Home»Rodzina»Dzień Ojca – pierwszy taki. Dzień kwoka.

Dzień Ojca – pierwszy taki. Dzień kwoka.

0
Shares
Pinterest Google+

Blogi w założeniu miały być pamiętnikami. Tak jakoś się jednak porobiło, że coraz częściej tekst pamiętnikowy uznawany jest na blogu za przejaw obciachu. A ja się obciachu nie boję, bo większego to już i tak sobie nie narobię. Dzień Ojca zaś jest dobrą okazją do tekstu pamiętnikowego.

I taki właśnie, taki pamiętnikowy, będzie ten tekst. Nie mam zamiaru pisać dziś uniwersalnie. Chcę po prostu podzielić się tym, co dla mnie radosne i ważne. Bo właściwie – dlaczego nie?

Jako dziecko obchodziłem oczywiście Dzień Ojca. Im lat bardziej mi przybywało, tym pewnie mniej, bo łatwym we współpracy nastolatkiem to ja nie byłem. Gdy miałem 15 lat, przestałem obchodzić. Po śmierci Taty nie miałem komu składać życzeń.

Potem przyszedł czas, gdy teoretycznie to mi można było składać życzenia, ale nadal nie obchodziłem Dnia Ojca. A właściwie moje dzieci nie obchodziły, bo nie dawałem im do tego powodów. Niewiele mnie było w ich życiu. Zamiast to zmienić utrwalałem w sobie przekonanie, że to już nigdy nie będzie moje święto. Cóż, jak wiadomo, bycie blogerem nie zwalnia z głupoty. A czasem nawet ją wzmacnia.

Aż w końcu dostałem drugą szansę. Spadła na mnie w sumie dość niespodziewanie. Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że będę znów uczył się bycia tatą, to nie tylko nie uwierzyłbym, ale pewnie bym wyśmiał. Jak to mówią: Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedz Mu o swoich planach.

Kiedy już wiedziałem, że moje życie się zmieni właśnie w taki sposób, zaczęliśmy wspólnie z Przyszłą Mądrzejszą i Piękniejszą Połową planować przeprowadzkę. Wtedy w mojej głowie pojawiło się marzenie, którym z nią się podzieliłem: Żebyśmy w ten Dzień Ojca byli już razem. I tak się też stało. 3 dni przed tatowym świętem Dziewczyna z obrazka i chłopcy sprowadzili się już na stałe do Warszawy. To niesamowite uczucie, kiedy dociera do mnie, że to już tak na zawsze.

I oto przyszedł dzisiejszy poranek. Siedziałem sobie przy komputerze. Niby jak dawniej. Ale nagle przydreptał boso Młodszy Młodszy i wpakował się na kolana. „Tato, chcę się ubrać” – oświadczył.

Nikt nie mówił dzieciom, jak mają się do mnie zwracać. Powiedzieliśmy, że mogą mówić tak, jak chcą. Jeśli wolą „tata”, to „tata”, jeśli wolą „Kuba”, to „Kuba”. (Jasne, wiedzieliśmy, że na pewno nie „wujku”, bo to najgłupsze, co można by wymyślić.) Młodszy Starszy od razu zdecydował, że chce mówić „tata”. Widać było, że on już dawno tak zdecydował i czekał tylko na jasny sygnał, że może. Młodszy Młodszy wybrał mówienie po imieniu. Wytrwał w tym… hm… no, chyba niecałą godzinę.

„Tato, chcę się ubrać” – oświadczył więc, że tak wrócę niniejszym do opowieści, a ja zostawiłem komputer, rozpoczęty tekst, niedopitą kawę, wziąłem go za rękę i poszliśmy do pokoju dzieci.

Wybieranie ubrań to jednak trudniejsze niż mi się zdawało. Niby Połowa mówiła, co gdzie poukładała, ale oczywiście zapomniałem. Wszystkie te ubranka są małe. Jak mogą być tak małe? Kto to w ogóle wymyślił, żeby ludzie byli tacy mali, no? Te skarpetki z Angry Birds będą dobre. W końcu są małe, nie? Hm. A jednak nie. To Młodszego Starszego. I wytłumacz teraz Młodemu Młodszemu, że jednak tych skarpetek nie założymy… Dobra, wynegocjowaliśmy. Gdzie, do diaska, są jego spodnie? Wszystkie są małe. Dobrze, że bluzę sam wybrał. Co do majtek, to cały czas nie mam pewności, że założyłem mu dobre. Z pupy nie spadają, to chyba mogą być, prawda?

