Home»Życie»Jak skutecznie i bezboleśnie się zabić?

Jak skutecznie i bezboleśnie się zabić?

14
Shares
Pinterest Google+

Dopiero co pisałem o upadkach, życząc, by liczba upadków nigdy nie była wyższa od liczby powstań z nich. Bywa jednak, powiedzmy to wprost, tak, że brakuje sił, żeby wstać z upadku. Bywa tak, że nie ma siły, by wstać, by iść. Bywa tak, że ból, pustka, samotność, beznadzieja przytłaczają. Bywa tak, że człowiek traci chęć życia i chce to życie skończyć.

Nazywamy to na różne sposoby, ale nazwijmy wprost: bywa tak, że człowiek chce się zabić. Chce popełnić samobójstwo, bo nie widzi celu, sensu, szans, bo bilans zysków i strat, który robi na swój użytek, wychodzi ujemny.

Mój upadek

Nie jest tajemnicą, bo nie ukrywam przecież, kim jestem. Podaję swoje personalia, kto więc zechce, ten bez trudu pozna moją historię. Spadłem z wysokiego konia. Na własne życzenie, ale to wcale upadku nie łagodzi, a raczej czyni go bardziej bolesnym. Nie piszę o tym, żeby się wybielać, brać kogoś na litość, bo to nie miałoby sensu.

Faktem jest, że wiele osób mnie podziwiało, byłem medialny, uchodziłem za człowieka sukcesu, żyłem w poczuciu, że robię coś ważnego i dobrego. I robiłem. Tyle że oprócz tego postępowałem też źle i przyszedł czas, że trzeba było ponieść tego konsekwencje. Nagle stałem się wrogiem publicznym, złem wcielonym. Terapia szokowa. To, że miałem to wszystko na własne życzenie, nie ułatwiało, ale utrudniało – bo do wszystkiego, co i tak było trudne, dochodziło uzasadnione poczucie winy.

Runęło wszystko, co przez lata zbudowałem. Wiedziałem, że nie ma już do tego powrotu. To, co nadawało sens mojemu życiu, było już poza moim zasięgiem. Moje plany i moje marzenia były już nie do zrealizowania.

Ten upadek rodził kolejne problemy. Piramida robiła się coraz większa i cięższa. Dochodziły jeszcze kolejne, które z tym się nie wiązały, ale stanowiły dodatkowe obciążenie. Długo się trzymałem, ale z czasem ciężar przytłaczał coraz bardziej.

Tak. W tym miejscu powinienem napisać, że chciałem popełnić samobójstwo i szukałem sposobu na to, jak zabić się skutecznie i bezboleśnie. Ale to nie byłaby prawda. Co prawda klasyk polskiej blogosfery radzi: „Nie pozwól, by fakty popsuły ci świetną historię”, ale to nie miejsce i nie czas na ściemnianie. Tak, pojawiały się myśli o tym, że prościej byłoby skończyć ze sobą, ale nigdy nie były one na tyle konkretne, bym faktycznie to planował, czy rzeczywiście miał podjąć próbę odebrania sobie życia.

Straciłem to, co miałem. Ale zyskałem z czasem coś nowego. Jest inaczej, zupełnie inaczej. Wiem, że nigdy nie wrócę do tego, co było. Ale to nie znaczy, że jest źle. Nie. To nie znaczy też, że jest idealnie. To byłoby za proste.

Doświadczenie z samobójstwem

Zanim własnymi rękami rozwaliłem wszystko, co przez lata zbudowałem, częścią mojej pracy było stykanie się z próbami samobójczymi. Pracowałem z dorosłymi ofiarami molestowania seksualnego w dzieciństwie. Próby samobójcze wśród takich osób zdarzają się dość często. Poza tym przez długi czas uchodziłem za eksperta od bezpieczeństwa w internecie, więc zgłaszano do mnie najróżniejsze przypadki, czasem nawet dość luźno, z tym tematem związane.

Wśród nich – informacje o tym, że ktoś może chcieć popełnić samobójstwo. Nie liczyłem nigdy, ile takich historii było: Ktoś pisał w sieci, że chce się zabić. Nie wiadomo, kto to tak naprawdę, gdzie mieszka, itp. Trzeba było taką osobę utrzymać w kontakcie, a w międzyczasie zapewnić pomoc, często ustalając lokalizację potencjalnego samobójcy. Nie pamiętam wśród tych historii żadnego głupiego dowcipu.

