Home»Wiara»Dlaczego nie nadaję się na blogera katolickiego

Dlaczego nie nadaję się na blogera katolickiego

0
Shares
Pinterest Google+

Z bólem serca przeogromnym, smutkiem niemożliwym wręcz do opisania stwierdzam, że nie nadaję się na blogera katolickiego. No, nie i już. Za cholerę się nie nadaję. Choćbym nie wiem, jak bardzo się starał, choćbym nie wiem, jak bardzo chciał… „i choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów”… No, nie nadaję się.

Zacznijmy od tego, że ja nie wiem. Nie mam wiedzy. Nie jestem teologiem, nawet błądzącym po manowcach (żeby nie było, ja bardzo lubię Teologa Na Manowcach, to tylko taka gra słowna). Czytam wiele tekstów dotyczących wiary i przyznaję bez bicia, że bardzo często tych tekstów po prostu nie rozumiem. Siadam nad encyklikami, zwłaszcza tymi autorstwa świętego Jana Pawła II, zerkam co drugie słowo do słownika, sprawdzam znaczenie każdego słowa osobno, potem próbuję złożyć to w całe zdanie, ale i tak czasami, i to wcale nie tak rzadko, nie rozumiem. Za głupi jestem.

A przecież bloger katolicki wie. On wie nieraz lepiej niż sam Pan Bóg nawet. I wiedzę posiadł. Wszelaką zresztą. I rozumy wszystkie zjadł. A zdolnością natchnionej interpretacji popił. Gdzie mi, głupiemu.

Papież coś powiedział, co nijak nie zgadza się z poglądami blogera? Papież myli się na pewno. To antypapież. Serio, na jednej z katolickich grup na Facebooku regularnie publikowane są teksty o tym, że wybór papieża Franciszka to spisek judeo-masoński, którego celem jest oczywiście zniszczenie Kościała. I nikt tego nie usuwa, czyli, jak domniemywam, administratorzy grupy akceptują, a może i podzielają, te przekonania. Tu ciekawostka: Przyjmuje się, że wyborem kardynałów w trakcie konklawe kieruje Duch Święty. Wychodzi więc na to, iż Duch Święty jest częścią spisku żydomasonerii. Medycyna rozkłada bezradnie ręce.

Z tego, że nie wiem i niczym ten Sokrates powtarzam scio me nihil scire (tak, mnie też zawsze zastanawiało, dlaczego Sokratesa cytuje się po łacinie, ale, zabijcie, po grecku zacytować nie umiem), wynika druga, równie mocno dyskwalifikująca mnie jako katolickiego blogera, okoliczność: Nie pouczam. No, jako głupek bez wiedzy pouczać wszak nie mogę. Ale gdybym i miał tę wiedzę, to nijak nie czuję w sobie takiej potrzeby.

Dobrze, przyznaję, czasem głupek bez wiedzy właśnie ma największą potrzebę pouczania, żywiąc równocześnie głębokie i niepodważalne przekonanie, iż ma ku temu podstawy równie niepodważalne jak jego przekonanie. Ja tego przekonania nie mam. Szukam, szukam go w sobie i nijak nie znajduję. Taki pech.

Nie odczuwam w sobie także takiego specyficznego wzmożenia moralnego, które zmuszałoby mnie do piętnowania cudzych grzechów. Mam wystarczająco własnych na sumieniu do piętnowania. I jakoś w swoim rozmyślaniu religijnym wolę skupić się na tych moich grzechach: co zrobiłem źle, co mogłem zrobić lepiej, co mogę zrobić, by ich nie powtarzać.

Za nic jakoś nie mogę odnaleźć w sobie potrzeby walenia kogoś różańcem czy Biblią po łbie, a, czytając blogi katolickie, mam często nieprzeparte wrażenie, że jest to zajęcie wręcz obowiązkowe.

Wierzę bowiem głęboko, że, jak pisał Jacek Kaczmarski w piosence o Janie Kochanowskim, każdy się musi sam ze Stwórcą pasować. I – jak z kolei mawiał mój proboszcz z czasów dziecięcych – „każde bydlę własnym głosem do Pana Boga śpiewa”.

Im więcej czytam, tym mniej wiem. Im więcej rozmyślam, tym więcej mam pytań, a mniej odpowiedzi. Ale też – tym więcej mam w sobie ciekawości.

I tym mocniej proszę Ducha Świętego, żeby mnie wspierał, bym się przez te ciągłe rozterki nie pogubił. Bo to, co wiem na pewno, to to, że chcę szukać i jak najlepiej pojmować Tego, który mnie kocha i którego ja kocham. On zaś wie już, jak mną pokierować.

 

(Visited 36 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 17.03.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 18.03.2015