Home»Wiara»Przeczytane»Słowo ma siłę – 24.03.2015

Słowo ma siłę – 24.03.2015

0
Shares
Pinterest Google+

Sporo dzisiaj w Liturgii Słowa jest o grzechu. Sporo jest takich słów, które wydają się twarde, ale gdy przeniknie się przez zasłonę pozorów, widać, że są to słowa nadziei.

(Lb 21,4-9): Od góry Hor szli Izraelici w kierunku Morza Czerwonego, aby obejść ziemię Edom; podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny. Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże. I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu. Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu.

Naród wybrany był narodem notorycznie szemrzącym, narzekającym i buntującym się. Kurczę, no, jakbym widział swoich rodaków. Kiedy w końcu udało im się Pana Boga solidnie wkurzyć, Ten zesłał karę. Ciekawe jest, że jako karę zesłał właśnie węże. Nie lwy rozszarpujące, nie wrogów, którzy by zabijali mieczami, ale właśnie węże. Właśnie te stworzenia, które są symbolem grzechu i ludzkiego upadku, który doprowadził do wygnania z raju.

Nawet jednak karząc ludzi, Pan Bóg nie zapiekł się w gniewie. Dał nauczkę, a gdy Izraelici zorientowali się, że narozrabiali i przyszli, przyznając się do grzechu, dał im ratunek. Bo, jak sam Pan Bóg powiedział: „Nie chcę śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i miał życie”. (Ez 33,11)

Karę za grzech przyniosły węże, będące symbolem grzechu. Co Pan Bóg nakazał Mojżeszowi dla ratunku? Wywyższenie symbolu grzechu, czyli figury węża. Idźmy dalej. Co może być największym grzechem człowieka? Zabicie swojego Boga. I ludzie ten grzech popełnili. Co zatem możemy wywyższyć, by nas ratowało? Symbol tego największego grzechu, jaki jako ludzie popełniliśmy. Czyli krzyż.

(Ps 102,2-3.16-21): Wysłuchaj, Panie, mojego wołania

Panie, Wysłuchaj modlitwę moją,
a wołanie moje niech do Ciebie przyjdzie.
Nie ukrywaj przede mną swojego oblicza
w dniu mego utrapienia.
Nakłoń ku mnie Twego ucha,
w dniu, w którym Cię wzywam, szybko mnie wysłuchaj!

Poganie będą się bali imienia Pana,
a Twej chwały wszyscy królowie ziemi,
bo Pan odbuduje Syjon
i ukaże się w swym majestacie,
przychyli się ku modlitwie opuszczonych
i nie odrzuci ich modłów.

Należy to spisać dla przyszłych pokoleń,
lud, który się narodzi, niech ujrzy chwałę Pana,
Bo spojrzał Pan z wysokości swego przybytku,
popatrzył z nieba na ziemię,
aby usłyszeć jęki uwięzionych,
aby skazanych na śmierć uwolnić.

Z tego psalmu moją uwagę przykuł jeden wers: „Nie ukrywaj przede mną swojego oblicza”. Doświadczanie bliskości Pana Boga jest czymś wzmacniającym. Przychodzą jednak takie chwile, gdy człowiek tej obecności nie czuje. To nie znaczy, że Pana Boga nie ma wtedy obok, jest, ale z jakichś powodów Go nie czujemy. I to są chwile straszne. Czuliście kiedyś taką samotność? Nikomu nie życzę. Najgorsze, że nie wiadomo, skąd to się bierze, wszak Pan Bóg zawsze jest blisko. Coś w człowieku się blokuje. Nie wiem. Może to grzech? Ale to by chyba było zbyt proste, a nawet – zbyt prostackie, wyjaśnienie.

(J 8,21-30): Jezus powiedział do faryzeuszów: Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie. Rzekli więc do Niego Żydzi: Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie? A On rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich. Powiedzieli do Niego: Kimże Ty jesteś? Odpowiedział im Jezus: Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię? Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego. A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.

Kiedy rozmawiasz z głupcem, czasem w głowie rodzi się taka myśl: Po co ja do niego w ogóle gadam? Po co ja rzucam perły przed wieprze? Mam wrażenie, że Pan Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii daje wyraz swojemu zniecierpliwieniu. Różnica polega na tym, że ja bym po prostu przestał mówić, On natomiast wypełnia do końca wolę Ojca i nie skreśla rozmówców, choć tak z ludzkiego punktu widzenia, należałoby im się to jak psu micha. Cóż, Pan Jezus jednak mówi tu jasno: „Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata.”

Mówi też Pan Jezus słowa z pozoru twarde: „Jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich”. Podkreślę jednak, że one twarde są tylko z pozoru, tak naprawdę te słowa dają nam, grzesznikom, ogromną nadzieję. Któryś już raz przecież słyszymy, że tym, co nam zapewni zbawienie nie jest bezgrzeszność, ale wiara w Pana Jezusa.

(Visited 52 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

5 pułapek bycia neofitą

Następny tekst

Słowo ma siłę - 25.03.2015