Home»Wiara»Słowo ma siłę – 03.05.2015

Słowo ma siłę – 03.05.2015

0
Shares
Pinterest Google+

Wstyd, po prostu wstyd. I to w niedzielę. No, wstyd. Zagapiłem się. Nadrabiam zaległość i publikuję #slowomasile, czyli rozważania wokół niedzielnej Liturgii Słowa. W poniedziałek (data z WordPressa myli).

(Dz 9,26-31): Kiedy Szaweł przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się do uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem. Dopiero Barnaba przygarnął go i zaprowadził do Apostołów, i opowiedział im, jak w drodze /Szaweł/ ujrzał Pana, który przemówił do niego, i z jaką siłą przekonania przemawiał w Damaszku w imię Jezusa. Dzięki temu przebywał z nimi w Jerozolimie. Przemawiał też i rozprawiał z hellenistami, którzy usiłowali go zgładzić. Bracia jednak dowiedzieli się o tym, odprowadzili go do Cezarei i wysłali do Tarsu. A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii. Rozwijał się i żył bogobojnie, i napełniał się pociechą Ducha Świętego.

Wyobraźmy sobie Szawła, który dzisiaj nawraca się i przychodzi do kościoła. Ba, nie do kościoła, a do Kościoła jako takiego. Przychodzi i chce głosić Ewangelię. Wtedy wielu uczniów bało się go, nie ufało mu, ze względu na jego przeszłość. Znalazł się jednak jeden, który zaufał, może nawet nie Szawłowi, ale Duchowi Świętemu. Dojrzał też ogromny potencjał do wykorzystania.

A jak byłoby dzisiaj? Z pewnością wielu, podobnie jak uczniowie wtedy, nie ufałoby mu, bałoby się go. Może poddawali by go jakimś próbom i testom? Może nakazali okres kwarantanny? Może nawet, gdyby go przyjęli, to kazaliby mu siedzieć cicho w kącie? Przypominali przeszłość, wskazując, że nie jest godny pracować z nimi dla chwały Pana Boga?

Po ludzku to przecież całkiem zrozumiałe, tyle że plan Boży nie jest planem ludzkim, ludzka perspektywa nie jest Bożą perspektywą.

Są tu dwa wymiary. Jeden to troska o nawróconego grzesznika. Czy chcemy jego zniechęcenia wywołanego upokorzeniami, które mu zafundujemy, żeby sprawdzić siłę i autentyczność nawrócenia? Drugi wymiar zaś to wymiar praktyczny ewangelizacyjny. Ktoś, kto był po przeciwnej stronie i zrozumiał swój błąd jest świetnym świadkiem Sprawy. „Zobaczcie, on, ten, który był naszym wrogiem, pojął swój błąd”. Czyż to nie dowodzi naszej racji lepiej niż dziesięciu tych, którzy byli z nami od początku? Czyż to nie dowodzi siły Pana Jezusa?

(Ps 22,26-28.30-32): Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu.

Wypełnię me śluby wobec bojących się Boga.
Ubodzy będą jedli i zostaną nasyceni,
będą chwalić Pana ci, którzy Go szukają:
„Serca wasze niech żyją na wieki”.

Przypomną sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi
i oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie.
Jemu oddadzą pokłon wszyscy, co śpią w ziemi,
przed Nim zegną się wszyscy, którzy staną się prochem.

A moja dusza będzie żyła dla Niego,
potomstwo moje Jemu będzie służyć,
przyszłym pokoleniom o Panu opowie,
a sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi, który się narodzi.

W tym psalmie moją uwagę w sposób szczególny zwracają dwa fragmenty.

Pierwszy to: „Przypomną sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi i oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie.” Myślę tu sobie o tym, co po ludzku nazywamy końcem świata, teologicznie paruzją, czyli powtórnym przyjściem Pana Jezusa. Przypominają mi się Jego słowa o tym, że są też inne owce, z innej owczarni. Myślę o tym, że to nie tylko my, ci dzisiaj wierzący, będziemy wtedy powołani do oddania pokłonu Panu Bogu. Istotne wydaje mi się też to „Przypomną sobie i wrócą”, które zwraca uwagę na to, że wszyscy ludzie pochodzą z raju. Rozproszyliśmy się, podzieliliśmy, mówimy różnymi językami, stworzyliśmy różne kultury. Wszyscy jednak, o czym jakoś łatwo jest zapominać, pochodzimy od Adama i Ewy.

Drugi fragment to zdanie: „Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu.” Widzę w nim kolejne wezwanie do głoszenia chwały Pana Boga. Wiara nie jest, jak chcieliby niektórzy sprawą, którą można zamykać w czterech ścianach swojego domu, czterech ścianach kościoła, czy w dwóch komorach swojego serca. Wiara jest czymś, co trzeba wykrzyczeć radośnie, z czym iść do ludzi i mówić „w wielkim zgromadzeniu”.

(1 J 3,18-24): Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga, i o co prosić będziemy, otrzymamy od Niego, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba. Przykazanie zaś Jego jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.

„Jeśli nasze serce oskarża nas” – w każdym człowieku jest moc autorefleksji. Sumienie. Głos Pana Boga w środku człowieka. Czasem ten głos umiem zagłuszyć, ale prędzej czy później będę musiał i tak zmierzyć się z tym, co ten głos ma mi do przekazania. Jeśli ów głos, czyli moje sumienie, będzie mnie oskarżać, czyli dotrze do mnie, jakich grzechów się dopuściłem, to mogę oczywiście zatracić się w wyrzutach. Jasne, trzeba je czuć, bo one są warunkiem zmiany. Zatracenie się w nich zmianę tę jednak uniemożliwia. I dlatego właśnie tak ważna jest pamięć o tym, że Pan Bóg jest większy, jest ponad to, jest silniejszy niż mój grzech.

(J 15,1-8): Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – o ile nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

Pan Bóg potrzebuje człowieka, wszak „przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie”. Dlatego pielęgnuje nas jak krzew winny. Oczyszcza, przycina. Bóg potrzebuje człowieka. Po coś w końcu nas stworzył. I to jest pierwsza refleksja.

„Beze Mnie nic nie możecie uczynić” – to drugie zdanie, które przykuwa moją uwagę. Lubię, pewnie jak większość ludzi, poczucie sprawstwa. „Każdy jest kowalem swojego losu” – powtarzam stare przysłowie. I w jakimś stopniu oczywiście jest. Nie jesteśmy bezwolnymi cyborgami. Mamy wszak wolną wolę. Dokonujemy wyborów. Pan Bóg tej wolności nie ogranicza. Pozwala wybierać, nawet jeśli wybieramy głupio i źle. Pozwala popełniać błędy, bo wie, że na błędach się uczymy. Jeśli jednak mam robić coś dobrego, to muszę dokonywać dobrych wyborów. To zaś jest możliwe wtedy, gdy wsłucham się w głos, ten wewnętrzny, o którym wcześniej pisałem. Gdy zaufam Panu Jezusowi.

(Visited 27 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 02.05.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 04.05.2015