Nigdy na szczęście nie zdarzyło się tak, by nie udało się dotrzeć na czas z pomocą, co nie znaczy, że zawsze był happy end. Niektórzy uratowani do dziś mają mi tę pomoc za złe.

Początek tego „ratowania” był przypadkowy, dlatego wtedy nie wiedziałem niemal nic. Miałem jednak świadomość, jak delikatnej materii dotykam, jak ogromne jest ryzyko, więc czym prędzej zacząłem się douczać. W ten sposób poznałem wiele mitów, stereotypów, które dotyczą samobójstw. Odkryłem je też we własnym myśleniu.

Mity o samobójstwach

W naszym myśleniu te mity są mocno utrwalone. Celowo napisałem „naszym”, bo – jak wspomniałem wcześniej – odkrywałem je i u siebie. Warto je obalać. Jestem przekonany, iż wiele istnień dałoby się ochronić, gdyby nie te stereotypy.

Mit 1. Ludzie, którzy mówią o samobójstwie, nie odbierają sobie życia.

Wiele badań i wielu suicydologów (naukowców zajmujących się problematyką samobójstw) podkreśla, że 80 do 85% samobójców ostrzegało swoją rodzinę i przyjaciół o chęci odebrania sobie życia. Niektórzy robili to wprost, słowami, inni słowami ale „na około”, a jeszcze inni – niewerbalnie.

Jeśli jednak kogoś to nie przekonuje, to warto pamiętać też o wypadkach. Sam znam historię człowieka, który faktycznie zaplanował próbę samobójczą tak, by domownicy udzielili mu pomocy. Pech chciał, że akurat tego dnia nie wrócili punktualnie do domu.

Mit 2. Samobójcy nie chcą umrzeć tylko manipulować swoim otoczeniem.

Istnieje taka grupa, którą nazywamy samobójcami instrumentalnymi. Są to te osoby, które poprzez próbę samobójczą chcą zwrócić uwagę otoczenia, szczególnie osób bliskich, na siebie i na swoje problemy, by w ten sposób uzyskać pomoc czy jakieś korzyści. Ta grupa według niektórych badań stanowi ok. 34-48% ogółu podejmujących próby samobójcze. Manipulantów sensu stricte, czyli osób stosujących de facto szantaż emocjonalny, jest jeszcze mniej. Niezależnie od tego, przypomnę o „wypadkach przy pracy”.

Nieraz na filmach widzimy sceny próby samobójczej: Oto grożący odebraniem sobie życia człowiek stoi na dachu, na dole kłębi się tłum gapiów, a policyjny negocjator próbuje przekonać desperata do rozmowy, do odejścia od krawędzi, do rezygnacji z próby. Na ogół jako widzom towarzyszy nam wtedy myśl, że ten ktoś wcale nie chce sobie odebrać życia, bo gdyby chciał się zabić, to by to po prostu zrobił.

Rzeczywistość nie jest taka prosta. Czasem taka próba to krzyk rozpaczy, czasem chęć zwrócenia na siebie uwagi. Często to faktycznie jest chęć odebrania sobie życia.

Nie zapominajmy jednak, że w takiej sytuacji rozpacz, beznadzieja, desperacja, które doprowadziły człowieka na skraj wytrzymałości, walczą z głęboko zakorzenionym instynktem samozachowawczym, strachem przed śmiercią, niekiedy – przed konsekwencjami nieudanej próby samobójczej. A czasami – z tlącymi się w głębi duszy resztkami nadziei.

Mit 3. Samobójstwo przychodzi bez ostrzeżenia.

Samobójstwo prawie zawsze poprzedzają pewne sygnały ostrzegawcze. Zaznaczam: „prawie”, bo zdarzają się przecież przypadki próby spontanicznej, podejmowanej w wyniku nagłego bodźca, czy np. będące objawem choroby psychicznej.

Symptomy, na które warto zwrócić uwagę, to m.in.:

  • obniżenie nastroju,
  • przygnębienie,
  • smutek,
  • zaniedbanie wyglądu zewnętrznego i/lub higieny,
  • wycofanie się z życia towarzyskiego,
  • pilne i z pozoru niezrozumiałe regulowanie swoich spraw (np. sporządzenie testamentu),
  • rozdawanie cennych przedmiotów.