Poszliśmy zmywać, a Młodszy Młodszy asystuje. Cud, że niczego nie potłukłem, bo cały czas odwracałem się od zlewu, żeby wytłumaczyć, co i dlaczego aktualnie robię.

– Tato, dlaczego myjesz mój kubek?
– Bo jest brudny.
– Dlaczego jest brudny?
– Bo piłeś w nim herbatkę.
– Piłem w nim herbatkę? (bezbrzeżne zdziwienie w głosie)
– Tak, piłeś, wczoraj, do kolacji.
– A dlaczego dzisiaj myjesz?
– Wczoraj nie zdążyłem.
– Dlaczego nie zdążyłeś?
– Bo cię kąpałem.
– Kąpałeś mnie?
– Tak, właściwie to pomagałem (co mnie podkusiło, żeby komplikować odpowiedź?), a ty sam się myłeś.
– Sam się myłem? (bezbrzeżne zdziwienie w głosie) Dlaczego?
– Bo jesteś dużym chłopcem.
– Nie! Nie jestem dużym chłopcem! (I buzia w podkówkę. Sam się prosiłem, no, sam się prosiłem…)
– A teraz umyjemy szklankę mamy.
– Dlaczego myjemy szklankę mamy? (Uff, udało się odwrócić uwagę od kwestii bycia dużym chłopcem)
– Bo jest brudna.
– Dlaczego jest szklanka brudna? (Uff, nie wyłapał nieprecyzyjnego wskazania przeze mnie podmiotu domyślnego w poprzednim zdaniu. Następnym razem będę ostrożniejszy.)

Przebrnęliśmy przez zmywanie. Młodszy Młodszy zajął się układaniem pociągu, ja wróciłem do pisania. Na krótko, bo trzeba było pójść podziwiać efekt pracy. Potem wstał Młodszy Starszy…

Dotarło do mnie, że wcale nie chcę laurek (dobra, chcę!). Najfajniejsze jest to, że obaj pakują się na kolana albo ciągną za rękę, każdy w swoją stronę zresztą, żeby mi coś pokazać, a jeśli któryś się przewróci lub uderzy, to biegnie do mnie, żeby go przytulić i pocałować w bolące miejsce. Zawsze myślałem, że to tylko pocałunek mamy łagodzi ból.

Ten Dzień Ojca będzie szczególny poczwórnie. Podwójnie, bo Młodszy Młodszy i Młodszy Starszy. Ale to nie koniec atrakcji.

Wieczorem, razem z Córką Pierworodną, idę na podwójny koncert Syna Niepierworodnego. Podwójny, bo na scenie pojawią się dwie kapele, w których gra. Bo on muzyczny zdolniacha jest. Troszkę się co prawda boję, bo moje metalowe granie ma dla niego w sobie tyle z metalu co disco polo, ale wierzę, że będzie dobrze. Ja już go na scenie widziałem i wiem, że czuje się tam w swoim żywiole i w dodatku jest w tym naprawdę dobry. No, a idę z Córką Pierworodną, która wczoraj przyszła przedstawić się Młodszym słowami: „Cześć, będę waszą siostrą”. Fajna ta moja Pierworodna. I fajny ten mój Niepierworodny.

No, fajny ten Dzień Ojca.

Skoro o Matkach, które najlepiej czują się, gdy wszystkie dzieci mają na oku, mówi się kwoki, to ja jestem w takim razie kwokiem. Tak. Dzisiaj jest mój Dzień Kwoka.

Laurki mile widziane. :)

Ale to nie koniec tego tekstu (gdyby ktoś na to liczył.) Rok temu w Dzień Ojca pisałem o dniu, w którym umarł mój Tata. 2 listopada poszedłem na cmentarz, żeby przy grobie porozmawiać z Tatą. A zebrało się tematów do rozmowy przez te lata.

skanowanie0001

Dziś, w Dzień Ojca, szczególnie mocno myślę o moim Tacie. Zastanawiam się, co byłoby, gdyby był z nami dłużej. Jak potoczyłoby się życie moje, mojej Mamy, mojego Brata? Ja wiem, skoro tak się stało, to tak być musiało, ale trudno od takich myśli się uwolnić.

Myślę sobie, że siedzi ten mój Tata w niebie, dobrze mu tam, ale patrzy uważnie. I mam taką nadzieję, że idzie tam, do Kogo trzeba i wspomni: „Słuchaj, bo tam na dole mój syn ma dziś Dzień Kwoka, to mu tam pomóż może, żeby nie narozrabiał, co?”

Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Jak skutecznie i bezboleśnie się zabić?

Następny tekst

A gdybym nie znalazł miejsca w Kościele?