwilę, zapaliłem znicz. Dwie alejki dalej był grób. Grób Babci. I zarazem grób mojego Taty. I to była ta trudna dla mnie część wyprawy.

Nie byłem tam od wielu lat. Nie chciałem tam chodzić. Wierzę, że mój Tata patrzy na mnie z nieba. Tęsknię za nim. Wierzę, że zawsze mogę z nim porozmawiać, bez konieczności stawania nad grobem. I rozmawiam. Tym razem jednak chciałem stanąć przy jego grobie. Pomodlić się. I porozmawiać. I wiedziałem dobrze, że to nie będzie łatwa rozmowa.

Bo jak powiedzieć własnemu Tacie, że nie ma powodów, by był dumny ze swojego syna? Bo jak mu powiedzieć, że nazwisko, które mi dał, będzie, za moją sprawą, kojarzyć się ludziom przede wszystkim źle? Bo jak mu powiedzieć, że przez wiele lat coś budowałem i rozwaliłem to, co sam stworzyłem? Jak powiedzieć, że muszę zaczynać wszystko od nowa, ale nie ma i nie będzie żadnego „od nowa”? Jak mu powiedzieć, że jego syn to człowiek przegrany? Czy byłoby inaczej, gdyby był ze mną? Gdyby go Pan Bóg nie zabrał zbyt wcześnie?

Stanąłem nad tym grobem. Odmówiłem „Wieczne odpoczywanie…”. Odmówiłem różaniec, bo różaniec mi pomaga. I powiedziałem wszystko to, co miałem powiedzieć. Ale nic mi nie odpowiedział. Bo i co miał mi odpowiedzieć?

I tak sobie pomyślałem, że chciałbym nie mieć pogrzebu. Ani grobu. Żadnego miejsca do odwiedzania. Tylko mszę za duszę.

(Visited 61 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Nie zrozumiem bydlaków - nowy kot

Następny tekst

Sztuka pisania - wstęp i rodzaje tekstów