Home»Wiara»Droga krzyżowa

Droga krzyżowa

3
Shares
Pinterest Google+

Piątek. Misterium Męki Pańskiej. Droga krzyżowa. Oto ludzie postanowili zabić swojego Boga. A Bóg im na to z miłością pozwolił, po to, by ich uratować. Niezwykła historia.

Stacja I: Jezus na śmierć skazany

Droga Krzyżowa - Stacja I
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Sąd to wcale nie jest fajne miejsce. Niemal zawsze oznacza czyjeś cierpienie.

Czasem sąd staje przed koniecznością rozstrzygnięciem sporu. Oto przychodzą ludzie i każdy ma swoją rację, swoje argumenty, do których jest przekonany. Sąd musi rozeznać, ocenić i wydać wyrok. Jaki by ten wyrok nie był, na ogół przynajmniej jedna strona wyjdzie z poczuciem krzywdy, bo to nie jej argumenty zostały uwzględnione. A czasem wszystkie spory wychodzą poszkodowane.

Gdy przed sądem staje człowiek winny przestępstwa, oznacza to, że ktoś już został skrzywdzony. Często ta krzywda obejmuje też osoby bliskie ofierze. Proces rozdrapuje rany. Ale ta wina, paradoksalnie, oznacza też cierpienie przestępcy, choć w gniewie trudno nam o tym myśleć. Albo tkwi on w swoim grzechu, co samo w sobie jest złe i bolesne (choć często ten ból jest odroczony), albo zaczyna pracować nad swoją winą, rozliczać się sam ze sobą, sam z Bogiem i z tymi, których skrzywdził, a to też boli, choć oczywiście prowadzi ku dobremu. W „Podróży wędrowca do świtu” C.S. Lewisa jest scena, w której jeden z bohaterów pod wpływem swojego zła zmienia się w smoka, a Aslan (który w „Opowieściach z narni” symbolizuje Pana Jezusa) zrywa z niego łuski, co jest procesem długim i bolesnym.

Kiedy zaś przed sądem staje człowiek niewinny, oznaczać to może różne bolesne sytuacje. Może został świadomie fałszywie oskarżony? A może pozory świadczyły przeciwko niemu? Czy sąd dojrzy jego niewinność, czy ukarze go za niepopełnione winy? Jeśli przestępstwo zostało popełnione, a przed sądem stanął ktoś niewinny, to ofiara zostaje ze świadomością, iż faktyczny sprawca wciąż nie poniósł kary.

Sąd to nie tylko instytucja wymiaru sprawiedliwości. Codziennie każdy z nas sądzi i jest sądzony. Osądzamy ludzi wokół nas, a oni osądzają nas. Obwiniamy i oskarżamy ludzi wokół nas, a oni robią to nam. Codziennie zapadają wyroki, w tym mnóstwo pochopnych i niesprawiedliwych.

Często przy tym zdarza się, że milczenie oskarżonego traktujemy jak przyznanie się do winy. Czemu się nie broni? Skoro jest niewinny, niech powie coś na swoją obronę. Hm. Naprawdę? Niewinny zawsze się broni? Ta historia pokazuje coś zupełnie innego.

