Home»Życie»Nie zrozumiem bydlaków – nowy kot

Nie zrozumiem bydlaków – nowy kot

0
Shares
Pinterest Google+

Duże miasto. Ruchliwe skrzyżowanie. Godziny szczytu. Na środek skrzyżowania wjeżdża eleganckie auto. Na środku skrzyżowania otwierają się drzwi samochodu i czyjaś ręka wyrzuca małe coś. Małe puchate przerażone coś.

Malutki kotek nie rozumie, co się dzieje. Nie wie, gdzie jest. Hałas, rozpędzone auta. Z każdej strony zagrożenie. Nie ma szans. Nikt nawet nie zwalnia. Ręce, które wyrzuciły go z samochodu na jezdnię, skazały go na pewną śmierć pod kołami ryczących potworów.

Dla uspokojenia: kot cudem przeżył. Jakoś udało mu się przedostać na chodnik. Tam dobry człowiek wziął go na ręce, zaopiekował się i znalazł mu nowy dom.

Nie. To nie ja byłem tym człowiekiem, który kotka znalazł. Tak. To u mnie maluch znajdzie swój dom. Już jutro stanie się częścią Kociej Czeredy.

Próbowałem zrozumieć jakoś tego kogoś, kto jechał tym autem, czyje ręce wyrzuciły bezbronnego malucha na śmierć pod kołami. Nie dałem rady tego pojąć. Mogę od biedy zrozumieć, że ktoś z jakiegoś powodu musi pozbyć się z domu małego kotka. Żyjemy jednak w XXI wieku. Można oddać do schroniska, co adopcji, wrzucić ogłoszenie do sieci. Znam przypadki podrzucenia do weterynarza albo sklepu zoologicznego. Co musi siedzieć w głowie bydlaka, który wyrzuca bezbronnego malucha pod koła samochodów? Co musi siedzieć w gnoju, który wywozi psa i wyrzuca w lesie albo przywiązuje do drzewa?

Próbuję to jakoś pojąć, zrozumieć proces myślowy, który zaszedł we łbie kogoś takiego. Nie umiem. Może to i lepiej? To znaczy, że ten sposób niemyślenia i nieczucia jest mi całkowicie obcy. Chociaż nie. Nie całkowicie. Nie miałbym żadnych skrupułów przed zrobieniem takiemu bydlakowi tego, co on zafundował stworzeniu, które mu przecież ufało.

(Visited 57 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Jeśli jest napisane w górze...

Następny tekst

Groby - czas na trudną rozmowę