Home»Blogowanie»Blogowe prawa rynku

Blogowe prawa rynku

0
Shares
Pinterest Google+

Panie, bo te blogery i blogerki, no, siedzą, panie, kurna, w tych jynternetach, focie sobie szczelają, panie, durne to to jedno z drugim jak mój but stary i niemodny, buta nie obrażając, a kasą, panie, to normalnie srajo wyżej niźli cycki majo.

Autorzy bloga Polacy Rodacy pozazdrościli chyba niejakiemu Latkowskiemu i poczuli w sobie zew dziennikarstwa… wróć… blogerstwa śledczego. Ja na ich miejscu bym się tak nie wyrywał z tym detektywistycznym zacięciem. Latkowski latał na śmietnik Giertycha, a skończył tak, że to jego wydawca wywalił na śmietnik. Słusznie skądinąd.

Wracając do Polacy Cebulacy, tfu, Rodacy… Poczuli w sobie ów zew, wzmożenie moralne ich ogarnęło albo co, no i zrobili prowokację. O żesz, ale oni prowokację zrobili, panie, normalnie, klękajcie narody. Z narażeniem życia. Taką skomplikowaną grę operacyjną wymyślili i zrealizowali. Stirlitze, Hansy Klossy i Dżejmsy Bondy w jednym. Do kwadratu. Ba! Do szcześcianu. Wysłali do kilkunastu blogerów i blogerek maila z zapytaniem ofertowym i prośbą o statystyki. Prawda, że genialne? Mariusz Kamiński i jego asy z CBA to normalnie leszcze w prowokowaniu.

Poważniej mówiąc, ustalmy na początek: Nie zrobili żadnej prowokacji. Rozesłali zapytania ofertowe, dostali odpowiedzi, jedne lepiej przygotowane, drugie gorzej. Nie ma tu żadnej sensacji. Normalna biznesowa procedura. Dostaję mnóstwo zapytań o cennik reklam. Nie, nie na Spesalvi, ale na Mądrzy Rodzice. Odsyłam odpowiedź. Niektórzy milkną. Inni odpisują. Jedni przyjmują ceny, inni starają się negocjować. Tak to działa.

Czytałem, że przesłane ceny były albo za niskie, albo za wysokie. Nieprawda. Były w sam raz. Tak wycenili swoją pracę blogerzy i blogerki. Mają do tego prawo. Patrzcie mi teraz na usta i spijajcie mądrość z krynicy ust mych płynącą: Produkt jest wart tyle, ile klient jest skłonny za niego zapłacić. Ani mniej, ani więcej. Jeśli ktoś jest skłonny zapłacić 8.000 złotych za reklamę na blogu szafiarki, to tyle właśnie ta reklama jest warta. A jeśli będzie skłonny zapłacić 80.000 złotych, to też dobrze. A dla szafiarki nawet lepiej.

Tekst na blogu specjalistów od działań operacyjnych przeszedłby pewnie bez echa (wiecie, tajność w końcu), ale niestety nastąpiła dekonspiracja i temat podchwyciła niejaka Karolina Korwin-Piotrowska, publikując felieton na Onecie. I teraz ciekawostka: Oto specjalistka od kultury masowo-szambiarskiej i celebrytów, korzystając z gościny portalu znanego z jakże ambitnych nagłówków, tekstów i nie mniej ambitnych komentarzy, postanowiła wyrazić swoje oburzenie, żal, smutek i niedowierzanie, że oto te puste, durne szafiarki zarabiają więcej niż dziennikarze. Wielce Szanowna Pani Karolino! No, najwyraźniej dziennikarze godzą się na pracę za masowo-szambiarskie stawki. A blogerki nie. I widać klienci chcą płacić dziennikarzom masowo-szambiarskie stawki, a blogerkom – lepsze. Taki lajf. Wolny rynek.

Produkt, jakim są blogi modowe, do mnie nie przemawia. Nie kupuję go więc. Po prostu nie jestem jego grupą docelową, podobnie jak nie jestem grupą docelową podpasek. Ale czy to znaczy, że mam pomstować na wolumen sprzedaży tychże oraz na zyski ich producentów? A może mam pomstować na poziom reklam środków do kobiecej higieny intymnej? Skoro takie te reklamy są, to znaczy, że właśnie takie działają i sprzedają, bo jakoś nie podejrzewam producentów dóbr FMCG, by mieli wywalać ogromne budżety reklamowe w błoto. Może poziom blogów modowych mnie nie zachwyca. Ale nie mnie ma zachwycać. Najwyraźniej taki produkt jest na rynku potrzebny.

Nie jest też prawdą, a przynajmniej jest ogromnym uproszczeniem, teza, jakoby popularność produktów, które pani Karolina Korwin-Piotrowska ocenia jako niskiej jakości, a ja nawet byłbym skłonny się z nią w tej ocenie zgodzić, skutkował brakiem miejsca rynkowego dla produktów typu premium. Jakoś działa Halo Ziemia, jakoś działa Jak oszczędzać pieniądze, Zorkownia i wiele innych blogów. Mnie moje 9.000 UU/mc zadowala. Nie muszę się ścigać. Nigdy nie będę miał zasięgów takich jak najpopularniejsi blogerzy. I co z tego? Ktoś jednak te moje wypociny chce czytać i to jest super. A produkt premium z definicji nie jest masowy.

Pani Karolinie doradziłbym, by sama zaczęła tworzyć wartościową treść zamiast krytykować bezwartościowość cudzej. Serio, życie celebrytów to nie jest wartościowa treść. Aczkolwiek na pewno z tego tematu można nieźle wyżyć. Blogerom zaś, którzy na felieton pani Karoliny zareagowali z furią sugerowałbym tę maść, którą sami chętnie proponują innym, czyli maść na ból tego miejsca, w którym, jak pisał Kornel Makuszyński, plecy tracą swą szlachetną nazwę. Serio, ani prowokacja Polaków Cebulaków, ani felieton pani od celebrytów Wam nie zaszkodzą. Hajs będzie się zgadzał, a dary losu nadal będą do Was przychodziły. Nie lękajcie się.

(Visited 135 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 31.03.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 01.04.2015