Negatywnym bohaterem sceny sądu wydaje się Piłat. Wie, że ma przed sobą niewinnego, próbuje wszak Go ratować, ale ostatecznie umywa ręce. I znów – osądzamy. I ja też wiele razy osądzałem, czytając ten fragment. A dziś pomyślałem sobie, że rola Piłata była od początku niewdzięczna. Po pierwsze, przecież Pan Jezus musiał umrzeć, by mógł dokonać się Boży Plan. Jasne, Piłat pewnie o tym nie myślał, ale przecież tak było. Po drugie, spróbujmy na chwilę postawić się na jego miejscu. Zarządza trudnym krajem. Jest tu elementem obcym i wrogim. Jego zadaniem jest utrzymać porządek. Widzi przed sobą wściekłe tłumy podjudzone przez lokalnych przywódców. Co by było, gdyby odmówił skazania? Być może wybuchłyby zamieszki, może powstanie przeciwko rzymskiemu okupantowi? A on musiał i to przecież uwzględnić.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Droga Krzyżowa - stacja II
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Przecież nie musiał. Jeśli, jak twierdzą niektórzy, nie jest Bogiem, mógł po prostu w ostatniej chwili powiedzieć: „Dobra, no, zagalopowałem się” i uniknąć śmierci. A skoro był, jak wierzę, Bogiem, to przecież mógł rozgromić tych, którzy chcieli Go sądzić. Mógł zrobić cud, żeby każdemu z nich krzyż przyrósł do pleców. A On po prostu wziął swój krzyż na ramiona.

Każdy z nas dźwiga jakiś krzyż. Na zdjęciu mamy ludzi chorych, z niepełnosprawnością, cierpiących, zagubionych. Codziennie możemy wziąć ten swój krzyż, przecież lżejszy niż Jego, i nieść, biorąc z niego przykład. Tak, to trudne. Tak, to przeraża. Tak, lżej byłoby nie musieć. Tak, to normalne, że nie chcemy. Pan Jezus mówi w Ogrójcu, że, jeśli to możliwe, to niech Ojciec odsunie od niego ten kielich. On też wolałby nie nieść krzyża. Ale posłusznie ten krzyż bierze, skoro trzeba.

Pokusa, by ten krzyż odrzucić, zbuntować się, jest bardzo silna. A my nie mamy przecież w sobie tej siły, którą ma Syn Boży, bo Nim nie jesteśmy. Ale mamy siłę adekwatną do krzyży, które nam są przeznaczone. O ile tylko po tę siłę sięgniemy. On ją nam daje. On nas wspiera.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja III: Pierwszy upadek pod krzyżem

Droga krzyżowa - stacja III
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Krzyż jest ciężki, taka już jego natura. Krzyż ciąży, krzyż rani i uwiera, krzyż zadaje ból, a drewno krzyża wżyna się w ramiona, obcierając skórę. Ciało krzyczy pod ciężarem, którego – wydawałoby się – nie mamy prawa udźwignąć. Krzyż męczy, zdaje się, iż ponad miarę, ponad możliwości. Z wysiłku pot leje się strumieniami. Niesiesz jednak ten krzyż i w końcu – to nieuchronne – upadasz pod jego ciężarem.

Tłum wokół tylko na to czeka. Rechocze radośnie. Ha! Powinęła mu się noga! Ha! Nie dał rady! Upadł! Cienias. Nawet nieść nie umie! Dokopmy mu bardziej!

Upaść – to naturalne, to takie ludzkie. Pod ciężarem każdy ma prawo upaść. Potem jednak trzeba wstać, choć przecież wcale się nie chce. To nie jest łatwe. Upadłem, to będę leżał, leżąc odpocznę. Gdy leżę, nie muszę nieść. Jeszcze trudniej jest po tym upadku wziąć krzyż z powrotem na plecy. Chciałoby się powiedzieć, że ma się to gdzieś, rzucić w diabły (nomen omen) i odejść, ale nie da się.

Słaniasz się, ale wstajesz, bierzesz ten krzyż na plecy i idziesz dalej.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Droga krzyżowa - stacja IV
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Pluton egzekucyjny prowadzi na śmierć więźnia politycznego. W drodze na miejsce egzekucji czeka matka skazańca. Co kłębi się w jej głowie? Co chciałaby mu powiedzieć?

Prosiłam, synku, żebyś się w to nie mieszał, wiedziałam, że będą z tego problemy. I po co ci to było? Nie lepiej by ci było, gdybyś siedział cicho? Jak mam bez ciebie żyć? Co oni ci w ogóle zrobili? Taki mizerny jesteś, taki obolały. Gdybym tak mogła pójść tam za ciebie.

