Home»Blogowanie»Dziękuję Ci, Jasonie

Dziękuję Ci, Jasonie

0
Shares
Pinterest Google+

Nie, to nie jest tania próba podpięcia się pod znanego blogera przez startującego blogera. No, bo i ja nie jestem tak do końca startującym blogerem. Mam za co dziękować, Tomkowi, czyli Jasonowi Huntowi, czyli Kominkowi. Za kilka rzeczy.

Od dłuższego czasu moje blogowanie kulało. Dwa blogi równolegle i oba coraz bardziej leżały odłogiem. I nie chodziło tylko o to, że dzieliłem uwagę między dwa blogi, choć to też nie było dobre. Problemem było to, że coraz bardziej obu nie lubiłem. DrogiDoB ograniczały mnie tematycznie, a w dodatku były prowadzone anonimowo. Tyfona nie lubiłem, bo drażniła mnie nazwa. Brakowało mi motywacji do pisania, wizji tego, dokąd chcę zmierzać. Myśl o zmianie krążyła mi po głowie, ale bałem się jej. Bałem się, brakowało mi motywacji – wszystko zmierzało do tego, żeby oba blogi po prostu padły.

Wtedy okazało się, że odchodzi w niebyt Kominek, a na jego miejsce pojawia się Jason Hunt. Jasne, nie ma co się porównywać, ale ten blogowy rebranding dał mi dużo do myślenia. Z jednej strony był inspiracją, z drugiej dodał wiary w siebie. Skoro udało się to komuś o tak rozpoznawalnej marce, to tym bardziej powinno udać się komuś takiemu jak ja.

Przemianie Kominka w Jasona Hunta towarzyszyło wydanie poprawionej wersji jego pierwszej książki sprzedawanej w przedpremierowym pakiecie z drugą. Dzięki temu sięgnąłem do tych tekstów ponownie. Nie dowiedziałem się niczego, czego bym nie wiedział wcześniej (raz już je przecież czytałem), ale parę spraw na nowo sobie w głowie poukładałem. To poukładanie połączone z silnym kopem motywacyjnym w tyłek zaowocowało decyzją i jej realizacją. Uwierzcie, Tomek Tomczyk potrafi zasadzić motywacyjnego kopa w zad.

Zamknąłem 2 stare blogi, a na ich miejsce stworzyłem nowy. W długim procesie stworzyłem nową nazwę i nowe logo, zbudowałem nowy blog. Przeniosłem treści z tych starych i dokonałem ostrej selekcji: zostawiłem 150 wpisów (z tym), 9 przeniosłem do szkiców, nad którymi chcę popracować, ponad 130 usunąłem. Lista pomysłów na teksty zapełniła się i jest już długa. Przede wszystkim zaś uwierzyłem na nowo w to, że chcę i mogę pisać, na nowo odnalazłem w sobie wolę dzielenia się swoimi myślami i ubierania ich w słowa, znów sprawia mi to przyjemność.

Zdecydowałem się też, że nie będę ukrywał swojej tożsamości. Kto mnie potępia, ma prawo do tego. Nie będzie czytał, trudno.

Nie ukrywam, że miałem wątpliwości, które dotyczyły religijnej części mojego bloga. Z jednej strony bowiem chciałem pisać otwarcie o mojej wędrówce na drodze wiary, z drugiej zaś – obawiałem się zarzutu, że to na pokaz, że to taki „tani PR”. Doszedłem jednak do wniosku, że mam w nosie tych, którzy tak pomyślą. Nie zależy mi na nich. Poza tym – czy na temat wiary mogą wypowiadać się wyłącznie święci? Czy tylko ci „święci” są godni mówienia i pisania o tym, dawania świadectwa swojej wiary? Ci, którzy tak twierdzą, najwyraźniej niewiele zrozumieli z Ewangelii. Ale o tym jeszcze kiedyś napiszę.

Dostałem solidnego kopa motywacyjnego, poukładałem wiele w głowie, znalazłem radość z wymyślania tego bloga i budowania go, odzyskałem wenę i przyjemność z pisania. Mam za co dziękować. Dziękuję Ci zatem, Jasonie Hunt :)

(Visited 65 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Z dziwką bardziej się opłaca

Następny tekst

Piątek piątunio i nienawidzę poniedziałków