Home»Wiara»Słowo ma siłę – 27.05.2015

Słowo ma siłę – 27.05.2015

0
Shares
Pinterest Google+

Bardzo dziś MOJA ta Liturgia Słowa i bardzo MOJE, takie osobiste, to #slowomasile. Zmusza do spojrzenia wstecz i zaglądania w to, co zabliźnione.

(Syr 36,1.4-5a.10-17): Zmiłuj się nad nami, Panie, Boże wszystkich rzeczy, i spojrzyj, ześlij bojaźń przed Tobą na wszystkie narody, Niech Cię uznają, jak my uznaliśmy, że nie ma Boga prócz Ciebie, o Panie! Odnów znaki i powtórz cuda. Zgromadź wszystkie pokolenia Jakuba i weź je w posiadanie, jak było od początku. Panie, zlituj się nad narodem, który jest nazwany Twoim imieniem, nad Izraelem, którego przyrównałeś do pierworodnego. Miej miłosierdzie nad Twoim świętym miastem, nad Jeruzalem, miejsce Twego odpoczynku! Napełnij Syjon wysławianiem Twej mocy i lud Twój chwałą swoją! Daj świadectwo tym, którzy od początku są Twoimi stworzeniami, i wypełnij proroctwa, dane w Twym imieniu! Daj zapłatę tym, którzy oczekują Ciebie, i prorocy Twoi niech się okażą prawdomówni! Wysłuchaj, Panie, błagania Twych sług, zgodnie z błogosławieństwem Aaronowym nad Twoim ludem. Niech wszyscy na ziemi poznają, że jesteś Panem i Bogiem wieków.

Fajnie by było, nie? Gdyby tak wszyscy wierzyli, jak my, że jest jeden Pan Bóg, i to w trzech Osobach. Gdyby tak wszyscy uznali i pokłonili się, jak należy. Chciałoby się to nawet przyspieszyć. No, wiadomo: „na chwałę Pana”. Jak widać, to marzenie towarzyszy ludziom od dawna i od dawna ludzie proszą Pana Boga, żeby wreszcie zrobił porządek.

Na szczęście Pan Bóg jest od nas mądrzejszy i działa w zupełnie innej niż my perspektywie czasowej. My chcielibyśmy już, teraz, natychmiast, a na pewno za naszego żywota. A Pan Bóg ma czas. Ma czas, bo szanuje naszą wolność i daje nam dojrzeć do tego.

Daj zapłatę tym, którzy oczekują Ciebie.

Tak po prawdzie to troszkę zuchwałe te wezwania. Ja, prawdę mówiąc, wolałbym, żeby Pan Bóg nie dawał mi zapłaty, a już na pewno nie według moich zasług. Coś tak bowiem czuję, że kiepsko bym na tym wyszedł. Ba! Coś tak czuję podskórnie, że wszyscy kiepsko byśmy na tym wyszli, gdyby Pan Bóg „dawał zapłatę”. To ja jednak wolę poczekać i liczyć na Boże miłosierdzie i – że da nie zapłatę, ale łaskę. Moja żydowska intuicja mi podpowiada, że to się jednak ludzkości bardziej opłaci.

(Ps 79,8-9.11.13): Okaż nam, Panie, miłosierdzie swoje

Nie pamiętaj nam win przodków naszych,
niech szybko nas spotka Twoje miłosierdzie,
bo bardzo jesteśmy słabi.
Wspomóż nas, Boże nasz, Zbawco,
dla chwały Twojego imienia nas wyzwól
i odpuść nam grzechy przez wzgląd na swoje imię.

Niech jęk pojmanych dojdzie do Ciebie
i mocą Twojego ramienia ocal na śmierć skazanych.
My zaś, lud Twój i owce Twojej trzody,
będziemy wielbić Ciebie na wieki
i przez pokolenia głosić Twoją chwałę.

Psalmy pojawiają się w #slowomasile rzadko, bo jakoś mam z nimi problem, a nie chcę na siłę pisać. Czasem jednak trafi się taka perełka, że nie ma wyjścia – musi zostać i muszę coś napisać. Tak jest właśnie dzisiaj.

Troszkę tu przeciwnie do pierwszego czytania. Nie ma mowy o zapłacie. Nie dla naszych zasług, ale „przez wzgląd na Swoje imię”. Gdyby Pan Bóg dokonał sprawiedliwego bilansu moich dokonań – zasług i win, to marnie bym wyglądał. Potrzebuję Bożego miłosierdzie, bo bardzo jestem słaby. Uświadomienie sobie swojej słabości jest ważne.

(Mk 10,32-45): Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co miało Go spotkać: Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie. Wtedy podeszli do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Odpowiedzieli Mu: Możemy. Lecz Jezus rzekł do nich: Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

Jakie to ludzkie, prawda? Niby 3 lata chodzą z Panem Jezusem, tyle widzieli, tyle słyszeli, tyle doświadczyli, tyle się nauczyli, a i tak wychodzą z nich takie małe, ludzkie ambicyjki. No, tak by chcieli zostać docenieni. I żeby wszyscy widzieli, jak sobie tak siedzą po obu stronach Mistrza. To przecież ludzkie. Tak bardzo ludzkie. Chcemy być docenieni. Łakniemy splendoru.

Oj, wiem coś o tym, wiem. Bardzo dobrze wiem. Robisz coś dobrego. I niby robisz to dla innych, sam w to wierzysz głęboko. Ale to gdzieś w tyle głowy siedzi. I szepcze podstępnie, że, skoro tyle dobrego robisz, to ci się należy jakieś uznanie, jakiś splendor, jakaś nagroda, jakiś przywilej. I, skoro tyle dobrego robisz, to przecież wiesz, jak zrobić, żeby było wszystkim lepiej, więc może powinieneś jednak mieć większy wpływ, większą władzę. I tak szepcze do ucha. Tak kusi. Znam to. Mnie skusiło.

Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym.

Co roku obserwuję hierarchów, którzy obmywają stopy – chorym, czasem ubogim, czasem więźniom. Obserwuję to bardzo uważnie. Starannie wybrani chorzy, starannie wybrani ubodzy, starannie wybrani więźniowie. Umyci najpierw, żeby im nogi nie cuchnęły, kiedy się biskup pochylać będzie. I piękna misa do tego, naczynie zdobione, ręcznik świeżuteńki. Przygotowane nogi umyć i do swoich zajęć, a tamci? No, niech wracają, skąd przyszli.

I nie potępiam. Nie wiem, jak sam bym robił. I ta niepewność mnie boli.

(Visited 50 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Nie tylko wielkie gesty

Następny tekst

Słowo ma siłę - 28.05.2015