Chciałaby krzyczeć, płakać, prosić jeszcze, żeby darowali mu życie.

Ale tu na śmierć idzie Bóg. Bóg, który stał się człowiekiem. I jego Matka. Ona nie może tak jak inne. Musi trzymać fason. Ona wie, że Jej Syn nie może się wycofać, nie może pójść na skróty. Ona wie, że On musi cierpieć. A Ona mimo całej miłości nic nie może poradzić.

Co myśli Syn widząc swoją Matkę? Wie, że ginie w słusznej sprawie, ale przecież kocha Matkę i widzi Jej cierpienie. Cierpienie, któremu nie może ulżyć.

O perspektywie matki napisała Anieszka Szpila na blogu.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

Droga krzyżowa - stacja V
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

W rozmaitych rozważaniach Drogi krzyżowej spotykam się przy tej stacji z wątkiem przyjaźni. Ale tu sprawa jest chyba nieco bardziej skomplikowana. W Ewangelii według świętego Łukasza czytam:

Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem.

Nie wynika z tego, by Szymon znał Jezusa. Raczej odnoszę wrażenie, iż znalazł się na drodze krzyżowej przypadkiem. Ot, wracał z pola, trafił na zbiegowisko. I tak go wyciągnięto z tłumu i zmuszono do niesienia. Czy mógł odejść? Pewnie mógł, wszak to nie on był skazany na śmierć, choć można przypuszczać, że presja, jaką na niego wywierano, była spora.

Niezależnie jednak od tego, czy znalazł się w tym miejscu i w tym czasie specjalnie, czy przypadkiem, czy poniósł ten krzyż ochoczo, czy też z ociąganiem i pod przymusem, faktem jest, że pojawił się i pomógł.

Kiedy wydaje mi się, że już naprawdę nie dam rady, gdy już upadłem, wstałem i nie mam siły nieść dalej, Pan Bóg zsyła pomoc. Przecież nie chodzi o to, byśmy nie dali rady.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi

Droga krzyżowa - stacja VI
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Jest Ci źle. Tak bardzo źle. Cierpisz. Tak bardzo boli. Niewyobrażalnie. W tym cierpieniu czujesz się tak mocno osamotniony. Wszyscy się odwrócili. Zostałeś sam ze swoim cierpieniem przed tłumem, który życzy Ci jak najgorszej i cieszy się z tego, co Cię spotyka. Chciałbyś, by to cierpienie już się skończyło. Śmierć wydaje się wybawieniem od bólu, od poniżenia, od samotności, od cierpienia.

I wtedy na Twojej drodze staje Weronika. Ociera Ci twarz. Czy krzyż mniej waży po tym geście? Nie. Czy ciało mniej boli? Nie. Obiektywnie nie. Ale wydaje się lżejszy, ale wydaje się, że mniej boli. Ten gest dodaje sił. Jednak nie jesteś sam w swoim cierpieniu. Ktoś okazał serce.

Ten gest serca wymagał odwagi. Oto rozjuszony, podburzony tłum, który domaga się śmierci skazańca. Oto żołnierze, którzy chcą jak najszybciej wykonać rozkazy i odpocząć po służbie. Niechże ten skazaniec idzie jak najszybciej na miejsce kaźni i umiera. A tu jakaś kobieta wychodzi i wbrew wszystkim okazuje Mu serce, ociera Mu twarz, wtedy, gdy przyjaciele Go opuścili.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja VII: Drugi upadek pod krzyżem

Droga krzyżowa - stacja VII
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Zdradzony. Opuszczony. Pomówiony. Niesprawiedliwie osądzony i skazany. Poniżony i wyszydzony. Idziesz na śmierć. Samotny. Znosisz niewyobrażalny ból. Konfrontujesz się z cierpieniem Matki.