Są to ważne sygnały niewerbalne mogące świadczyć o ryzyku podjęcia próby samobójczej.

W przypadku prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży bardzo często już po wszystkim rodzice mówią, że nic nie wskazywało na tak dramatyczna sytuację. Na ogół niestety mylą się. Ich dziecko dawało im, nie wprost, ostrzeżenia, że coś się złego dzieje. Problem w tym, że oni tego nie widzieli, bo… bo nie znali swojego dziecka, nie mieli z nim dobrego kontaktu i pozbawili się w ten sposób szans na to, by dostrzec zmianę w zachowaniu młodego cżłowieka.

Mit 4. Próby samobójcze rzadko są ponawiane. Poprawa nastroju to koniec zagrożenia.

Próba samobójcza jest z reguły momentem pewnego przesilenia. Po narastającym kryzysie dochodzi do jego eskalacji. Ugaszenie tego „pożaru”, czyli uratowanie niedoszłego samobójcy, nie musi jednak oznaczać końca problemów. To uratowanie może, ale nie musi oznaczać, że problem został rozwiązany.

Czasami jest tak, że uniemożliwiliśmy popełnienie samobójstwa, wydaje nam się, że uratowaliśmy człowieka, ale powody, dla których chciał on targnąć się na swoje życie, nie ustały.

Według T.M. Anthony’ego ok 12% niedoszłych samobójców ponawia próby nawet kilkakrotnie. Anthony twierdzi, iż zazwyczaj trzecia próba jest skuteczna, czyli kończy się śmiercią. Polski wiktymolog, prof. Hołyst, twierdzi nawet, iż odsetek osób ponawiających próby samobójcze dochodzi aż do 60%.

Mit 5. Samobójstwu nie można zapobiec.

Ustaliliśmy już wcześniej, że spora część samobójców wysyła sygnały ostrzegawcze, a niektórzy wręcz wprost komunikują swoje plany. Już samo to wskazuje, że można uniknąć sytuacji ostatecznych.

Warto zatem to powtarzać: Samobójstwu można zapobiec.

Możemy powstrzymać samobójcę przed zamachem na własne życie, zanim do niego dojdzie oraz w trakcie próby. Można też zareagować na przyczyny decyzji samobójczej, zwłaszcza w przypadku samobójców instrumentalnych, czyli odbierających sobie życie z powodu dyskomfortu.

Ważną formą profilaktyki suicydalnej jest też leczenie depresji i wspieranie osób na nią cierpiących.

Mit 6. Samobójstwa popełnia określony typ ludzi. Samobójcy to umysłowo chorzy.

Oczywiście można określać tzw. grupy podwyższonego ryzyka, podobnie jak przy innych zagrożeniach. Tak naprawdę jednak problem może dotyczyć każdego, niezależnie od wieku, płci, rasy, sytuacji ekonomicznej czy społecznej lub wyznawanej religii.

Wiele religii, np. judaizm i chrześcijaństwo, jednoznacznie potępia odebranie sobie życia, uznając taki czyn za grzech przeciw przykazaniu „nie zabijaj”. Nie znaczy to jednak wcale, że wyznawcy tych religii nie popełniają samobójstw.

Nawet typ osobowości nie wskazuje na poziom zagrożenia. Ktoś, kto uchodzi za osobę silną psychicznie, może w pewnym momencie „dojść do ściany”, do granicy swojej wytrzymałości lub mieć gorszy czas, gdy jego emocjonalna odporność jest obniżona.

Oczywiście, wielu samobójców cierpi na choroby psychiczne, na przykład na depresję czy schizofrenię, jednak ich liczba nie upoważnia do generalizowania.

Warto tu zwrócić uwagę przy okazji, że niektóre leki antydepresyjne mogą wywoływać myśli samobójcze. Pamiętam, że lekarka, która przepisywała mi leki antydepresyjne, ostrzegała, że, zanim zaczną one działać, czeka mnie bardzo trudne 4-6 tygodni, a jednym z objawów ubocznych może być pogorszenie nastroju i właśnie myśli samobójcze.

