Home»Wiara»Słowo ma siłę – 4.03.2015

Słowo ma siłę – 4.03.2015

0
Shares
Pinterest Google+

Jak widać, na razie udaje mi się dotrzymywać postanowienia codziennej lektury Liturgii Słowa i pisania krótkich komentarzy. No, ale nie chwalmy dnia przez zachodem słońca, a teściowej przed śmiercią, i to własną.

W środy na ogół chodzę na spotkania mojej Wspólnoty. Ważną częścią spotkań jest właśnie słuchanie Słowa. Zwyczajowo czytamy teksty przewidziane na najbliższą niedzielę. Zawsze też ktoś mówi swoje komentarze do czytań. Później zaś w grupach odbywa się tzw. dzielenie słowem, czyli każdy może powiedzieć, co jego szczególnie uderzyło, zainteresowało, poruszyło w samej Liturgii albo w komentarzu do niej. Z tego właśnie dzielenia wziął się mój pomysł na cykl. Jako że ma to być cykl codzienny, to i czytania są z danego dnia. No, to do rzeczy:

(Syr 51,13-20): Będąc jeszcze młodym, zanim zacząłem podróżować, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią i aż do końca szukać jej będę. Z powodu jej kwiatów, jakby dojrzewającego winogrona, serce me w niej się rozradowało, noga moja wstąpiła na prostą drogę, od młodości mojej idę jej śladami. Nakłoniłem tylko trochę ucha mego, a już ją otrzymałem i znalazłem dla siebie rozległą wiedzę. Postąpiłem w niej, a Temu, który mi dał mądrość, chcę oddać cześć. Postanowiłem bowiem wprowadzić ją w czyn, zapłonąłem gorliwością o dobro i nie doznałem wstydu. Dusza moja walczyła o nią i z całą starannością usiłowałem zachować Prawo; ręce wyciągałem w górę, a błędy przeciwko niej opłakiwałem. Skierowałem ku niej moją duszę i znalazłem ją dzięki czystości; z nią od początku zyskałem rozum, dlatego nie będę opuszczony.

Czasem modlitwa idzie mi jak po grudzie. Nie ma żadnego wielkiego uniesienia. Czasem wręcz się do tej modlitwy zmuszam. Ostatnio zauważyłem, że podczas modlitwy tak schodzi ze mnie napięcie, że robię się senny. Mówię i ziewam. Zatrzymuję się więc i powtarzam fragment, no, bo jednak nie wypada ziewać przy różańcu. Mógłbym pomyśleć, że to bez sensu, że lepiej odpuścić, no, bo co to za spotkanie, za rozmowa, skoro się do niej zmuszam. Myślę sobie jednak, że jest głęboki sens w tym, co kiedyś powiedział ojciec Robert Konik FSM: „Im bardziej nie chce Ci się modlić, tym bardziej oznacza to, że tej modlitwy potrzebujesz.”

(Ps 16,1-2.5.7-8.11): Pan mym dziedzictwem, moim przeznaczeniem

Zachowaj mnie Boże, bo chronię się do Ciebie,
mówię do Pana: „Ty jesteś Panem moim”.
Pan moim dziedzictwem a przeznaczeniem,
to On mój los zabezpiecza.

Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek,
bo serie napomina mnie nawet nocą.
Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy,
On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.

Ty ścieżkę życia mi ukażesz,
pełnię Twojej radości
i wieczną rozkosz
po Twojej prawicy.

Fajnie jest mieć się u kogo schronić. Schronić się u Kogoś tak mocnego, że nic mną nie zachwieje. Kiedy wszystko wokół się chwieje, a przecież chwieje się nieustannie, bo taka kolej życia, to trzeba mieć coś, co daje pewność, co jest niezachwiane, co jest stabilne, czego można się chwycić. Bez tego przewróciłbym się i nie wstał. I – żeby było jeszcze fajniej – ten Ktoś, oferuje mi pełnię radości i wieczną rozkosz. Nie niewolę. Nie pełną udręki służbę, ale pełnię radości i wieczną rozkosz. Za to, że to Jego uznam za to swoje oparcie.

(Flp 3,8-14): Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim – nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych. Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.

Podejrzewam, że większość osób komentujących ten fragment listu do Filipian zwraca uwagę na wątek wyzucia się ze wszystkiego dla Pana Jezusa. A moją uwagę przykuło coś innego: „Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył.” Łatwo jest spocząć na laurach. Mam łaskę wiary. Super. Jestem taki zajedwabisty. Wiara to ciągłe odkrywanie, ciągłe wędrowanie, ciągły trud, wysiłek, ciągła praca. I obym o tym nigdy nie zapomniał.

(Łk 21,36): Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli godnie stanąć przed Synem Człowieczym.

Czuwanie dobrze mi się kojarzy: z harcerskim pozdrowieniem „Czuwaj”. Czuwaj. Bądź uważny. Pilnuj. Chroń. Wątek modlitwy z pierwszego czytania wraca. Modlitwa pomaga w czuwaniu. W czuwaniu nad sobą, nad swoją duszą. Ale ani modlitwa, ani czuwanie nie są łatwe. Dość przypomnieć sobie uczniów, którzy mieli czuwać tuż przed pojmaniem Pana Jezusa, a zasnęli.

(J 15,9-17): Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.

Z jednej strony mamy starotestamentowe „marność nad marnościami” z Księgi Koheleta. Z drugiej – Pan Jezus nazywa nas Swoimi przyjaciółmi. Nie sługami, lecz przyjaciółmi. Wyraźnie to podkreśla, że nie jesteśmy sługami, „bo sługa nie wie, co czyni pan jego”. Jest w tym coś niezwykłego i niepojętego. Oto jestem przyjacielem Boga. Modlitwa, czyli spotkanie, to nie spotkanie Pana i sługi, ale spotkanie z Przyjacielem. Ojciec Przyjaciel, Tata. Nie surowy i okrutny.

Pan Jezus mówi o swoich przykazaniach i wzywa do ich przestrzegania, jasno, bez żadnych wątpliwości, pokazując, co uważa za njwazniejsze: „To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.” Wymagający ten Przyjaciel. Łatwo jest kochać swoje małe grzeczne dziecko. Swoją Mamę. Swoją Kobietę. Trudniej kochać kogoś, kto kopie mnie w kostkę albo wbija nóż w plecy.

(Visited 58 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 3.03.15

Następny tekst

Uświęca czy nie uświęca