Home»Wiara»Przeczytane»Słowo ma siłę – 10.04.2015

Słowo ma siłę – 10.04.2015

0
Shares
Pinterest Google+

Zmartwychwstanie zmienia świat. Gładzi grzech, Daje życie wieczne. Otwiera drogę zbawienia. Ale nie zmienia naszej niedoskonałości, zagubienia i częstej ślepoty.

(Dz 4,1-12): Gdy Piotr i Jan przemawiali do ludu, po uzdrowieniu chromego, podeszli do nich kapłani i dowódca straży świątynnej oraz saduceusze oburzeni, że nauczają lud i głoszą zmartwychwstanie umarłych w Jezusie. Zatrzymali ich i oddali pod straż aż do następnego dnia, bo już był wieczór. A wielu z tych, którzy słyszeli naukę, uwierzyło. Liczba mężczyzn dosięgała około pięciu tysięcy. Następnego dnia zebrali się ich przełożeni i starsi, i uczeni w Jerozolimie: arcykapłan Annasz, Kajfasz, Jan, Aleksander i ilu ich było z rodu arcykapłańskiego. Postawili ich w środku i pytali: Czyją mocą albo w czyim imieniu uczyniliście to? Wtedy Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział do nich: Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych – że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.

Jeszcze nie tak dawno Piotr wypierał się swojego Mistrza. Dzisiaj staje przed tymi samymi sędziami. Wtedy tchórzył, dziś nie brak mu odwagi cywilnej, by jasno mówić o zmartwychwstaniu. To właśnie spotkanie zmartwychwstałego Pana Jezusa dało mu taką zadziwiającą siłę i taką zadziwiającą odwagę. Staje i mówi jasno, bez żadnego kręcenia, kombinowania. Nie zabezpiecza się, choć przecież noc spędził w uwięzieniu, a, nie oszukujmy się, wtedy nie oznaczało to takich luksusów, jakie zapewnia się dziś przy zatrzymaniu na 48 godzin. Staje przed kapłanami i mówi tak, jakby rzucał im wyzwanie, jakby ich prowokował. Ale on nie rzuca wyzwania, on nie prowokuje, on po prostu daje świadectwo i zaprasza do nawrócenia.

(Ps 118,1.4.22-25): Kamień wzgardzony stał się fundamentem

Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Niech bojący się Pana głoszą:
„Jego łaska na wieki”.

Kamień odrzucony przez budujących
stał się kamieniem węgielnym.
Stało się to przez Pana
i cudem jest w naszych oczach.

Oto dzień, który Pan uczynił,
radujmy się w nim i weselmy.
O Panie, Ty nas wybaw,
o Panie, daj nam pomyślność.

Kamień odrzucony. Coś zbędnego. Niechcianego. Niepotrzebnego. Właśnie ten kamień staje się tym, na czym opiera się najważniejsza budowla. Łatwo odrzucamy. Wyrzucamy poza nawias, wykluczamy. Pan Jezus przychodzi do wykluczonych. Jada z grzesznikami, z celnikami. Mógł pójść do świątyni i objawić Swoja boskość arcykapłanom, ale wolał objawić ją prostym rybakom.

(J 21,1-14): Jezus znowu ukazał się nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy macie co na posiłek? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.

Wszystko się posypało. Nie tak miało być. Nauczyciel miał zostać królem. Oni, Jego uczniowie mieli pewnie troszkę ogrzać się w królewskiej chwale. Izrael miał być wolny, a Rzymianie wygonieni. Nie tak miało być. Zamiast tego hańbiąca śmierć. Po śmierci przyszło zmartwychwstanie. Cud, nieopisany. Oto uśmiercony Nauczyciel dwa razy już stanął między nimi. Ale co się stało, to się nie odstanie. Wielki plan poszedł w niwecz.

Wrócili więc uczniowie do swojego życia, do codzienności, do tego, co umieli najlepiej.

Pan Jezus przychodzi w codzienności. W zwykłym dniu, w zwykłej nocy, w codziennym trudzie. Przychodzi i zaprasza na brzeg. Zaprasza i czeka z ucztą. Skromną, ale jakże smaczną. Uzdrawia codzienność, ale zaprasza do Swojej uczty.

(Visited 22 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Pochwała przeciętności

Następny tekst

Słowo ma siłę - 11.04.2015