Już raz upadłeś. Zwalczyłeś pokusę, by leżeć. Znalazłeś w sobie siłę, by wstać i iść dalej, by dalej dźwigać krzyż. Przez chwilę ktoś Ci pomógł, podtrzymał, ale przecież poszedł, wrócił do swoich spraw, do synów: Aleksandra i Rufusa. Znalazła się Weronika, która otarła Ci zakrwawioną i spoconą twarz, okazała serce i współczucie. Ale i jej już nie ma. A Ty musisz dalej dźwigać. Tyle jeszcze drogi przed Tobą.

I wtedy znów upadasz.

Upaść raz, to jeszcze. Ale znowu to samo? Upada się wiele razy. Alkoholik nie raz, nie dwa, nie trzy razy sięgnie po kieliszek, narkoman po narkotyk. Grzesznik wraca po wielokroć do spowiedzi z tym samym grzechem. Walczą, ale upadają. Potykają się o niemal identyczne kamienie na drodze. I upadają. I znów ta sama pokusa. Przewróciło się, niech leży. Poleżę sobie w tym błotku. Może i brudno, ale można odpocząć, nie trzeba dźwigać, jest lżej. Jest łatwiej.

A gdyby tak Skazany nie znalazł w sobie sił i chęci by wstać? Gdyby się uparł, że nie wstanie albo po prostu nie miał siły wstać? Pewnie zatłukliby go na miejscu. Skróciłby swoją męczarnię. Ale wstał. Wstał i z trudem założył z powrotem krzyż na plecy, choć przecież wiedział, że na końcu drogi i tak czeka na Niego śmierć.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja VIII: Jezus spotyka płaczące niewiasty

Droga krzyżowa - stacja VIII
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Skąd się tam wzięły? Po co przyszły? Były gapiami? Dlaczego płakały? Naprawdę Mu współczuły, czy to tylko była taka zbiorowa histeria? A może płakały na pokaz?

Pewnie jednak chciały Go po swojemu pocieszyć. Wesprzeć swoją obecnością. Pocieszanie nie zawsze działa. Czasem tak naprawdę pocieszyciel bardziej chce pomóc sobie niż pocieszanemu.

A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: «Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły”. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?» (Ewangelia według świętego Łukasza)

Myśl, która mnie naszła, gdy wróciłem do tego fragmentu, do słów, jakie Pan Jezus kieruje do kobiet, mnie samego zasmuciła i przeraziła. Pomyślałem, że to proroctwo wypełniło się w dwudziestym wieku. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o karę. Cierpiący Pan Jezus zwraca się wszak z miłością „Córki jerozolimskie”, ze zrozumieniem, uznaje, że płaczą nad Nim, że mu współczują. Chodzi mi o los, bolesny i trudny, który spotyka ludzi. I o to, że ludziom jest trudniej, bo nie mają tyle siły co On. „Jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?”

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja IX: Trzeci upadek pod ciężarem krzyża

Droga krzyżowa - stacja IX
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Do trzech razy sztuka – powiadają. Jasne. Upadnij, mądralo, raz i zmobilizuj się by wstać. Upadnij drugi raz i wstań ponownie. Fajnie mówić „do trzech razy sztuka”. Ileż można upadać? Każdy upadek osłabia, każdy upadek rani.

Z każdym upadkiem jesteś coraz słabszy, coraz mniej masz wiary w siebie. Upadłeś, wstałeś i obiecałeś sobie, że już będzie lepiej. Mimo to upadłeś drugi raz. Wstać było trudniej. Wziąć znów krzyż na plecy jeszcze trudniej. I jeszcze trudniej znów sobie samemu obiecać, że już nie upadniesz, że już dasz radę, że od dziś będzie inaczej.

Może nawet naprawdę w to uwierzyłeś? Dzięki tej wierze zebrałeś w sobie siły, by iść dalej, by dalej dźwigać, by dalej cierpieć. I może już nawet wydawało ci się, dzięki temu mocnemu postanowieniu, że teraz to już na pewno dotrzesz do kresu, że już nie upadniesz, choćby nie wiem co.

