Home»Społeczeństwo»Dzień Pociesznych Pociech

Dzień Pociesznych Pociech

0
Shares
Pinterest Google+

1 czerwca. Dzień Dziecka. Dziś we wszystkich mediach, przekazach, uroczystościach dorośli będą pochylać się nad naszymi milusińskimi. Aż do mdłości.

Kiedy słyszę „nasi milusińscy” budzi się we mnie chęć przegryzania tętnic. Co roku, gdy przychodzi Dzień Dziecka, powraca we mnie gniew. I smutek. Bo, to chyba jest jednak bardziej smutek niż gniew.

Przychodzi dzień dawania lizaków i zabaweczek. Dzień głaskania po maleńkich główkach. Dzień rozczulania się. Oj, tiu, tiu, tiu, jakie słodkie i kochane te nasze pociechy. Pocieszne pociechy.

Urządzimy apel – z okazji albo ku czci. Przybędzie Bardzo Ważny Pan albo Bardzo Ważna Pani – minister, burmistrz, zastępca naczelnika wydziału w urzędzie gminy, proboszcz, biskup albo inny jakiś ważniak.

I niech dzieci mu pokażą wszystkie sztuczki, których się nauczyły. Na tle wyciętych z papieru literek na ścianie układających się w równie mądre co puste hasło dzieci zaśpiewają piosenkę, powiedzą wierszyk i zatańczą. Najlepiej jeszcze, jeśli przebiorą się za dorosłych, wtedy będą śmieszniejsze. Albo za mniejsze dzieci – to też może być zabawne, choć mniej, bo dorośli i tak niewiele wiedzą o rozwoju dziecka.

Bardzo Ważny Pan albo Bardzo Ważna Pani pochyli się nad dziećmi, głaszcząc je po główkach, nakładając na twarz sztuczny uśmiech lub przybierając wyraz twarzy zatroskanego urzędnika (znacie tę minę?). Zrobi sobie zdjęcie z dziećmi. No, jeśli jest naprawdę wyluzowany, to może nawet będzie to selfie. Ach, jak zabawnie!

Ach, zapomniałbym: Bardzo Ważny Pan oraz Bardzo Ważna Pani lubią też przyjąć laurkę lub kwiatek od dzieci. No, bo w końcu powinny te dzieci być wdzięczne, że taki zaszczyt ich kopnął.

Nie zapomnę takiego zdarzenia. Rzecz działa się w Najważniejszym Urzędzie. Uroczystość była ważna i podniosła. I zaszczycana znakomitymi gośćmi. Normalnie, szał pał. Ściągnęli dzieci w ramach tzw. programu artystycznego. Niestety, okazało się, że technicznie Najważniejszy Urząd nie jest chyba w pełni przygotowany i w efekcie kazali dziewczynce, na oko czternastolatce, śpiewać z playbacku. Wyobrażacie sobie? Dziewczynie, która pewnie świetnie śpiewa, a może i nie, ale ciężko pracowała, ćwicząc do występu, kazali udawać, że śpiewa. Potem zaś dzieci przedstawiały fragmenty Króla Maciusia I, udając dorosłych.

A ci prawdziwi dorośli, ci tacy ważni i dostojni, siedzieli w krzesełkach, zafrasowani, podpierali brody i kiwali głową, udając, że ich to całe przedstawienie choć trochę interesuje. Tak naprawdę mieli to w nosie, ot, program artystyczny, obowiązkowa część imprezy. Po niej była wyżerka, na którą wszyscy czekali. A wszystko to pod szyldem Janusza Korczaka. Myślałem, że ugotuję się z bezsilnej wściekłości.

Przychodzi Dzień Dobroci Dla Zwierzątek. W ten jeden dzień urządzimy szopkę, udając, że chcemy posłuchać, co młodzi ludzie mają do powiedzenia. Wpuścimy ich do sejmu, niech sobie posiedzą w ławach i poczują się ważni. A my będziemy mieli dzień wolnego. Bo jakoś tego dnia parlamentarzystów i rządzących chętnych do słuchania jest niewielu.

Może to i lepiej dla polityków, że wolą zniknąć z sejmu w tym dniu. Mogliby bowiem poczuć się nieswojo, słysząc, jak rok temu, takie słowa:

Ja wiem. Młody. Gniewny. Pewnie korwinista, sądząc z treści wystąpienia. Ale chwila, chwilunia. Radykalizm sądów jest przywilejem młodości. Ja nie chcę bronić całości tego wystąpienia. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że ów licealista idealnie intuicyjnie wyczuł szopkę. Cóż. Młodzi ludzie mają niezwykłą intuicję, gdy chodzi o fałsz dorosłych. On nazwał to po imieniu.

W szkole nauczyciele zaczynają udawać dzieci, co w tłumaczeniu z polskiego na nasze oznacza, że robią z siebie idiotów. W domu dajemy dziecku zabawkę. Ewentualnie zabierzemy na lody. No, niech ma. Jeden dzień w roku jakoś się da.

Opowiadamy głodne kawałki o Januszu Korczaku, o prawach dziecka, o szacunku. A w gruncie rzeczy traktujemy dzieci niepoważnie, protekcjonalnie. Jak właśnie pocieszne pociechy, zabawne małpki. Mówimy, że się zmieniło, ale one nadal, jak ryby, głosu nie mają. Mają tylko złudzenie, które im dajemy w przypływie dobrego humoru, dla uspokojenia własnych sumień.

  • Nie pochylaj się nad dziećmi. Ani dosłownie ani w przenośni. Ukucnij. Patrz z tego samego poziomu.

  • Bądź ich ciekaw. Bo one są niezwykle interesujące. I te mniejsze, i te większe.

  • Szanuj. Ale tak naprawdę.

  • Niczego nie udawaj. Od razu to wyłapią.

  • Więcej słuchaj, niż mów. Ale, jeśli będziesz ich ciekaw, to Ci to samo wyjdzie.

Kiedy zapytasz młodych ludzi, które z praw dziecka jest dla nich najważniejsze, na ogół odpowiedzą, że prawo do bycia wysłuchanym. Bo tego dać im nie umiemy jako dorośli. Pochylamy się z fałszywym zatroskaniem, ale nie słuchamy. Mówimy, nie rozmawiamy. Nie mamy czasu. Poza tym – no, co ten młokos może mi powiedzieć? On życia nie zna. Podrośnie, to zrozumie.

Gdy projektowałem dla portalu Mądrzy Rodzice koszulki do kolekcji #prawadziecka, sięgnąłem po klasyczne hasło. Wszyscy już prawie znamy korczakowską myśl:

Nie ma dzieci, są ludzie.

Ładne. No, ale ten Korczak. Idealista taki, on w innych warunkach pracował, to się tak nie przełoży. Bla, bla, bla. Sięgnąłem więc po tekst znacznie starszy.

Ecce homo.

Oto człowiek. Te słowa wypowiedział Piłat, pokazując na Jezusa. Oto człowiek. Z pełną premedytacją umieściłem to na dziecięcych koszulkach:

koszulki-prawa-dziecka

(Visited 272 times, 1 visits today)
Nie krępuj się. Komentuj na Facebooku. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Słowo ma siłę - 31.05.2015

Następny tekst

Słowo ma siłę - 01.06.2015