Home»Wiara»A gdybym nie znalazł miejsca w Kościele?

A gdybym nie znalazł miejsca w Kościele?

0
Shares
Pinterest Google+

Nie było w moim życiu takiego etapu, w którym uznawałbym, że Pana Boga nie ma. Były natomiast takie, gdy uważałem, iż nie jest On dla mnie ważny i przede wszystkim były takie, gdy daleko było mi do Kościoła jako instytucji i jako wspólnoty. Jeszcze nie tak dawno przecież byłem od niego tak daleko. Wróciłem i znalazłem swoje miejsce. Naszła mnie jednak ostatnio taka myśl: a gdybym nie znalazł swojego miejsca?

Pan Jezus jadał z grzesznikami i celnikami, ratował jawnogrzesznicę, tuż przed śmiercią zbawił Dobrego Łotra, mojego patrona od bierzmowania. Wiele razy mówił o powracających grzesznikach: a to w przypowieści o Dobrym Pasterzu, a to o Synu Marnotrawnym. Mówi też jasno:

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?

Ludziom do Pana Jezusa jednak niestety daleko, czemu trudno się dziwić, wszak to On jest bez grzechu, a my jesteśmy słabi. Często więć nie umieją zdobyć się na taką otwartość wobec błądzących, jaką miał Zbawiciel. Cóż – to On był i jest Zbawicielem, a ludzie z natury są ułomni.

Nie miałem więc w sobie lęku, że On mnie nie przyjmie. Intuicyjnie czułem, że czeka na mój powrót, że wychodzi po mnie, zaprasza, tak jak czeka na powrót każdego grzesznika, po każdego wychodzi i każdego zaprasza. Przeczuwałem, że chce mi wybaczyć jak każdemu jest gotów wybaczyć, że chce mnie przyjąć jak każdego człowieka, choć wie, że jeszcze nieraz na drodze do Niego wywalę się na zbity pysk i będę potrzebował Jego pomocy, by wstać.

Nie znaczy to jednak wcale, że wolny byłem od strachu. Wręcz przeciwnie: był we mnie wielki lęk, ale dotyczył on nie Pana Boga, lecz właśnie ludzi. Bałem się, że tak po ludzku nie znajdę dla siebie miejsca w Kościele.

Tak często przecież ludzie zapominają, że Kościół to nie jest ekskluzywny klub dla chodzących ideałów, bo wtedy byłby w nim tylko Pan Bóg, ale – społeczność grzeszników, którzy liczą na Boże Miłosierdzie. Gdyby Kościół miał być miejscem tylko dla chodzących ideałów, nie byłoby w nim nawet świętych, za wstawiennictwem których lubimy się modlić. Wszak oni też byli grzeszni.

Najostrzej i najdosadniej krytykowali mnie, niezależnie od tego, czy słusznie, czy nie, a często oczywiście słusznie, ludzie, którzy na co dzień robili sobie z krzyża sztandar z krzyża albo cep do walenia innych po głowie. Bałem się, że usłyszę „nie masz prawa tu być” i dostanę kopa za drzwi.

Tak się jednak nie stało. Cóż, może dlatego, że się nie połapali, że już siedzę w środku, że już sobie po cichu przycupnąłem gdzieś w bocznej nawie? A poważniej mówiąc: Na szczęście na mojej drodze powrotnej do Kościoła i w drzwiach spotkałem wspaniałych ludzi, którzy przyjęli mnie ciepło, z radością, tak troszkę jak ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym. Tylko wołu jakoś niestety nikt nie zabijał, a szkoda, bo dobry stek nie jest zły.

Ten temat, to pytanie „A gdybym nie znalazł sobie miejsca w Kościele” zanotowałem sobie już dawno temu. Minęło sporo czasu i sporo zdążyłem sobie przemyśleć, poukładać w głowie.

Czy Pan Bóg chciał, żebym postępował źle? Oczywiście, że nie. Ale z tego mojego „źle” On umiał wyprowadzić coś dobrego. Bo On zawsze umie wyprowadzić dobro. (Wszystko jest częścią planu – przeczytaj mój tekst z września 2014 roku) Gdyby więc miało się zdarzyć tak, że dostałbym na wejściu po łbie i gdybym miał zostać wykopany za drzwi, to czemuś miałoby to służyć. I dziś już wiem, że z tego też wyszłoby coś dobrego.

Dziś myślę też sobie tak po cichu, że całe to pytanie w ogóle nie ma sensu. Co to bowiem znaczy „gdybym nie znalazł sobie miejsca w Kościele”? Gdyby go dla mnie nie było, to by znaczyło tylko tyle, że mam je sobie stworzyć. Skoro bowiem Pan Bóg mnie chce, a wiem, że chce, bo – jak mawia mój ulubiony jezuita o. Grzegorz Kramer SJ (może przeczyta i w końcu znajdzie dla mnie czas…) – Pan Bóg jest dobry, to inaczej być po prostu nie może.

Zastanawiałem się, czy publikować ten wpis, czy może lepiej nie. I – jak to często bywa – z odpowiedzią przyszła Liturgia Słowa, bo, jak wiadomo, #slowomasile. Dzisiejsze czytanie wzmocnił mądry komentarz o. Grzegorza Kramera SJ:

(Mt 8,1-4): Gdy Jezus zeszedł z góry, postępowały za Nim wielkie tłumy. A oto zbliżył się trędowaty, upadł przed Nim i prosił Go: Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. /Jezus/ wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: Chcę, bądź oczyszczony! I natychmiast został oczyszczony z trądu. A Jezus rzekł do niego: Uważaj, nie mów nikomu, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich.
(Visited 132 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Dzień Ojca - pierwszy taki. Dzień kwoka.

Następny tekst

Dlaczego nie przemaluję facebooka na tęczowo