A mimo to upadasz znów. Jako że z każdym krokiem przecież sił masz coraz mniej, to ten upadek boli jeszcze bardziej niż poprzednie. Jeszcze mocniej kusi by nie wstawać. Jeszcze trudniej jest zebrać się w sobie.

Ale wstajesz. Słaniasz się na nogach. Jesteś poraniony, poobijany, w rozpaczy. Ale wstajesz. Nie poddajesz się. Ledwo stoisz, ledwo widzisz. Ledwo trzymasz ten krzyż. A mimo to ruszasz w dalszą drogę.

Na końcu zaś, bez względu na wszystko, jest śmierć.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja X: Jezus z szat obnażony

Droga krzyżowa - stacja X
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Nie wystarczy zadać ból. Nie wystarczy biczowanie. Trzeba jeszcze poniżyć, po to przebieranie w purpurę, po to korona cierniowa, po to opluwanie, po to wyszydzanie, wyśmiewanie. Nie wystarczy mordercza droga. To za mało.

Trzeba obnażyć. Obedrzeć z godności, z intymności. A przy okazji otworzyć wszystkie rany. Gdy szaty poprzyklejały się do poranionego, zakrwawionego ciała, pozrywać materiał, otwierając wszelkie poranienia.

Och, lubimy to robić. I robimy to ciągle. Wywlekamy ludzkie tajemnice, ludzką intymność na ogląd publiczny, wyśmiewamy, wyszydzamy.

Zgwałcona kobieta, którą w sądzie poniżają, każąc opowiadać wiele razy o tym, co przeszła, dopytując o szczegóły, bo może się uda, bo może ona coś w tym swoim bólu pomyli, jakiś szczegół, szczególik, może czegoś nie pamięta i będzie można tę pomyłkę albo niepamięć wykorzystać przeciwko niej, robiąc z niej dziwkę albo wariatkę. Dziewczyna, która w swej głupocie uwierzyła w miłosne wyznania chłopaka i wysłała mu swoje nagie zdjęcia, by potem zobaczyć je powrzucane do internetu i czytać bezlitosne komentarze. Rodzic, którego dziecko, choćby i dorosłe, ale przecież to jego dziecko, zrobiło coś złego i wszyscy lżą i dziecko i rodzica, bo jak on je wychował. Ludzie, którym fotoreporterzy i kamerzyści pchają się z butami w prywatność, żeby zarobić na jej upublicznieniu. „A co pan czuł, gdy ten terrorysta strzelał do pana żony?”

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja XI: Jezus do krzyża przybity

Droga krzyżowa - stacja XI
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Portal Deon.pl przytacza dzisiaj fakty dotyczące tego, jak umierał Pan Jezus, opierając się na historycznej wiedzy o tym, jak przeprowadzano egzekucje, ale i na wiedzy medycznej. Przytoczę fragment:

Ofiary ukrzyżowania przybijano do belki długimi, grubymi gwoździami, które przedziurawiały nadgarstki i uszkadzały nerwy. Powodowało to rozrywający ból ramion sięgający aż do kręgosłupa. Nogi ofiary zginano w kolanach, a stopy przebite kolejnym gwoździem – układano „na bok”. Okrutna tortura, jaką było umieranie na krzyżu, mogła trwać nawet trzy dni. Zwisające ciało powodowało, że klatka piersiowa ustawiała się w pozycji wydechu i aby zaczerpnąć powietrza, ukrzyżowany musiał się unieść, opierając się na nogach. Każdy oddech wiązał się z potwornym bólem nadgarstków i stóp. Skazaniec oddychał coraz wolniej i płyciej. Gdy ofiara dusiła się, w jej organizmie pojawiało się coraz więcej dwutlenku węgla, rozwijała się kwasica. W efekcie, skazańca bolały wszystkie mięśnie. Gdy człowiek na krzyżu był już martwy, przebijano mu włócznią serce, najpierw z rany wypływał wodnisty płyn zgromadzony w opłucnej, potem krew.

