Home»Wiara»Pojednanie z Panem Bogiem

Pojednanie z Panem Bogiem

0
Shares
Pinterest Google+

Elżbieta z bloga Haque.pl pisała ostatnio, nieco gniewnie, jak na wojującą ateistkę przystało, o udzielaniu ostatniego namaszczenia ateistom. Temat jest dość ciekawy, bo z jednej strony ładnie wpisuje się w wątek Miłosierdzia Bożego, z drugiej zaś dotyczy szacunku dla wolności drugiego człowieka.

Nieraz przy okazji śmierci osób znanych z publicznego demonstrowania ateizmu czy też rozmaitego „religiosceptycyzmu” słyszymy w mediach, iż zmarły przed śmiercią „pojednał się z Panem Bogiem”.

Pretekstem do powstania artykułu Elżbiety były informacje o śmierci znanego z lewicowej aktywności politycznej, m.in. w ramach Ruchu Palikota, dziennikarza muzycznego Roberta Leszczyńskiego. Warto przypomnieć oczywiście również, to już ode mnie, historię odchodzenia generała Wojciecha Jaruzelskiego.

Trzeba tu jednak, dla zachowania porządku pojęciowego w dyskusji, rozdzielić od siebie dwie wręcz krańcowo różne od siebie sytuacje.

Wojciech Jaruzelski, źródło: Wikipedia
Wojciech Jaruzelski, źródło: Wikipedia

Pierwsza z nich to świadoma decyzja osoby, która czuje, że śmierć jest już blisko, a w jej obliczu decyduje się na spowiedź i przyjęcie Eucharystii, czy też prosi o wezwanie księdza z sakramentem ostatniego namaszczenia. Do tego opisu pasuje historia związana ze śmiercią generała Jaruzelskiego.

Zupełnie odmienną jest natomiast sytuacja, w której osoba umierająca jest nieprzytomna czy nieświadoma tego, co się z nią i wokół niej dzieje, a o ostatnie namaszczenie proszą osoby jej bliskie, niekiedy wręcz wbrew wcześniej deklarowanemu życzeniu osoby chorej.

Robert Leszczyński, źródło: WIkipedia
Robert Leszczyński, źródło: WIkipedia

Tu, jak rozumiem, Elżbieta przyporządkowała informacje dotyczące umierania Roberta Leszczyńskiego. Pytanie tylko, na ile słusznie, bo – prawdę rzekłszy – nie sądzę, by dysponowała informacjami z pierwszej ręki. Nie wiemy więc, jak naprawdę było. Jeżeli jednak potraktujemy to jedynie w kategorii przykładu, to oczywiście ustalanie stanu faktycznego nie ma znaczenia dla naszych wspólnych rozważań.

Jeśli ktoś, czy to wprost, czy całą życiową postawą, jasno komunikował niechęć do wiary, do religii, do Pana Boga, czy po prostu – że nie życzy sobie ostatniego namaszczenia, powtórzę, niekoniecznie wprost, to fundowanie mu tego wbrew jego woli jest, jak mi się wydaje, po prostu nieetyczne. Stanowi to bowiem gwałt na wolności drugiego człowieka.

Jasne, chciałoby się, by każdy, zwłaszcza w godzinie śmierci, otworzył się na Pana Boga. Zrozumiałe, że wyjątkowo mocno mogą pragnąć tego osoby bliskie umierającemu, które są wierzące.

Nie zmienia to jednak faktu, że człowiek ma prawo do końca Pana Boga odrzucać. Taką wolność dał człowiekowi Pan Bóg i naruszanie jej w moim odczuciu stanowi sprzeciwienie się woli Pana Boga.

Pojednanie z Panem Bogiem jest bowiem i powinno być aktem woli człowieka. Akt ten może nastąpić w dowolnym momencie, również w ostatniej chwili. Przypomina mi się tu filmowa scena z „Potopu” w reżyserii Jerzego Hoffmana. Oto na łożu śmierci leży kalwinista, czyli uznawany za heretyka książę Janusz Radziwiłł, grany przez Władysława Hańczę. Na łożu śmierci w swym ostatnim westchnieniu wzywa on imię Matki Bożej, której kult protestanci wszak odrzucają.

Bez względu na to, w którym momencie swojego życia człowiek z Panem Bogiem się pojedna, to z definicji akt pojednania powinien być wolną decyzją człowieka, który otwiera się na Pana Boga i chce tego pojednania. Czasem nie ma siły ani możliwości, żeby się wyspowiadać. Czasem nie ma takiej możliwości. Jest jednak w nim ta chęć.

Co ważniejsze – nikt z nas nie ma prawa tego pojednania oceniać, bo jest to coś, co dzieje się między człowiekiem a Panem Bogiem. Tylko Pan Bóg zna serce i wie, czy jest to szczery akt. Próba oceniania tego w moim odczuciu jest zuchwalstwem i grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu, wchodzimy bowiem w obszar zarezerwowany dla władzy Pana Boga, stawiając się w roli sędziów ludzkich dusz.

Do dziś pamiętam, jakim z jednej strony niesmakiem, a z drugiej strony – lękiem, napawały mnie, niestety bardzo liczne, wypowiedzi katolickich publicystów, w tym – co gorsza – duchownych, towarzyszące pogrzebowi generała Wojciecha Jaruzelskiego oraz informacjom o jego pojednaniu z Panem Bogiem. Eksperci od Bożych sądów wiedzieli, ba! mieli pewność, że to pojednanie było nieważne, bo nie spełniało warunków, które oni sami uznawali za konieczne do spełnienia.

Tak to ponownie ujawniało się ludzkie przekonanie o niesprawiedliwości miłosierdzia, takie niezrozumienie, że Boża sprawiedliwość i Boże miłosierdzie wymykają się ludzkim pojęciom.

Chciałoby się rzec tym komentatorom: Nie wystarczy codziennie się modlić, trzeba jeszcze wierzyć. 

Znamy wszak, a przynajmniej owi komentatorzy znać powinni, historię pewnego łotra, jak głosi tradycja, imieniem Dyzma, który nawrócił się dopiero wisząc na krzyżu, obok Zbawiciela. Tradycja głosi, iż łotr ten był pierwszym człowiekiem w raju od czasu wygnania Adama i Ewy.

1866818846_efd97486df_o

Przyznam szczerze, że ja sobie tak po cichu myślę, że jeśli nawet ktoś umarł bez ostatniego namaszczenia, nie pojednawszy się zawczasu z Panem Bogiem, to i tak wcale nie pozbawia go to szans na zbawienie. Wierzę, że po śmierci, gdy człowiek stanie przed Panem Bogiem, może liczyć na jeszcze jedną szansę, że jeszcze wtedy Pan Bóg spyta człowieka, czy chce oddać się Bożej miłości.

Dlatego nie rozumiem tych zabiegów, które nieraz podejmują bliscy, by na siłę czy podstępem wmusić umierającemu sakramenty. Chcą przechytrzyć tylko krewnego czy od razu i Pana Boga za jednym zamachem?

(Visited 308 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 30.04.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 01.05.2015