Home»Wiara»Przeczytane»Słowo ma siłę – 17.04.2015

Słowo ma siłę – 17.04.2015

0
Shares
Pinterest Google+

Czy umiem być jak apostołowie i cieszyć się z cierpienia? Czy czuję się odpowiedzialny za to, co oswoiłem? Czy umiem pragnąć tego, co najważniejsze?

(Dz 5,34-42): Pewien faryzeusz, imieniem Gamaliel, uczony w Prawie i poważany przez cały lud, kazał na chwilę usunąć Apostołów i zabrał głos w Radzie: Mężowie izraelscy – przemówił do nich – zastanówcie się dobrze, co macie uczynić z tymi ludźmi. Bo niedawno temu wystąpił Teodas, podając się za kogoś niezwykłego. Przyłączyło się do niego około czterystu ludzi, został on zabity, a wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni i ślad po nich zaginął. Potem podczas spisu ludności wystąpił Judasz Galilejczyk i pociągnął lud za sobą. Zginął sam i wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni. Więc i teraz wam mówię: Odstąpcie od tych ludzi i puśćcie ich. Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem. Usłuchali go. A przywoławszy Apostołów kazali ich ubiczować i zabronili im przemawiać w imię Jezusa, a potem zwolnili. A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia /Jezusa/. Nie przestawali też co dzień nauczać w świątyni i po domach i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie.

„A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia /Jezusa/”. Z jednej strony zachwyca przemiana apostołów, którzy jeszcze nie tak dawno okazali się tchórzami, a dziś nie tylko demonstrują wielką odwagę, ale też faktyczną gotowość cierpienia w imię wiary. Z drugiej zaś strony ta przemiana zawstydza. Czy ja naprawdę byłbym gotów cierpieć dla wiary? Pewnie, chciałoby się powiedzieć, że tak. Ale to deklaracja, a jak byłoby naprawdę?

Mało tego!  „Cieszyli się, że stali się godni cierpieć”. Godni cierpieć. To nie tak, że ja się tak poświęcę, doceń, Panie Boże. Nic z tych rzeczy. Apostołowie cieszą się, że stali się godni cierpieć. Możliwość cierpienia za wiarę traktują jako zaszczyt. Umiesz tak?

(Ps 27,1.4.13-14): Jednego pragnę: mieszkać w domu Pana

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?

O jedno tylko proszę Pana, o to zabiegam,
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu,
przez wszystkie dni życia.
Abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

Życie to feeria pragnień, marzeń, chceń i zachcianek. Wielobarwna mieszanina, która rozprasza. Takich codziennych, ludzkich. Chciałbym mieć mikser do nagrywania muzyki, bo mój się spalił. Chciałbym mieć szczęśliwe małżeństwo. Chcę tego, chcę tamtego, o tamtym marzę, tamtego pożądam. To ludzkie, bardzo ludzkie. W tej plątaninie moich pragnień łatwo zagubić to najważniejsze.

(Mt 4,4b): Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych.

Życie to feeria pragnień, marzeń, chceń i zachcianek. Wielobarwna mieszanina, która rozprasza. Takich codziennych, ludzkich. Chciałbym mieć mikser do nagrywania muzyki, bo mój się spalił. Chciałbym mieć szczęśliwe małżeństwo. Chcę tego, chcę tamtego, o tamtym marzę, tamtego pożądam. To ludzkie, bardzo ludzkie. W tej plątaninie moich pragnień łatwo zagubić to najważniejsze.

Tak, powtarzam ten fragment świadomie.

(J 6,1-15): Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

Poszli za Panem Jezusem, bo chcieli. Sami chcieli. Powinni zadbać o siebie, prawda? Kiedy się wyrusza w drogę, zabiera się prowiant. Każdy to wie. A oni poszli i nie zabrali. Chcieli słuchać i nie pomyśleli o czymś tak przyziemnym jak jedzenie. Mogli wszak apostołowie, mógł i sam Pan Jezus, powiedzieć: „A co nas to obchodzi? Niech sami zadbają za siebie. Nie obiecywaliśmy im darmowej wyżerki.” Ale tak nie powiedzieli. Ba! Nie pomyśleli. Nie tylko Pan Jezus, ale i apostołowie wzięli odpowiedzialność za tych, którzy poszli za nim, uznali za oczywiste, że trzeba się o tych ludzi zatroszczyć.

W cudnej książce Antoine Saint-Exupery’ego lis mówi do Małego Księcia: „Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś.” Pan Bóg czuje się za mnie odpowiedzialny i troszczy się o mnie. Nieraz mówi o winnicy, którą uprawia albo o owieczce wymagającej opieki pasterza.

Moją uwagę zwróciło ostatnie zdanie z tego fragmentu Ewangelii: „Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.” Często próbujemy sprowadzić Pana Boga do naszego ludzkiego wymiaru. On sam „uczłowieczył się” i wystarczy. Próbujemy wykorzystać go, choćby w warstwie symbolicznej, do naszych codziennych spraw, oswoić. Przypisujemy mu władzę ziemską, zapominając, że królestwo Pana Jezusa nie jest z tego świata. Tak sobie myślę, że Panu Jezusowi naprawdę nie potrzeba intronizacji na króla Polski. Wystarczy Mu intronizacja na króla mojego serca.

(Visited 22 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Pierwsze zakupy dla dzieci

Następny tekst

Słowo ma siłę - 18.04.2015