Czytam ten opis, napisany suchym naukowym językiem, próbując sobie to wyobrazić. Próbuję sobie wyobrazić to umieranie. Wiem, jest film Mela Gibsona, ale film to film, to tylko obrazek, tylko gra, teatrzyk i efekty specjalne. A mówimy o realnej śmierci.

Jest wiele rzeczy, których w człowieku nie rozumiem i pewnie nigdy nie zrozumiem. Załóżmy nawet, że istnieją powody, by w określonych sytuacjach kogoś zabić. Nie wierzę w to, bo traktuję poważnie słowa z Księgi Wyjścia: „Nie będziesz zabijał.” Nie ma po niż żadnego „ale”, żadnego „chyba że”. Po prostu „nie będziesz zabijał”. Ale załóżmy nawet teoretycznie, tak na chwilę, że są sytuacje, w których zabijać należy. Załóżmy.

Istnieje wiele sposobów pozbawienia kogoś życia. To, czego nie umiem pojąć, to ludzka zdolność wymyślania sposobów, które to uśmiercanie uczynią bardziej bolesnym i trudniejszym. Nie wystarczy pozbawienie życia. Umierający ma się męczyć. Nie umiem pojąć frajdy, którą sprawia komuś obmyślanie sposobu uśmiercania. Nie umiem pojąć radości z patrzenia na cierpienie. Ktoś przecież, wcale nie na potrzeby zabicia Pana Jezusa, obmyślił całą procedurę krzyżowania. Obmyślił ją w tak sadystyczny sposób. Ktoś to realizował. Ktoś wbijał kolejne gwoździe. Ktoś na to patrzył. Ci wszyscy ludzie musieli, jak rozumiem, czerpać z tego jakąś przyjemność.

Trudno porównywać cokolwiek do Męki Pańskiej, to jasne. Ale patrzę sobie na przykład na internautów, którzy z radością i satysfakcją wbijają kolejne szpile w kogoś, linczują, kolejni dodają komentarze, prześcigając się, kto napisze bardziej wymyślną i bardziej poniżającą obelgę. Bez względu na to, czy ten ktoś jest winny, czy nie. Czerpiemy jakąś niepojętą przyjemność z wbijania gwoździ. Każde uderzenie młota sprawia nam radość. Każdy krzyk, każdy jęk bólu zagrzewa nas do działania. Boli go? Uderzmy mocniej.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja XII: Jezus umiera na krzyżu

Droga krzyżowa - stacja XII
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Pan Jezus kona. Powoli. W cierpieniu. Z wysokości krzyża spogląda na tych, za których cierpi. Nieraz słyszę lub czytam sformułowanie „perspektywa krzyża”. Tyle że perspektywa krzyża to nie patrzenie na coś poprzez krzyż, jak przez pryzmat. Perspektywa krzyża to patrzenie z tego krzyża. Z perspektywy Boga, który umiera i cierpi, dręczony przez tych, których kocha. Cierpi dla tych, którzy go zabijają.

Ewangeliści w różny sposób opisują śmierć Pana Jezusa.

Ewangelia według świętego Marka:

A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eloi, Eloi, lema sabachthani», to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: «Patrz, woła Eliasza». Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc: «Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć [z krzyża]». Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i oddał ducha. A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: «Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym».

Ewangelia według świętego Mateusza:

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eli, Eli, lema sabachthani?», to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: «On Eliasza woła». Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: «Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić». A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha. A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: «Prawdziwie, Ten był Synem Bożym».

Ewangelia według świętego Łukasza:

Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju». Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha. Na widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu i mówił: «Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy». Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi.

