Home»Wiara»5 pułapek bycia neofitą

5 pułapek bycia neofitą

4
Shares
Pinterest Google+

Neofita to słowo, które w potocznym języku ma wydźwięk raczej negatywny. Tak naprawdę oznacza po prostu osobę nawróconą. Nawrócenie wiąże się jednak z pewnymi pułapkami, w które łatwo i często wpadamy, niezbyt smakowite owoce tych upadków sprawiają, że właśnie taki, a nie inny, jest wydźwięk słowa „neofita”. Pułapki nie dotyczą jednak tylko tego, jak widzą nas inni.

Na początku uwaga zasadnicza acz wstępna: Sam poniekąd jestem neofita, w tym szerszym, mam nadzieję, znaczeniu.Staram się nie być neofitą w tym znaczeniu węższym, zabarwionym pejoratywnie. Czy mi się udaje? Nie mam pojęcia. Ale się staram.

1. Pusty basen

Wyobraź sobie basen. Chcesz skoczyć do niego na główkę. Najlepiej z trampoliny, tej najwyższej, opanowałeś już przecież technikę skoku. Dasz radę. Nie szkodzi, że miesiąc temu nie umiałeś jeszcze pływać. Przecież gorliwie codziennie przychodziłeś na basen. Już nawet pouczasz innych, że źle pływają. Skaczesz. Nie sprawdziłeś tylko, czy w basenie jest woda.

Nauczyłeś się na pamięć wszystkich modlitw i religijnych pieśni. Codziennie jesteś w kościele, modląc się głośno i z pamięci. Wczoraj nawet zwróciłeś uwagę komuś, że nie tak trzyma ręce do modlitwy. I skaczesz w relację z Panem Bogiem, wydaje się, że możesz. Tylko czy napełniłeś ją treścią?

2. Zachłanność głodnego

Jeśli człowiekowi, który długo głodował, pozwolisz najeść się od razu do syta, rozchoruje się on od razu. Naturalnym jego odruchem jest to, że rzuca się łapczywie na jedzenie i próbuje najeść się za to, co było, a przy okazji – na zapas. Jego dobro, jego zdrowie wymaga jednak podawania najpierw niewielkich porcji, a potem stopniowego ich zwiększania.

Gdy powracasz do wiary, do najlepszego pokarmu, jaki może być, to też chcesz najeść się go za cały miniony czas i na zapas. Chcesz się namodlić, naspotykać z Panem Bogiem, nagadać z Nim i ciągle Ci mało. Oczywiście nie da się przesycić kontaktem z Panem Bogiem, trudno tym nawet się nasycić, ale, podobnie jak przy jedzeniu po głodowaniu, lepiej wdrażać się stopniowo, by nie wpaść w pułapkę numer 3.

3. Nadgorliwość gorsza od lenistwa

Nie, to nie jest pochwała lenistwa. W tym potocznym powiedzonku jest jednak ziarno prawdy. O ile bowiem gorliwość religijna jest cnotą, to nadgorliwość jest już wadą, oznacza bowiem, że dla zaangażowania w sprawy religijne człowiek zaniedbuje inne, którymi zajmować się powinien. Wtedy zaś przekraczamy cienką granicę między pobożnością a dewocją. No, dobra, przyznam się. Gdy jako nastolatek postanowiłem się nawrócić, katowałem moją rodzinę, zmuszając do modlitw niemal niemal przy każdej okazji.

Dwaj świetni ojcowie franciszkanie z kanału Bez Dogmatu tłumaczą tę różnicę w jednym ze swoich filmów. A ja dodam, że ta pułapka wiąże się z kolei z pułapkami numer 4 i numer 5.

4. Hałaśliwa niepewność

Kiedy wchodzisz do jakiejś grupy, chcesz się w niej odnaleźć i zyskać akceptację. To przecież normalne. Dlatego chcesz, by wszyscy widzieli, że znasz, rozumiesz, akceptujesz i stosujesz w życiu wartości, ale i zwyczaje, które w tej grupie obowiązują.

Nieraz słyszałem już hasło „neofici są najgłośniejsi” i – nie oszukujmy się – jest w nim dużo prawdy. Śmiem jednak twierdzić, iż ta hałaśliwość wynika przede wszystkim z niepewności, czy nawet ze strachu, że nie uda się pozyskać akceptacji w grupie, do której się dołączyło, że ktoś zarzuci brak zaangażowania, brak gorliwości. By tego uniknąć neofita próbuje nie tylko być bardziej papieski od papieża, ale przy tym robić wokół siebie sporo hałasu.

5. Słoma

Nie, tym razem nie chodzi mi o słomę wystającą z butów. Wiecie, jak pali się słoma?

  • Po pierwsze, mało w niej ognia (czyli prawdziwej wiary).
  • Po drugie, dużo w niej dymu (patrz – hałaśliwa niepewność).
  • Po trzecie, pali się, głównie dymi, krótko.

Tak właśnie bardzo często funkcjonują neofici. Wiem coś o tym. Pisałem już o tym. Sam w tę pułapkę wpadłem, a właściwie – wpadałem.

Jak żyć, jak żyć?

Dobre pytanie. Gdybym to ja tylko znał na nie odpowiedź… Mogę jedynie napisać, co mi, mam nadzieję, jakoś pomaga omijać pułapki:

  1. Staram się być szczery wobec siebie. Nie robię kroku, jeśli nie jestem do niego wewnętrznie przekonany.
  2. Słucham Słowa. Codzienna lektura Liturgii Słowa połączona z jej interpretacją regularnie wylewa mi kubeł zimnej wody na głowę. Gdy zaczynam gwiazdorzyć, Pan Bóg daje mi snickersa, a zarazem pstryczka w nos.
  3. Regularnie proszę Pana Boga w modlitwie o łaskę wiary, ale też o dar rozumności, poczucia humoru i dystansu do siebie.

Czy to działa? Nie mi oceniać.

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 23.03.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 24.03.2015