Home»Kultura»Podglądanie dzikich, czyli recenzja książki państwa Terlikowskich

Podglądanie dzikich, czyli recenzja książki państwa Terlikowskich

0
Shares
Pinterest Google+

Jakie macie skojarzenia, gdy pomyślicie o Tomaszu Terlikowskim? Niech zgadnę. Agresywny fanatyk, katotalib, oszołom. Może jeszcze parę obelg do kompletu? Ja mam inne.

Tak, mam inne skojarzenia, choć nie wszystkie pochlebne. Myślę o człowieku, który wierzy mocno i głęboko. Myślę o człowieku, który bardzo często szybciej mówi i pisze niż myśli. Myślę o człowieku, który ma odwagę bronić, choć czasem niezbyt mądrze i bez empatii, tego, w co wierzy. Myślę o człowieku, który sam o sobie powiedział kiedyś, że ma problem z grzechem pychy. I ta pycha rodzi w nim na przykład przekonanie, iż lepiej niż papież wie, jak rozumieć Ewangelię i sprawia wrażenie, jakby głęboko był przekonany, że sam byłby lepszym papieżem. Myślę wreszcie o człowieku, który w swoim dogmatyzmie z jednym dogmatem sobie nie poradził, a jest to dogmat najważniejszy, a mianowicie z dogmatem Bożego Miłosierdzia.

Dla wielu jest wrogiem numer jeden. Dla mnie jest postacią mocno niejednoznaczną, ale, przyznam uczciwie, budzi we mnie sympatię. Nawet jeśli się z nim absolutnie nie zgadzam.

Gdy dowiedziałem się, że ma się ukazać książka, napisana przez Tomasza i Małgorzatę Terlikowskich, traktująca o ich wielodzietnej rodzinie, od razu pomyślałem, że chciałbym ją przeczytać. Tym mocniej ucieszyłem się, gdy dostałem tę książkę do recenzji.

terlikowscy2Ujęła mnie już umieszczona na okładce informacja o autorach. Oto notatka o Tomaszu Terlikowskim:

„mąż Małgorzaty, ojciec piątki dzieci, a poza tym publicysta, dziennikarz i filozof (…)”

Przy okazji dowiedziałem się, że pan Tomasz jest ode mnie młodszy o rok, co, przyznam, nieco mnie zaskoczyło. Jakoś byłem przekonany, że jest ode mnie znacznie starszy. Taki ze mnie Matuzalem, że nawet Terlikowski jest ode mnie młodszy.

A oto informacja o Małgorzacie Terlikowskiej:

etyk, redaktor, przez lata dziennikarka radiowa, obecnie mama piątki dzieci na pełen etat. W wolnym czasie (gdy wszyscy śpią) redaguje i poprawia to, co inni napisali.

Niewielu mężczyzn ma odwagę nazwać siebie mężem swojej żony, to określenie z powodów dla mnie niezrozumiałych ma wydźwięk pejoratywny. Szacunek za to.

Już fotografia na okładce może zaskoczyć tych, którzy przywykli do medialnego wizerunku Tomasza Terlikowskiego. (Bo akurat pani Małgorzata odbierana jest, mam wrażenie, na ogół jako osoba ciepła.) Z okładki spogląda na nas dwoje ciepłych, uśmiechniętych i wyraźnie kochających się ludzi. Szok, nie? Terlikowski umie kochać! Ano, umie. Warto wyjść poza schematy, poza stereotypy, poza ciasne postrzeganie świata.

Przeczytałem książkę praktycznie na jeden raz. Czyta się ją lekko i przyjemnie. Pełna jest zabawnych anegdot, pokazujących poczucie humoru i dystans do siebie obojga autorów. A przede wszystkim pełna jest zwyczajności. Takiej ciepłej, fajnej zwyczajności. Opisuje taki dom, no, może nieco szalony, bo trudno o brak szaleństwa przy pięciu radosnych dzieciach, który aż chciałoby się odwiedzić. I stworzyć taki dla siebie.

Panie Tomaszu, niechże Pan częściej pokazuje taką właśnie twarz ludziom: dobrą, pogodną, uśmiechniętą, zwyczajną. Serio. To naprawdę bardziej przybliży ludzi do Pana Boga niż ta Pana wersja ostra i nieprzejednana.

Małgorzata i Tomasz Terlikowscy
„Masakra piłą mechaniczną w domu Terlikowskich – Tomasz i Małgorzata Terlikowscy opisują życie z piątką dzieci”
Wydawnictwo „Czerwone i Czarne”, Warszawa 2015

(Visited 210 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 30.03.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 31.03.2015