Ewangelia według świętego Jana:

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój»Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę» Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha. Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. I znowu na innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili.

Jest kilka elementów w tych opisach, które zwracają szczególnie moją uwagę.

Po drodze Pan Jezus spotyka Matkę (stacja IV). Drugi raz widzą się tuż przed Jego śmiercią. Pamiętam z Ewangelii znacznie wcześniejszy fragment, w którym uczniowie mówią Mu, że jest Ona w pobliżu razem z Jego braćmi, a on odmawia spotkania. Teraz ma czas. Umiera w cierpieniu, ale w ostatniej chwili pamięta, by zadbać o opiekę dla Niej.

Ewangeliści wspominają o dwóch złoczyńcach, między którymi umiera Zbawiciel. Ale tylko święty Łukasz, zwany ewangelistą grzeszników, poświęca im więcej uwagi i opisuje rozmowę trzech umierających mężczyzn. Tzw. dobry łotr, wedle tradycji prawosławnej – święty Dyzma, od którego imienia, w jego greckim brzmieniu, wzięła się nazwa mojego projektu muzycznego, czyli Dismas, to postać, która jest nadzieją dla każdego grzesznika, czyli dla każdego człowieka. Nigdy nie jest za późno na nawrócenie. Nigdy nie jest za późno na to, by uzyskać od Pana Boga wybaczenie i zostać zbawionym.

Jest jeszcze jedno zdanie, które mnie fascynuje od zawsze. I nie tylko mnie. Eli, Eli, Lama Sabachtani! Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił! Przecież wiemy, że nie opuścił. Przecież w jakimś sensie i On wiedział, że nie jest sam. A jednak musiał to poczuć. Tak do końca po ludzku. Musiał doświadczyć samotności umierania.

Dismas – Eli, Eli Lama Sabachtani – część 1

Dismas – Eli, Eli Lama Sabachtani – część 2

Dismas – Eli, Eli Lama Sabachtani – część 3

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja XIII: Jezus z krzyża zdjęty

Droga krzyżowa - stacja XIII
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

Każde cierpienie ma swój kres. Koniec jest początkiem. Zabity przez swój lud Bóg umiera jako człowiek. Ma za sobą potworną kaźń. Cierpienia, których nie umiemy sobie wyobrazić. Zdradzony przez jednego Judasza i tak naprawdę przez Piotra, opuszczony przez przerażonych uczniów, oprócz Jana, o którym wiemy, że jest pod krzyżem. Wyszydzony, poniżony, torturowany umiera z poczuciem całkowitego opuszczenia, krzycząc do Ojca: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił”, ale jednak, wbrew wszystkiemu, z ufnością dodający w ostatnich słowach: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”.

Kończy się ów fizyczny ból, kończy się cierpienie, kończy się strach, kończy się samotność. Bóg umiera.

Widząc tę śmierć, nawraca się setnik, który mówi: „Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym”. Wyobrażacie to sobie? Dowodził tymi, którzy prowadzili kaźń. Po ludzku patrząc, odpowiada za śmierć Pana Jezusa, bo to on zarządzał, on wydawał rozkazy. Tak po ludzku, ma na sumieniu niewyobrażalną zbrodnię. Ale zrozumiał, uwierzył i miał odwagę to wyznać. Myślicie, że został zbawiony?

Ale ten koniec cierpienia dotyczy Tego, który umarł. Gdy umiera człowiek chory, zostają jego bliscy. Ze swoim cierpieniem. Ze swoim bólem. Ze swoją stratą, żalem i osamotnieniem.

