Home»Wiara»Cień wielkiej góry

Cień wielkiej góry

0
Shares
Pinterest Google+

Chcę dzisiaj zaprosić Cię, Drogi Czytelniku, do pewnego krótkiego i prostego eksperymentu. Eksperyment ten będzie wymagał od Ciebie tylko dwóch rzeczy: zamknięcia oczu oraz użycia wyobraźni.

Zamknięcie oczu podobno jest niezwykle trudne, bo wymaga od człowieka zaufania, ale przecież nie ma mnie obok i nie uszczypnę Cię znienacka w tyłek, a nawet, przy całej mojej złej opinii, nie świsnę Ci portfela, bo na odległość się nie da.

Użycie wyobraźni wydaje mi się jeszcze trudniejsze. Po pierwsze bowiem trzeba najpierw tę wyobraźnię w ogóle mieć. Zakładam jednak optymistycznie, że Ty, Drogi Czytelniku, nie masz z tym problemu. Po drugie zaś, żeby użyć wyobraźni, trzeba najpierw zaufać samemu sobie, a to bywa czasem znacznie trudniejsze i bardziej ryzykowne niż zaufanie innej osobie.

Ale do rzeczy. Zaczynamy nasz eksperyment:

Zamknij oczy. Po prostu. Zamknij. Nie podglądaj, ale też nie zaciskaj na siłę. Najzwyczajniej w świecie spuść powieki. Odgoń kłębiące się od razu myśli. Daj sobie na to chwilę.

Skoro już wyciszyłeś się nieco, to wyobraź sobie wielką górę. Taką naj, naj, naj, największą, jaką tylko możesz sobie wyobrazić. Stoisz u podnóża tej góry. Widzisz ją? Widzisz tę potęgę?

Teraz, nie otwierając oczu, pracując jedynie swoją wyobraźnią, powoli obróć głowę w lewą stronę. Czy widzisz koniec tej góry? Jest niewyobrażalnie wielka. Patrzysz uważnie, wytężasz wzrok, ale jej lewego kresu, mimo wysiłków, nie możesz zobaczyć.

A teraz proszę Cię: Wciąż oczywiście z zamkniętymi oczami, obróć swoją głowę w stronę prawą. Znów to samo. Choćbyś miał sokoli wzrok, końca góry nie dostrzeżesz. Wykracza poza Twoje pole widzenia.

Nadal nie otwieraj oczu, unieś głowę i spróbuj oczami swojej wyobraźni spojrzeć najwyżej, jak tylko możesz, by dostrzec szczyt góry. Niestety, nie da się. Góra zajmuje całą przestrzeń przed tobą. Jej szczyt jest niewidoczny, niknie gdzieś wysoko w chmurach.

Spójrz, ciągle w swojej wyobraźni, do przodu. Widzisz być może zieloną łąkę, na której pasie się stado owiec, zieleń jest taka soczysta; widzisz fragmenty lasu, gdzieś wyżej, ponad nim, zaczynają się skały, z jednego wielkiego kamienia na drugi przeskakuje dorodna kozica.

Dostrzegasz fragmenty góry, być może nawet dość szczegółowo, ale nie jesteś w stanie zobaczyć góry w całości. Nie możesz, choć się starasz, w pełni tej góry poznać ani zrozumieć. Gdybyś chciał wdrapać się na szczyt, nie umiesz nawet przewidzieć drogi, bo jej przecież całej nie widzisz.

Gdyby zaś ktoś zrobił Ci zdjęcie u podnóża góry, byłbyś przy niej taki mały, taki malutki, prawie niewidoczny. Mrówka przy słoniu.

Cóż, może udałoby się ogarnąć tę górę wzrokiem, gdybyś się od niej nieco oddalił? Spróbuj. Odchodzisz. Krok w tył. Drugi, trzeci, dziesiąty, setny. Wciąż nic. Jest za duża. Nie widzisz całej.

Może trzeba zwiększyć perspektywę? Odjedź jak najdalej. Im dalej jesteś od góry, tym mniej jej szczegółów dostrzegasz, tym obraz jest bardziej niezrozumiały i niewidoczny. W dodatku widok zaczynają Ci przesłaniać las, miasteczko z wysoką wieżą, inna góra, choć mniejsza, to jednak zasłaniająca jakiś fragment tej właściwej.

Odjeżdżasz jeszcze dalej. Wciąż widzisz zarys góry, ale między tobą a nią wyrosło miasto pełne wieżowców, które zasłaniają widok. Im jesteś dalej, tym góra wydaje się mniejsza, a przecież ty wiesz, że jest wielka. Im jesteś dalej, tym widok coraz mniej ostry i jasny.

Nie wiesz, jak zaplanować wejście na szczyt. Nie wiesz, czego spodziewać się po drodze. Nie wiesz, ile ta droga zajmie ci czasu. Nie wiesz, ile trudu będzie cię kosztowała. Samo „nie wiesz”. Frustrujące, prawda?

Myślisz nawet o tym, żeby jednak odpuścić sobie całą tę wspinaczkę. Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż to jest całkiem rozsądna myśl: Droga może być wszak bardzo niebezpieczna, a Ty nawet nie wiesz, jak ją zaplanować.

Problem w tym, że to, czego pragniesz najbardziej, czeka na Ciebie na samym szczycie tej wielkiej góry. Jeśli nie wyruszysz w nieznaną drogę, to z pewnością tego nie zdobędziesz.

Ilekroć wydaje mi się, że rozumiem Pana Boga, że pojąłem już to, co chciałem pojąć, ilekroć wydaje mi się, że już taki jestem mądry, przypominam sobie o tej górze.

Pomaga.

(Visited 58 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 06.05.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 07.05.2015