Mit 7. Rozmowa o samobójstwie może je sprowokować, lepiej unikać tematu.

To bardzo rozpowszechniony stereotyp, ale absolutnie nieprawdziwy. Prawdą jest coś całkowicie przeciwnego: Otóż, empatyczna, dobra rozmowa o problemie daje na ogół poczucie ulgi, umożliwia odzyskanie poczucia kontroli, przywraca nadzieję i chęć życia.

Telefony zaufania:

Jeśli masz myśli samobójcze, nie musisz mierzyć się z tym sam. Nie wstydź się skorzystać z pomocy:

  • 116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
  • 22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
  • 116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
  • 801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
  • 800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej
  • 801 108 108 – wsparcie dla osób w żałobie

Jak rozmawiać z potencjalnym samobójcą?

  • Zachowaj spokój. Twój niepokój i strach są widoczne i mogą się udzielić.
  • Zapewnij sobie wsparcie i dbaj o siebie w tej sytuacji. Zadzwoń na jeden z telefonów zaufania i poproś o pomoc, również w prowadzeniu tej rozmowy.
  • Staraj się nie odwodzić na siłę od zamiaru odebrania sobie życia. To może dać efekt odwrotny do zamierzonego. Twój rozmówca może zacząć nakręcać się, by przekonać Cię, że mówi poważnie.
  • Pod żadnym pozorem nie bagatelizuj.
  • Nie składaj obietnic bez pokrycia (np. „będzie dobrze”).
  • Staraj się więcej słuchać niż mówić. Pozwól się wygadać, przy okazji dowiesz się więcej o problemie rozmówcy.
  • Ważny jest zarówno powód faktyczny, jak i to, co dało konkretny impuls do myśli samobójczych, czyli ta kropla, która przepełniła czarę. Postaraj się je poznać.
  • Wychwytuj szczegóły dotyczące planów (Czy ta osoba ma konkretny plan? W jaki sposób? Kiedy chce popełnić samobójstwo?) Bądź jednak ostrożny, nie dopytuj.
  • Jeśli rozmawiasz przez internet i nie znasz dobrze tej osoby, wychwytuj szczegóły pozwalające zidentyfikować Twojego rozmówcę.
  • Nie miej żadnych oporów przed wezwaniem pomocy. Dzwoń pod numer 112 i domagaj się tej pomocy od policji, zwłaszcza gdy nie znasz tożsamości lub miejsca pobytu potencjalnego samobójcy.
  • Nie próbuj sam oceniać stopnia zagrożenia.
Nie krępuj się. Komentuj. Lubię dyskutować. Ach, no, i - jeśli tylko tekst Ci się spodobał, a mam nadzieję, że tak, to podziel się nim z innymi.
Poprzedni tekst

Sztuka upadania, sztuka powstawania

Następny tekst

Dzień Ojca - pierwszy taki. Dzień kwoka.

6 komentarzy

  1. Podszedłeś do tego bardzo poradnikowo, ale fajnie. To jest miłe, że dzielisz się swoimi doświadczeniami.

    • Janku, podszedłem tak z premedytacją. Nie jestem, jak pisałem, fanem Twojego imiennika, pomysłodawcy akcji, a i on chyba nie jest moim fanem, skoro mnie u siebie zbanował, ale doceniam jego pomysł. Mam wrażenie niestety, że pomysł ten wymknął się jednak spod kontroli. W ramach akcji zaczęły powstawać teksty, które w moim przekonaniu mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku, bo np. wpędzają potencjalnego samobójcę w poczucie winy, sugerując, iż jest on z racji swoich samobójczych myśli egoistą. Inne teksty są łzawymi historyjkami, które prędzej potencjalnego samobójcę wkurzą niż zmotywują do zawalczenia o siebie. Sam nie czuję się na siłach, by pisać teksty motywacyjne, postanowiłem więc podejść właśnie poradnikowo, przekazując konkretną wiedzę.

  2. Roksana Podgórska
    16-06-2015 at 18:30 —

    Bardzo zainteresował mnie ten post, to jak sam do tego wszystkiego podchodziłeś i jak sobie z tym poradziłeś.

  3. iMetzik
    29-11-2016 at 16:59 —

    Można napisać do Ciebie prywatnie? np. GG?

Leave a reply