Straciłem wiele bliskich mi osób. Pamiętam śmierć Babci. Miałem chyba 10 lat. Pamiętam śmierć Taty, miałem 14 lat. Dopiero co umarła druga babcia i dziadek. Pamiętam emocje, za każdym razem były inne, ale je pamiętam. Nie śmiałbym ich porównywać do tego, co czuje matka, gdy umiera jej dziecko. Niedawno przyznawałem na prowadzonym przeze mnie portalu tytuł Tekstu Tygodnia wpisowi o śmierci dziecka. Robiłem to z poczuciem jakiejś niezwykłej niestosowności. To był świetny i ważny tekst, ale czułem, że nagradzanie go jakoś tak nie pasuje. Czytałem ten tekst i czułem się całkowicie bezradny wobec niego.

pieta

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

 

Stacja XIV: Jezus do grobu złożony

Droga krzyżowa - stacja XIV
Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski

„Odpoczniesz w grobie” – mówią ludzie czasami. Nieraz żyjemy bardzo intensywnie. Umieramy równie intensywnie. I przychodzi czas, gdy z ludzkiego punktu widzenia odpoczniemy. Nasze ciało odpocznie.

Spotykamy się z tajemnicą. Spotykamy się z czymś, o czym niczego nie wiemy. Umieramy. Nie wiemy, co będzie po. Nie ogarniemy tego rozumiem i wiedzą. Możemy jedynie wierzyć lub nie. Nawet świadectwa osób, które przeżyły śmierć kliniczną, nie dają nam wiedzy, bo niby jak mielibyśmy je zweryfikować. Tu po prostu nie ma przestrzeni dla wiedzy. Tu jest przestrzeń dla wiary.

We wszystkich niemal kulturach pojawia się wiara, że po śmierci czeka nas coś lepszego. Jedni czekają na hurysy, inni wędrują do krainy wiecznych łowów. Jeszcze inni wierzą, że po śmierci spotkają Pana Boga. I mają szansę na życie wieczne i wieczną radość.

Jak to jednak powiadają, ktoś musi pracować, by odpoczywać mógł ktoś. Żebym ja po śmierci mógł odpoczywać i dostąpić największego szczęścia, zabity przez ludzi Bóg po śmierci nie mógł odpoczywać. W tym czasie między ukrzyżowaniem a zmartwychwstaniem dzieją się wszak rzeczy wielkie i niezwykłe. Ale to temat na osobny tekst.

Józef z Arymatei był człowiekiem zamożnym i wpływowym. To on poszedł do Piłata, czyli musiał być wpływowy na tyle, by do rzymskiego namiestnika się dostać. Poszedł i poprosił o wydanie ciała Pana Jezusa, a następnie zadbał o Jego pochówek.

Ewangelia według świętego Mateusza wspomina o jeszcze jednym ważnym wydarzeniu:

Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata i oznajmili: «Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: „Po trzech dniach powstanę”. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: „Powstał z martwych”. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze».

Ja tak sobie myślę, że oni, mierząc Pana Jezusa swoją miarą, znacznie mocniej bali się czegoś zupełnie innego. Choć dla zachowania twarzy twierdzili, iż obawiają się, że apostołowie wykradną ciało, to tak sobie myślę, że bali się tego, że Pan Jezus wstanie z tego grobu, przyjdzie i powie: Oto jestem. Przecież tak byłoby najprościej. Nawet oni, ci, którzy skazali Boga na śmierć, gdzieś w tyle głowy, gdzieś w swoich sercach mieli to poczucie, że mają do czynienia z Bogiem. No, bo tak po ludzku, to przecież właśnie tak powinno wyglądać zmartwychwstanie, prawda? Pan Jezus powinien wyjść z grobu, narobił hałasu, tak, żeby wszyscy to zobaczyli. Ale Pan Jezus tak nie działa. Bo nie jest tylko człowiekiem. Ale to też temat na osobny tekst. I ten tekst akurat już rok temu napisałem: Zmartwychwstanie Cichego Feministy

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.

ilustracja: Droga Krzyżowa na fotografiach – Łukasz Jankowski-Wojtczak, Andrzej Fetish Frankowski
(Visited 856 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 02.04.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 07.04.2015